Statystyka

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 33 - Już czas..

Czas. czasami nie doceniamy jaki jest on dla nas cenny. Wszystko przemija..
My.. dorastamy.. zaczynamy inaczej patrzeć na niektóre sprawy. Ale wciąż chcemy być dziećmi, widzieć świat ich oczami. Nie mieć problemów, kłopotów.. nie martwić się oto co zjem następnego dnia, bo.. zawsze rodzice są pod ręką. Nakarmią.. ubiorą.. Niestety z minutę na minutę stajemy się starsi. Nasze życie się zmienia. Decyzje podjęte wcześniej kierują tym co będzie później. Tylko.. czy czasami.. wszystko idzie po naszej myśli? Załamania.. leki.. nagłe napady smutku.. nastolatek musi się z tym zmierzyć. Żyjemy twierdząc, że nikt nie chce nam pomóc, że jesteśmy sami. Zdarzają się przebłyski.. wspaniałe przyjaźnie.. cudowne przygody. Bez przyjaciół człowiek nie potrafi przetrwać.. wystarczy jeden.. prawdziwy.. a wszystko nabiera barw.
Potem.. czas na miłość.. zauroczenie.. zakochanie.. coś poważnego. A czy aby na pewno jesteśmy na to gotowi? Na podjęcie na swoje barki tyle odpowiedzialności.. ?

Głośno westchnęłam. Natknęłam się na bloga pewnej dziewczyny z polski. Całkiem przypadkiem weszłam w link. Co o tym myślę? Jest bardzo refleksyjny..
odruchowo obejrzałam się do tyłu. Gdzie poniosło Harrego po śniadaniu? A taki niedawno siedział obok mnie. Uh.. junior od samego rana daje znaki o sobie. Kiedy raptownie się podniosłam zakręciło mi się w głowie.. Boże co się dzieje.. zamknęłam natychmiastowo oczy i złapałam się krawędzi stołu. Czułam, że byłam bliska płaczu.. Czy mój organizm nie wytrzymuje tego? Próbowałam się uspokoić. Wziełam kolka głębokich oddechów, ale na nic. Ból w głowie nadal pulsował niemiłosiernie. Byłam już bliska omdlenia.. ostatnie co pamiętam, to mój głos wołający imię chłopaka..
~*~
-Weronika.. skarbie.. spójrz. tutaj jestem.. - usłyszałam Harrego nade mną. Nie byłam już w salonie.. tylko w sypialni. Musiał mnie przenieść, gdy.. zemdlałam?
-co się stało? - pomasowałam głowę. Nie jest ze mną ok..
-Dosłownie przed chwilą był u nas lekarz. Zbadał Cię i powiedział, że to było raczej normalne, ale teraz.. - pociągnął nosem.. ej.. wystraszyłam się. Czy ja o czymś nie wiem? Przerażona dźwignęłam się na łokciach.
-Ty.. płaczesz? - spojrzałam pytająco.
-Tak..
-A dlaczego.. Harry ja naprawde się boję..
-To tylko cebula - zaśmiał się, a ja rzuciłam w niego poduszkę, która była obok mnie. Taki z niego żartowniś. Czemu musi wracać na trasę już za 5 dni? Eh.. ta mysl nie jest pozytywna.. -O czym myślisz?
-Sama nie wiem.. o twoim powrocie.. o.. naszym dziecku.. - pogłaskałam brzuch.. tak bardzo chciałabym mieć to już za sobą..
-Też się zastanawiałem nad tym i.. wpadł mi do głowy jeden pomysł.. gdyby tak odwołać parę koncertów..
-Nie! Nie zgadzam się! Teraz gracie w Europie, nie ma tak! Mój ukochany zespół, który zawiesił działalność odwołał trasę koncertową po europejskich stolicach, a wy też? Nie pozwolę na to. Przecież jest jeszcze wiele krajów w których nie graliście w ogóle.. na przykład Polska.. no właśnie.. co z moją ojczyzną? Czy wy zwracacie uwagę na te wszystkie akcje jakie polskie Directionerki robią? Serio nie widać tych starań? Zawsze chciałam oto zapytać - powiedziałam z uśmiechem. Przecież tyle razy w telewizji mówili, że fanki 1D coś tam zrobiły..
-Kotku.. to nie jest takie proste.. jasne.. chcielibyśmy zagrać w.. Warszawie? Coś takiego.. nawet miałbyć koncert we ramach trasy "Take me home" ale.. to nie my decydujemy.. przykro mi..
-Waszym fankom pewnie też.. co dzisiaj robimy?
-Zmiana tematu? Hmm.. a co byś chciała?
-Wymyśl coś... zdaję się na Ciebie..
Tak jak myślałam.. przez resztę dnia leniuchowaliśmy. Gra w karty.. oglądanie filmów.. w pewnym momencie odpłynęłam wtulona w Loczka..
"Ciemność.. nie mam pojęcia gdzie jestem. Przyspieszone bicie serca, strach.. znowu mam na sobie białą suknię i biegnę przed siebie. Tym razem.. całkowicie sama. Brak jakich kolwiek drzew.. wszystkiego. Całkowita pustka..
-Weronika! - usłyszałam krzyk dobiegający.. z jakiegoś miejsca. Obróciłam się kilka razy. Co ja właściwie robię..
-Weronika! - no kto to.. w pewnym momencie poczułam szarpnięcie za ramię. W jednej chwili znalazłam się na polanie. W oddali zobaczyłam ich.. Harry.. Liam.. Louis.. Niall.. i Zayn. Ubrani na biało, odwróceni do mnie tyłem. Czułam potrzebę podejścia do nich, ale.. nie mogłam ruszyć się z miejsca. Trzask.. szlest.. kompletnie nic.
-Mamo.. ja nie chciałem się tak bawić.. - powiedział chłopczyk z burzą loczków na głowie. To.. było do mnie? Kilkakrotnie zamrugałam. -Mamo.. chodź się pobawić. - pociągnął mnie za dłoń i dałam się mu poprowadzić. Zmierzał w kierunku chłopaków. Znowu próbowałam uspokoić oddech. Podążając za chłopcem, zbliżaliśmy się do nich. Blask coraz bardziej jaśniał. Stanęliśmy pomiędzy Harrym (który złapał mnie za drugą rękę) a Liamem. Wyraz twarzy mieli bardzo pważny. Tępo wpartywali się przed siebie. Początkowo nie wiedziałam na co się patrzą, dopóki.. mój chłpak nie objął mnie od tyłu i powiedział
-Spójrz.. taka jest nasza przyszłość - pokierował na miasto przed nami. Jak to jest możliwe, że był ono niewidoczne? Przyjrzałam się uważniej. Momentalnie niebo zrobiło się czerwone, a rzeka przybrała kolor krwi. Moje ciało nawet nie drgnęło. -Nie bój się, to dopiero początek.. mały, zaprowadź mamusię, niech podziwia nasze czyny - wstąpił z powrotem do szeregu. Bałam się.
Chłopiec usiadł na moich kolanach, następnie dotknął mojego policzka.
-Mamo, tata dobrze robi, zaufaj mu, bo to przecież.. tylko ludzie. - wytrzeszczyłam oczy.
-T..tylko - głos łamał mi się jakbym nie mówiła przez dłuższy czas. Maluch przytulił się mocniej. Dlaczego nie mogę nic zrobić? -Tata już nigdy nas nie opuści.. zadba o lepszą przyszłość - po chwili ciężkim krokiem Hazza podszedł do nas i uklęknął. Czerwone ślepia przeszywały mnie na wskroś.
-Zawsze razem.. - odbiło się echem w moich uszach.."
-Aaaaa! - wrzasnęłam z całej siły rozglądając się po pokoju. Serio.. serio jakiś czas przed porodem muszą mi się śnić koszmary? Jest jeszcze całkiem ciemno.. i Harry chrapie, więc nie zwrócił najmniejszej uwagi na mój krzyk. Odgarnęłam mu włosy z czoła. Zdecydowanie lepiej wyglada, gdy zostawia swoje loczki.. no.. naturalnie.. bez żadnego wiązania. Opadłam na poduszkę. Czy ten sen oznacza, że.. pragnę aby to dziecko było już z nami, czy najzwyczajniej w świecie czytałam zbyt wiele razy sagę "Dary Anioła"? Hm.. ostatnio zdarzyło mi się wracać do tych książek. Próbowałam zasnąć, ale.. czyjaś komórka zaczęła wibrować na stoliku.
-Harry.. ejj.. telefon do Ciebie.. - potrząsnęłam nim lekko. -No wstawaj śpiochu! - pisnęłam do ucha.
-Eh... już nie śpię, czy możesz mi go podać? - przetarł zaspane oczy. -Tak? ... Louis serio dzwonisz o tej porze, żeby zapytać o taką rzecz? ... To wasza decyzja... Spałem idioto! ... Zapytaj się Wery.. może ona wam doradzi ... ehe ... przestań, już Ci ją daję... - podał mi komórkę, a ja spojrzałam na niego pytająco. Niestety.. ktoś tu odpłynął do krainy snów..
-H..halo.. - odezwałam się.
-Cześć! Mam nadzieję, że jesteś bardziej ogarnięta od pana "Daj mi spać".
-No może.. a o co chodzi?
-Imiona dla dzieci.. mamy wielki problem..
-I dlatego nie śpicie w nocy?
-Ej, małe dzieci to nie taka prosta sprawa.. budzą się o każdej porze dnia.. pomożesz?
-Mogę..
-Ok.. no to słuchaj uważnie.. - Louis wytłumaczył, że razem z Eleanor mieli problemy z wyborem imion. W końcu urodziła się im parka. Koniec końców chłopiec ma imiona Cody Tom, a dziewczynka Samantha Julia. Nawet ładnie, przynajmniej na coś się przydałam. Wiedząc, że już nie zasnę powoli udałam się po książkę. Ojej.. 5 nad ranem.. i co ja pocznę z sobą..
Będąc wciągnięta w wydarzenia związane z książką, nagle przerwał mi dzwonek do drzwi. Ok.. kto tym razem jest rannym ptaszkiem? Wywróciłam oczami i poszłam otworzyć.. zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam tę osobę. Ojej..
-Kayla? Co ty tutaj robisz? - zapytałam zaspanym głosem. Ałć.. gardło.. boli.
-C.. chodzi o Adama.. - pociągnęła nosem i wytarła resztki tuszu z policzka. Zerwali? Załamała się? Gestem ręki zaprosiłam ją do środka. Musimy porozmawiać.
Październik
Kayla.

Tamtego ranka nie wiem co mnie naszło, żeby odwiedzać przyjaciółkę o tak wczesnej porze. Na szczęście nie spała, więc nie musiałam jej budzić. Jeszcze te dwa miesiące temu miałam zażartą kłótnię ze swoim chłopakiem. Oświadczyłam mu, że zostaję w Londynie, a on na to.. że dla Kevina i.. że ja go nie kocham. Grubo się myli.. Kev to tylko sąsiad.. przyjaciel.. nic wiecej. To Adama kocham najbardziej na świecie! Ale.. wracając to teraźniejszości.. od trzech dni Weronika pomieszkuje u mnie, bo miewa dziwne stany.. raz czuje się dobrze, a raz.. lepiej nie podchodzić, wtedy muszę ją uspokajać.. halo! Dzidziuś w drodze! Gdyby tylko dzisiejszy dzień należał do najszczęśliwszych..
-Kay.. p.. pomożesz mi.. Aaaaaa! - krzyknęła Wera, a ja od razu przybiegłam z kuchni. -Zawieź mnie do szpitala.. aaaa!
-Ale mamy blisko, może.. - powiedziałam spanikowana.
-Ja rodze debliko! - krzyknęła i zaczęła się trzymać za brzuch. Ups.. nie dobrze. Wzięłam telefon i zadzwoniłam po Kevina. Na jej tą koleżankę.. Danielle nie ma co liczyć.. ona jest gdzieś tam ze swoim chłopakiem. Po trzech.. moze pięciu wpadł brunet i razem ze mną zanieśliśmy Weronikę do auta. Szpital jest dwie przecznice stąd, a w jej stanie.. lepiej pojechać autem.
Gdy tylko dotarliśmy na miejsce lekarze zabrali moją przyjaciółkę na porodówkę. Kto by się spodziewał, że mały zdecyduje się teraz przyjść na świat.
Widząc swoje odbicie w lustrze.. początkowo się wystraszyłam. Cała blada.. chyba ze strachu. Ej.. a gdzie jest Styles? Dziecko mu się niedługo urodzi a on.. miał jutro przyjechać.. pokręciłam głową. Wcześniej rozmawiałyśmy na ten temat i.. spadło na mnie to nieszczęście, że muszę go poinformować. Bądźmy szczerzy.. nie lubię go zbytnio. Już miałam wybierać jego numer, gdy telefon zaczął mi wibrować w ręce. Uu.. loczek jest szybszy..
-Halo?
-Kayla? Gdzie jesteście, czemu nie ma was w domu? - zapytał
-No bo ee.. twoja dziewczyna właśnie rodzi, jesteśmy w szpitalu niedaleko mnie.
-O boże.. dzięki, zaraz będę. - rozłączył się. Zdenerwowanie w jego głosie?
Usiadłam obok Kevina, który bawił się komórką. Wszyscy podskoczyli kiedy Styles wbiegł do recepcji. Szybki jest..
-Do kogo pan przyszedł? - spytała recepcjonistka.
-M..moja dziewczyna właśnie rodzi..
-Nazwisko?
-Maj..
-Tak.. jest pan ojcem? Chciałby pan wejść czy ewentualnie poczekać przed salą? - byłam ciekawa co wybierze.. pewnie wejd..
-Mógłbym wejść, ale.. nie jestem w stanie..
-W takim razie proszę iść ze mną. - powiedziała pielęgniarka i razem z Harrym zbliżali się w naszą stronę. Przysięgam jeśli on zacznie panikować.. wyjdę na chwilę na świeże powietrze. Oparłam się o ramię Kevina..
Harry.
Udało mi się! Kiedy Paul dowiedział się, że Weronika rodzi za parę dni.. puścił mnie dzie wcześniej! prawie w podskokach przemierzałem lotnisko. Nawet w aucie w drodze do domu jej przyjaciółki śpiewałem równocześnie z radiem. Rozpierała mnie.. taka radość.
Zacząłem się niepokoić gdy nikogo nie było w domu. Nerwowo rozglądałem się, aż w końcu zadzwoniłem do Kayli. Słowa "twoja dziewczyna właśnie rodzi" podziałały na mnie jak kubeł z wodą. Nie przejmowałem się tym, że zostawiłem auto, tylko biegłem ile sił w nogach.
Do szpitala wpadłem wykończony, ale jednocześnie zdenerwowany. Po chwili poszłem z pielęgniarką przed porodówkę. Na krzesłach siedzieli.. jej przyjaciele. Hm.. ta dwójka razem wygląda nieźle.. nie mam zielonego pojęcia dlaczego wcześniej nakrzyczałem na Werę, za to że kumplowała się w szkole z.. tym w czarnych włosach.
Mijały kolejne godziny. Co tam się dzieje?! Chodziłem w kółko po korytarzu, a serce walilo mi jak szalone. Wiem, że poród trwa długo, ale każda minuta była dla mnie jak wieczność..
-Pan Styles? - wychylił się lekarz, a ja wskazałem na siebie. -Niestety.. pojawiły się małe komplikacje.. mam dla pana trudne zadanie.. w razie konieczności musi pan wybrać kogo mamy ratować.. dziecko czy narzeczoną.. - zamarłem. W..wybierać komu podarować życie, a komu je odebrać?! To jest jakieś chore. Z napływu emocji usiadłem na krześle.
-Naprawdę muszę wybrać teraz?
-Nie, ale na wszelki wypadek powiadamam pana o zaistniałej sytuacji. - i zniknął za drzwiami.
Nie potrafiłem powstrzymać łez, więc ukryłem twarz w dłoniach. Boże.. nie proszę o wiele. Miej w opiece moją ukochaną oraz nasze potomstwo. Niech tylko.. przeżyją..
~Kilka godzin później~
-Harry.. Harry.. Styles wstawaj!! - ktoś wrzasnął mi do ucha a ja podskoczyłem na krześle.
-Dzięki za pobudkę.. - ziewnąłem. Na jak długo odpłynąłem? W tym momencie pojawiła się przede mną ręka doktora. Uniosłem głowę do góry.
-Gratulacje! Został pan ojcem zdrowego chłopczyka! - uścisnął moją dłoń. Chwila.. że co? -Może pan pójść ich zobaczyć.
Za bardzo byłem wstrząśnięty, żeby wstać. Ale nerwy.. gorzej niż przed pierwszym koncertem. Wziąłem głęboki wdech, i wszedłem do sali. Ku moim oczom ukazała się śpiąca Wera i.. w inkubatorze.. nasz syn. Powoli podeszłem do szkraba.
-Witaj na świecie mały - szepnąłem i usiadłem obok ukochanej. Wow.. w życiu nie czułem większej dumy niz teraz. Podrapałem się po głowie. Tak naprawdę w tym momencie uświadomiłem sobie, że we trójkę tworzymy prawdziwą  rodzinę. Rany..
-Cześć - usłyszałem cichy głos obok siebie. Weronika wysiliła się na słaby uśmiech. Dała radę..
-Już po wszystkim - pocałowałem ją w czoło.
-Jak go nazwiemy?
-Hmm.. Jacob? - zaśmiałem się.
-Zmierzch? Harry nie.. - wymamrotała.
-Czyli Edward też odpada?
-Mhm.. a co powiesz na Maksa? - po tych słowach zakaszla. Nie miałem serca dłuzej ją męczyć.
-No to.. witaj Maksiu.. - uśmiechnąłem się.
-Naprawdę? - w jej oczach zabłysnął prpmyk nadziei.
-Naprawdę. - ucałowałem jej dłoń.
3 tygodnie później.
Weronika

Przyznaję.. poród był strasznie ciężki.. trwał kilka godzin. Istniało też ryzyko, że.. miałam nie przeżyć (pfuu), ale na szczęście jest inaczej. Po urodzeniu małego nie wiele pamiętam co się działo, bo byłam bardzo zmęczona. Jedynie po wszystkim na chwilę Loczek przebudził mnie.
Patrząc z perspektywy czasu.. warto było. Maksymilian Nathan jest już z nami w domu. Gdy tylko się z nim pojawiliśmy szczególnie moja mama oszalała na jego punkcie (Już wróciła do Londynu). Co tu by jeszcze.. od rana Harry coś kombinuje.. gdy tylko spytałam go, co robi to wyraźnie przeciągał "Niic".
-Kochanie.. czy tak na dwie godziny możemy zostawić Maksa u twojej mamy? Mam dla Ciebie niespodziankę.. - wziął mnie za rękę.
-Eh.. wiesz, że nie chcę go zostawiać samego..
-Dobrze.. w takim razie zajmie to nam trochę mniej czasu.. - objął mnie od tyłu, gdy ja zmywałam naczynia.
-Jeśli tak bardzo nalegasz.. zgadzam się. - cmoknęłam go w usta. Czy już wspominałam, że Harry jest cudownym chłopakiem? Być możliwe..
Po przebraniu Maksia w czyste śpioszki, pojechaliśmy do mojej mamy, następnie.. skierowaliśmy się w stronę polany. Co się szykuje?
-Jesteśmy na miejscu - złapał mnie za dłoń. Czy to jest to o czym ja myślę?


Jaką niespodziankę przygotował Harry dla Weroniki? Tego dowiecie się w rozdziale 34, który będzie..
No właśnie.. od dzisiaj w moim województwie (zachodniopomorskie) zaczynają się ferie.. a jutro wyjeżdżam.. w związku z tym.. możecie się spodziewać następnego rozdziału.. około 1 marca..
Dlaczego tak późno? Otóż.. nie mam zielonego pojęcia czy będę miała czas.. i dostęp do internetu.. ale jeśli coś miałoby się zmienić.. to poinformuję was, że któregoś dnia pojawi się next.

Za wszelkie błędy stylistyczne przepraszam, ale tak naprawdę to dzisiaj musiałam wstać przed 5:00 i dokończyć to :D
Wyszedł jaki wyszedł.. miałam małe problemy z imionami dla dzieci.. chyba przez dobre 30 minut zastanawiałam się...
No nic.. dla tych którzy zaczynają ferie razem ze mną.. Miłego wypoczynku!
Trzymajcie się do następnego ♥

1 komentarz:

  1. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.Zapraszam na nowy rozdział http://bring-me-to-happy-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K