Statystyka

wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 32 - Włochy, Eleanor.. inaczej. Dużo się dzieje..

Jadąc po drodze do domu Eleanor, razem z Dan na cały głos śpiewałyśmy piosenkę "Midnight Memories" traf chciał, że akurat leciała w radiu. Naprawdę zabawna sytuacja.. nie mogłam przestań się uśmiechać. Nawet przed drzwiami nie mogłam opanować śmiechu.
-Ej spokojnie, bo El nas stąd wyrzuci - zaśmiała się Dan. Ja musiałam złapać oddech.. trzeba się trochę uspokoić. Po chwili w drzwiach stanęła dziewczyna Louisa.
-Co wy wyprawiałyście? - zapytała zaskoczona.
-No wiesz.. piosenka One Direction.. i te inne sprawy.. możemy..
-Jasne wejdźcie.. - wchodząc rozgladałam się na wszystkie strony. Tak naprawdę parę razy byłam u Elounor w mieszkaniu. Teraz mogłam się temu uważniej przyjrzeć.
Prawie jak każdy członek 1D.. ten dom miał jedno piętro. Na korytarzu wisiało wiele ich wspólnych zdjeć (których świat najwidoczniej nie widział) oraz z ich dzieciństwa. Poczułam się.. przytulnie.
Tylko nadal nie rozumiem jak ona wytrzymuje te rozłąki.. może zwyczajnie się przyzwyczaiła..
-Jak się czujesz? - zapytała szatynka w salonie. Ah te ciastka w czekoladzie.. na osobności zjadłabym je od razu, ale przy kimś.. muszę pohamować swój apetyt.
-To chyba ja powinnam zapytać oto Ciebie.. został tobie miesiąc.. nie jest to przerażające? Na samą myśl.. się boję.. jeszcze te zajęcia w szkole rodzenia.. ugh - potrząsnęłam głową.
-Może trochę tak.. ale zobacz.. już za te 30 dni.. w moim życiu pojawi się istotka.. lub istotki..
-Istotki? Czy to możliwe, że..
-Nie ufam badaniom.. w dodatku lekarz wspominał mi, że dziecko będzie bardzo duże.. według moich rozmyślań..
-myślisz, że urodzisz bliźniaki? - oj.. chyba ktoś jest za bardzo ciekawy.. no.. ja.
-To by była wspaniała wiadomość, ale sam fakt, że mam z Louisem dziecko.. wszystko nagle się zmieniło.. diametralnie..
-Czyli jak?
-Stał się bardzo opiekuńczy, rzucało się w oczy. Kiedy byliśmy sami.. ciągle mnie przytulał.. mówił miłe rzeczy.. ajajaj.. - El się zarumieniła. Boże.. to tak wygląda człowiek zakochany po uszy! Ja sama tego po sobie nie widziałam, ale zgaduję, że gdy gadałam o Harrym.. musiałam wyglądać podobnie. Nasza pogawędka skończyła się pod wieczór. Czy jestem naprawdę ślepa? Danielle przez ten czas siedziała na tarasie. Wstając powoli poszłam do niej.
-Hej.. co robisz? - zapytałam nieśmiało, przecież nie chciałam jej wystraszyć.
-Oglądam zachód słońca.. nic takiego.. - westchnęła. Nadal gdzieś błądziła rozmarzonym wzrokiem.
-Czemu nam uciekłaś? - usiadłam na krześle obok.
-Liam dzwonił, a tak po za tym.. rozmyślałam nad wyjazdem.. na parę dni. Chłopaki.. prędko nie wrócą.. może oprócz Lou i Hazzy... a Li nie. Może go odwiedzę.. kiedy Eleanor już urodzi.
-Nie chcesz ją zostawić samą, he?
-Pewnie tak.. a jakby się coś stało, a nie będzie mogła się dostać do szpitala? Ty rodzisz.. w? - spojrzała na mnie pytająco. Ah tak.. odpowiedź..
-W październiku..
-Chodzisz na zajęcia do szkoły rodzenia?
-Taa.. niby mi się nie chce.. ale Kayla nie daje mi spokoju - zaśmiałam się. w tym momencie przypomniało mi się o mojej przyjaciółce. Nie zamierzam ingerować w jej sprawy, tylko.. boję sie, że nie daj Boże się zakocha w Kevinie. Wiem, że jest uroczy i wgl, ale.. jest z Adamem no! Biedaczyna siedzi w Polsce, gdy jego dziewczyna spotyka się z przystojnym brytyjczykiem.
Właśnie.. za parę dni moja 18-nastka.. podrapałam się po głowie. Ta cała trasa trochę mi przeszkadza.. to ciągłe kontaktowanie się przez skype, telefon. Pamiętaj.. jeszcze miesiąc.. on  przyjedzie razem z Louisem. Westchnęłam. Jeszcze przez chwilę pogadałam z Dan, następnie udałam się do pokoju gościnnego. Dzisiejszą noc spędzam u El. Dobrze, że zabrałam laptop. "Bez Ciebie nie idę" haha.
Szybko go włączyłam i zalogowałam się na czat. Uu.. przy panu Stylesie jest zielona kropka.. ciekawe co u niego słychać. Jeśli jest taki spostrzegawczy, niech sam do mnie zadzwoni. Zaśmiałam się.
Harry.
Przez chłopaków nie mam nawet pięciu minut spokoju! Hazza to, Hazza tamto. Czy nie mogą iść z tymi rzeczami do Liama? W końcu to on jest "Daddy". Koncert w Turynie oczywiście się udał, a ja skonany wygłupami ma scenie "przeczołgałem się" w stronę łóżka. Nie mam zielonego pojęcia która jest godzina u mojego słonka. A może śpi? Włączyłem komputer, nastepnie wszedłem na twittera. Zadania do wykonania: napisać tweet w którym nikt po za mną nie wie o co chodzi, odpowiedzieć paru fankom, dać komuś follow (niech się ucieszy) oraz sprawdzić co słychać w świecie.  Jak zwykle interakcje oraz dm miałem zawalone w wiadomościach od fanów z całego świata. Gdybym miał wystarczająco dużo czasu.. spróbowałbym to ogarnąć, ale mamy wstać wcześnie kolejnego dnia i.. nie ma szans. Po jakimś czasie dostałem powiadomienie na Skype, o tym kto jest dostępny. Przetarłem zaspane oczy. Uu.. chłopaki...
-Aaaaaa! Zabierz to ode mnie! - Czy to był Liam? Odruchowo odwróciłem się w stronę drzwi, które były lekko uchylone.. na wszelki wypadek. Pam pam pam, zgadłem! Zayn znowu gonił biednego Li z łyżeczkami. Czemu on nadal się tego boi? Moją uwagę przykuło.. lub raczej przykuła zielona kropka przy zdjeciu Weroniki. Ile czasu jest dostępna i dlaczego dopiero teraz na to zareagowałem? Potrząsnąłęm głową i nacisnąłem "zadzwoń" będzie bardzo zła?
-No no, po 30 minutach raczyłeś zadzwonić.. brawo Harry! - zaklaskała w dłonie. Ej.. gdzie ona jest? Czy ja o czymś nie wiem? -Chyba jesteś bardzo zmęczony, bo gapisz się przez dłuższy czas w kamerkę..
-Skarbie przepraszam.. gdybyś widziała co się działo na koncercie.. padam z nóg!
-W sumie to.. widziałam.. - powiedziała tajemniczo.
-Co.. gdzie.. jak?! - pisnąłem. Eh.. po tej rozmowie od razu idę spać.
-Emm.. bo obserwuję twoje fanki na twitterze, głuptasie? Co tam się dzieje.. coś mi się zdaje, że nie tylko koncert Cię wymęczył..
-Chłopaków jeszcze rozpiera energia.. mam dość.. a jak ty się czujesz? Oraz mały - uśmiechnąłem się szeroko. Jeszcze trzy miesiące.. i mały będzie z nami!
-Bardzo dobrze.. zaczyna już kopać..
-Oo.. dlaczego nie mogę być z tobą co?
-Czy mozesz dla mn.. dla nas poczekać ten miesiąc? Ile razy będę Ci.. Harry.. a moze pogadamy, np. jutro? Ja widzę jak te twoje oczy się zamykają.. nie chcę się czuć, że przeze mnie nie odpoczywasz.. - spuściła głowę. gdybym był teraz na miejscu, przytuliłbym ją mocno, ale.. ma rację. Muszę zregenerować siły.
-Jeśli tak bardzo chcesz, to pójdę spać.. powiedz mi tylko.. gdzie jesteś?
-U Eleanor.. na jedną noc, jest też z nami Danielle
-Uff.. - odetchnąłem z ulgą -Chciałbym z tobą pogadać..
-Harry.. idź spać.
-Czy to rozkaz?
-Nie drocz się ze mną przez internet ok? Dobranoc - na moment przymknąłem oczy. Gdy je znowu otworzyłem na ekranie było widać rękę Weroniki.
-Dobranoc skarbie..
-Śpij dobrze.. ale jak tylko zobaczę choćby jeden wpis na twitterze.. dzwonię do Louisa.
-Ok ok, już.. mogę nawet przy tobie zasnąć.
-Dobra - czy.. ona się zgodziła? Czyli.. mogę się położyć.. patrząc na swoją śliczną dziewczynę? To mi odpowiada. Wziąłem laptop na drugą poduszkę. Na pewno będę miał kolorowe sny.
Miesiąc później.
-Harry.. Harry.. wstawaj śpiochu! - wrzasnął mi nad uchem Louis. Mruknąłem pod nosem i bardziej wtuliłem się w kołdrę.. -Ale jesteś uparty.. ostrzegałem.. - i w jednej chwili znalazłem się na podłodze. Ten to ma sposoby na pobudkę. Obolały wstałem z podłogi i podeszłem do szafy. Jak mam coś wybrać do ubrania, będąc na pół przytomny? Ojej..
-Która jest godzina.. - przetarłem zaspane oczy.
-Wiesz co.. marsz pod prysznic w tej chwili, bo inaczej nie jedziesz ze mną i nie zobaczysz Weroniki hahah - te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. Jesli tak mamy się bawić.. to jestem na przegranej pozycji. Po 30 minutach byłem już gotowy. Kątem oka spojrzałem na swoją torbę. Wracamy do Londynu.. na 5 dni (tylko tyle Paulowi udało się wynegocjować, choć prosiłem o ciup wiecej) a rzeczy nie muszę właściwie zabierać. Ostatni raz przejrzałem się w lustrze. Jak zwykle bosko Styles.
-Gotowy?- zapytał Louis nerwowo pocierając dłońmi. Ale się denerwował. Nie dziwię się mu, bo od dwóch dni jego dziewczyna jest w szpitalu i w każdej chwili może urodzić. BooBear ojcem. Coś nieprawdopodobnego.
-Liam wychodzimy! - oznajmiłem głośno wychodząc z budynku. No to.. kierunek.. Londyn!
Weronika.
To co się dzieje tutaj.. przerasta moje najśmielsze oczekiwania. Parę dni temu.. siedziałam sobie spokojnie z Eleanor i jak zwykle rozmawiałyśmy o różnych rzeczach, gdy nagle.. złapał ją ostry ból. Jak oparzona zadzwoniłam po Danielle, żeby ją.. a raczej nas zawiozła. I to ma mnie czekać za dwa miesiące? Ok.. boję się. Moje urodziny minęły spokojnie.. było dużo ciasta.. zabawa.. dostałam mnóstwo podarunków, z czego największą ilość stanowiły rzeczy dla.. maleństwa. W końcu też zazdrosny Adam przyleciał do Kayli. Początkowo nie mogli się dogadać, bo.. ktoś (czyli ja) wygadał się mu, że Kay ma mały romansik z Kevinem. Co innego mogłam zrobić? Chciałam ratować związek moich przyjaciół, i jak widać skutecznie. W tym momencie byłam w domu i pakowałam najpotrzebniejsze rzeczy dla Eleanor. Nikt nie wie kiedy nastąpi jej poród, ale wiadomo, że niedługo. Może dziś, może jutro. kto wie.
-Pomóc? - zaoferował Adam. Delikatnie podałam blondynowi pudło. Ugh.. moje plecy.. mały waży już sporo, a i tak jeszcze mogę normalnie chodzić. Tylko mój wzmożony apetyt jest lekko przerażający. Dwa miesiące.. muszę tyle wytrzymać.
-Pojedziesz ze mną do El? - zapytałam.
-A nie czekasz na swojego chłopaka?
-Chłopcy wspominali coś przez skype, że przyjadą od razu do szpitala.. - westchnęłam. Tak bardzo się stęskniłam.
-Ok, to chodź - wziął mnie pod ramię i powoli skierowaliśmy się do auta. Droga przebiegała spokojnie, dopóki nie natrafiliśmy na korek w środku miasta. Po 10 minutach dotarliśmy na miejsce. Normalnie bylibyśmy tam jakieś 5 minut wcześniej.
-Wera! - pisnęła Perrie, która stała przed salą.
-Co ty tutaj robisz? - delikatnie uściskałam dziewczynę.
-Jak widzisz jestem - uśmiechnęła się szeroko. -Dostałam informację, że nasza El dzisiaj rodzi! Nie mogło mnie to ominąć.
-Dlatego zerwałaś się z trasy koncertowej Demi Lovato? Przecież twój zespół jest supportem. - zaśmiałam się.
-Ale dzisiaj mamy dzień wolny.. ej dlaczego lekarze zerwali się do sali szatynki? - zdziwiła się, zwracając naszą uwagę. Byłam zbyt zdezorientowana tym co się dzieje. Krzyki "Ona rodzi!" "potrzebne będzie ceserskie cięcie!" zagłuszały wszystko. Nawet nie zorientowałam się w którym momencie Harry trzymał moją dłoń. Co on tu robi?
-Skarbie, spokojnie, jestem tu.. - dotknął mojego policzka. Czyli to nie jest sen.. Wzięłam głęboki oddech i przytuliłam się do chłopaka. Louis pewnie był.. czy raczej uczestniczył przy porodzie swojego dziecka. Dwa miesiące tak? O boziu..
Następnego dnia.
"Louis Tomlinson został ojcem!" "Piękna Eleanor urodziła mu bliźniaki!" "Fani One Direction typują imiona dla dzieci!" "Directioners pogodzone? Koniec teorii pt. Larry?" Takie nagłówki przeczytałam z samego rana w gazecie. Jeju.. żaden król się nie urodził, a media tak się tym jarają.
Poród mojej przyjaciółki trwał bardzo długo.. tak naprawdę to nawet nie wiem ile godzin. Pamiętam, tylko moment, gdy Lou wyszedł ze łzami w oczach i w kółko powtarzał "zostałem ojcem, zostałem ojcem" Najwyraźniej nie mógł w to uwierzyć. Nasza rodzinka 1D się powiększyła o dwóch członków.. a za niedługo o kolejnego. Jestem ciekawa jak nazwą chłopca i dziewczynkę (ale się złożyło). Niby El chciała dać moje imię.. od razu powiedziałam, żeby dobrze się zastanowiła. Weronika.. nie takie złe.. ale.. są ładniejsze imiona.
-Kochanie na co masz ochotę? - zapytał Hazza szukając czegoś w szafce.
-Hmm.. mamy ochotę na naleśniki - pogłaskałam juniora. Na razie tak go nazywam. Po chwili poczułam na brzuchu ręce chłopaka.
-Mocno kopie?
-Nie az tak, ale daje o sobie znaki.. - zachichotałam, a Harry zajął się robieniem śniadania.
Gdyby tylko mogłoby być tak codziennie...



A co wydarzy się później? Tego dowiecie się w rozdziale 33, który byc możliwe ukaże się jeszcze do piątku.
Sama siebie zaskoczyłam kończąc wczoraj pisać ten rozdział. Myślałam, że do czwartku sie nie wyrobię, a tu proszę.. 
Nie wiem czy ten rozdział się udał, bo akcja strasznie przyspiesza, a do końca opowiadania zostały tylko 3-4 rozdziały prawdę mówiąc..
Co do następnego.. mam nadzieje, że się zdążę z napisaniem go do piątku, bo.. od soboty zaczynają się ferie w moim województwie.. 
No nic.. 
Trzymam kciuki, że mi sie uda :)

3 komentarze:

  1. Super że dodałaś nowy rozdział wcześniej i trzymam kciuki żeby następny udało Ci się napisać do piątku mnie przyśpieszenie akcji nie przeszkadza bo nie jest nudo masz naprawdę ogromny talent a rozdział jak zwykle świetny masz wielki talent.Dużo weny i do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny jak zawsze.Tak myślę,że może w następnym rozdziale Weronika będzie rodzić.A teraz zapraszam cię na moje opowiadanie http://bring-me-to-happy-life.blogspot.com/
    ps.wyłącz weryfikację obrazkową bo to przeszkadza w komentowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki, że napisałaś o tej weryfikacji.. nawet nie wiedziałam, że jest włączona o.O +z chęcią wpadnę na twojego bloga : )

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K