Statystyka

czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział 37 - I żyli długo i szczęśliwie..

Rozglądałam się po pokładzie samolotu.. nie wiem gdzie lecieliśmy.. zastanawiało mnie to bardzo, ponieważ Harry nie chciał zdradzić. Siedział.. a właściwie spał w fotelu. Nie dziwiłam mu się. Święta.. jeszcze ten ślub? Zapamiętam ten dzień do końca życia.. był magiczny.. po prostu.. inny niż wszystkie. Brak mi słów..
Odwróciłam głowę w stronę śpiącego Maksia.. czy ja będę w przyszłości dobrą matką? Jak go wychowam z Harrym? Czy wyrośnie na.. kogoś? Tylko.. czy ja dam sobie radę.
Przeszłam się trochę po pokładzie.. w celu znalezienia pewnej rzeczy.. 
Po 15 minutach.. znalazłam. Mój pamiętnik.. uśmiechnęłam się. Przecież.. każdy dzień opisywałam go w nim. Hmm.. wszystko się zaczęło od pierwszego ( i ostatniego) koncertu The Wanted w Gdańsku.. musiał być wtedy.. 3 wrzesień 2012r. Zobaczmy jaką notkę wtedy miałam..
"3 wrzesień jejejejejjej
Taak! Dzisiaj był koncert mojego najukochańszego zespołu na świecie! Jeszcze w uszach ciągle mi siedzi "The sun goes down..." Boże.. moje marzenie się spełniło! Nareszcie.
Zdjęcie z Meet and Great oprawię w jakąś zajebistą ramkę.. tylko najpierw muszę ją kupić.. tak.. zdecydowanie. Hmm.. co tu by jeszcze.. później coś na skrobię...
...
Zaraz mnie coś rozwali!! Nikt mi nie uwierzy.. moja mama.. dostała nową pracę.. u boybandu.. debilskiego One Direction. Nie lubię ich.. grrrr nie trzeba było kłócić się z TW! A ten Louis czy jak mu tam? Debil nad debilami.. helooł! świat się nie kręci wokół niego. Eh.. zdecydowanie muszę odpocząć.. nerwy mną miotają tak, że.. masakra
Nie fajnie, booo ANGLIK. KORKI. :( "
Woow.. odchyliłam się do tyłu.. moja niechęć była wręcz gigantyczna. Aż się boję co będzie na dalszych stronach...
"9 wrzesień :(To już jutro.. jestem zła, smutna.. a jednocześnie podekscytowana, bo Max pisał na twitterze, że w najbliższym czasie będzie w Londynie ^^ Kayla dopytywała się mnie caały czas o.. no właśnie o mój wyjazd. Mama kategorycznie zabroniła mówić, więc.. wyjawiłam tylko tyle, że nie mogę zostać tu sama. Oczy mi się kleją.. za jakieś 12 godzin.. zobaczę.. 5 wylansowanych twarzyczek. Czy aby na pewno nie przesadzam? Niee wieem.
10 wrzesień
Poznałam ich! Siedzę właśnie w pokoju, gdzie.. są same rzeczy o TW! Raaaj o.O <3
No i.. zaliczyłabym wpadkę, bo.. prawie się spóźniłam do domu od Kay. Zasiedziałam się tak? Haha już wiem, że ten cały Louis mnie nie lubi. Moja bransoletka z napisem "TW Family" = odpychacz na tego chłopaka. Dziwny był.. ten w lokach.. taki zamyślony.. ale czułam od niego.. taką fajną energię.. czuję, że mogę się nawet z nim zakumplować, najpierw tylko.. angielski.. podszkolić.. teraz! "
Cicho się zaśmiałam. Uu.. czyżby po ostatnim wpisie mam wnioskować, że Hazza wpadł mi w oko? Zobaczmy co jest dalej.
"(nieokreślona data, coś pomiędzy wrzesień/ październik)
Mama załatwiła mi szkołę.. oraz.. klasę gastronomiczną o.O Ja i gotowanie.. haha dwie oddzielne rzeczy. Ale patrząc na podanie.. może być super.  A co jest najgorsze?! Mój pokój.. raj.. został usunięty, powodując moją przeprowadzkę do chłopaków. Miodzio."
Przeglądając dalej.. zwracałam już uwagę na.. pojedyńcze notatki. Ej.. odkąd był wypadek z Harrym.. przestałam się rozpisywać..
"Cytuję.. Mnie się nie straszy.. (a teraz prezentuje dokończenie tego zdania według Louisa :o) mnie się przytula!"
"Udawanie dziewczyny Loczka = wypadek :( Taa.. witaj złamana nogo!"
"Nie mogę się poruszyć.. to nie jest zabawne! Oo.. jak miło.. dzisiaj od Nialla dostałam gorącą czekoladę mmmm :3"
"Dzisiaj poznałam dziewczynę Lou. Ona jest.. na serio sympatyczna. Już przekonałam się do jednej sprawy.. Nie lubię LS.. no tych fanek shippujących.. Harrego i Louisa.. gdyby tylko znały prawdę.. biedaczki hahaha"
"N.. nie wiem co mam tutaj napisać.. kilka godzin temu.. najmłodszy członek 1D.. wyznał mi miłość.. po tym jak pokłóciliśmy się w salonie i mnie.. pocałował ^-^ Nie skomentuję tego..."
"Ok.. Louis pokłócił się z Elką.. tylko o co?"
"Ja.. no tak jakby.. jestem dziewczyną Harrego *-* Nie żebym narzekała, ale z chęcią zamieniłabym go na Nathana :oo Tamten to jest ciacho.. śpiewające w The Wanted.. który nigdy nie będzie moim księciem :< hah co ja wypisuję... Zatonęłam w szmaragdowych oczach hehe"
"Pogodzenie Elounor.. w trakcie"
"Looos Angeles oraz.. Tarzan hahahahha"
""26 listopad
Już dawno tu nic nie pisałam.. może.. to była mały błąd? Tyle rzeczy dzieje się teraz w moim życiu.. dzisiaj One Direction mają premierę genialnej płyty "Midnight Memories" Ach.. też bym się nie spodziewała, że polubię ich muzykę. Myślę, że... wczoraj podjęłam najtrudniejszą decyzję w swoim życiu. Mianowicie.. dziś jestem w Los Angeles.. jutro w Gdańsku.
Tak.. wracam do domu.. do Kayli.. Adama.. i szkoły pełnej Directionerek. Nie boję się ich.. mam na nie tzw. "wywalone". Ale wracając do tematu.. bardzo się boję, że zraniłam Harrego. Mojego jedynego chłopaka, który się o mnie troszczy jak nikt inny.. Przecież.. byłaby szansa na spotkanie się tak? Wiem, że on o nas walczy i się nie podda..
Co do jutra to.. muszę jeszcze spakować ostatnie rzeczy i.. jestem gotowa? Na pewno się z nimi nie pożegnam.. co to, to nie. Chamskie z mojej strony, ale.. zostawię im list.. każdemu z osobna. Nienawidzę pożegnań.. zawsze się rozklejam na tym i tęsknota za osobami, które były mi bliskie.. bardzo boli, a ja nie potrafię wtedy przez parę dni się pozbierać. Dam radę.. samolot jest o 8:00, więc zamówię taksówkę na 6:30.. wolę już na lotnisku poczekać..
Eh.. samolubna ja.. no może nie.. lub.. jednak? Kończę już pisanie.. na zegarze jest 21:34 a mam jeszcze do zrobienia parę rzeczy.
Jak zakończę ten wpis? I love everyone.. lots of love."
Ej.. ten wpis z 26 listopada jest.. chyba najdłuższy. No i podjęłam wtedy taką decyzję.. potrząsnęłam głową.. tak jakoś ciężko wraca mi się do tamtych dni..
"Powrót do rzeczywistości był początkowo trudny. Liceum.. brak zajęć związanych z kuchnią, które zaczęłam lubić. Trochę dziwnie bez nich, ale za to doszły normalne lekcje.. eh.
Jeszcze ta moja popularność wzrosła wśród Directionerek.. masakra. Pierwszego dnia nie dawały mi tak spokoju, że krzyknęłam na cały korytarz o tym, że nie powiem jaki Harry jest naprawdę, bo sama tego nie wiem. Każdy zachowuje się inaczej przy innych. Jest też.."
"Ok... pewien chłopak od pizzy okazał się.. moim chłopakiem? Zrobił mi tym mega niespodziankę! Nie chciałam go wypuszczać ze swoich objęć nawet na chwilę.."
"Dobra? Stało się to czego nie przewidywałam.. zamieszkam z Harrym w Londynie.. nowe wyzwanie?"
Patrząc dokładniej na daty.. zbliżałam się do.. ciąży? mhm. Nie miałam siły na dalsze przeglądanie.. po prostu.. odpłynęłam na krainy snów..
-Kotku.. wstawaj.. - usłyszałam głos Hazzy. Gdzie ja jestem? Gwałtownie podniosłam głowę do góry. Nie była to przemyślana decyzja.
-Ss.. gdzie jesteśmy? - syknęłam masując czoło.
-W Los Angeles.
-Znowu? - zaśmiałam się. On bardzo lubi tutaj przyjeżdżać..
-Tak... nie na żarty wystraszyłaś mnie w samolocie. Miałaś bardzo mocny sen, nie mogłem Cię dobudzić.
-Może to.. po przeglądaniu pamiętnika.. gdzie.. jest.. mój zeszyt?
-Nie martw się, włożyłem go do twojej torby.
-A szkoda, mógłbyś go przejrzeć..
-Serio? - ze zdziwioną miną usiadł obok mnie.
-Tak.. chyba chciałabym podzielić się z tobą moimi odczuciami.. wcześniej. Tylko od razu uprzedzam.. wtedy nie miałam zbyt dobrego zdania o One Direction.. - spuściłam głowę.
-Dobrze.. - odpowiedział, a ja wstałam do Nathana.. oo.. jak on słodko śpi.. a czas leci.. wraz z nim.
Niestety... czas tak szybko leci. Moim zdaniem... za szybko.

8 LAT PÓŹNIEJ.
Pewnie każdy by chciał wiedzieć co przez te lata się stało. Boże.. tak wiele rzeczy, tylko od czego mam zacząć..
Zespół One Direction.. rozpadł się dwa lata temu. Miliony fanek nie mogły pojąć, dlaczego właśnie musiało to nastąpić. Było wielkie pożegnanie. Smutek.. płacz.. Eh.. pamiętam to jak dziś..
"Chłopcy byli już gotowi na wyjście. Pełni energii rozgrzewali swoje głosy na.. ostatni występ. Widziałam u nich zdenerwowanie. Drżące dłonie.. zaniepokojenie. Współczułam Directionerkom.. przeżywałam to tak jakby.. drugi raz, w końcu.. The Wanted uległo rozpadowi 4 lata wcześniej.
Ktoś odchrząknął na korytarzu.. ktoś pociągnął nosem. Do każdego z nich kierowałam słowa otuchy. Przecież.. wytrwali razem.. 9 lat na scenie. To i tak dużo jak na nich.
Być możliwe, gdyby nie założyli własnych rodzin.. o czym ja myślę.
Razem z Eleanor i Perrie zostałam za kulisami z pociechami. Nathan bardzo polubił Cody'ego. Mogliby ciągle grać w piłkę, albo nawzajem siebie gonić.
Swój wzrok skupiłam na chłopakach.
Łamiący się głos.. po raz ostatni odśpiewywanie piosenki. A na sam koniec.. te słowa, które mówili na początku filmików z X factora..Hi.. we.. are.. One.. Direction"
Pojedyńcza łza spłynęła mi po policzku. Kurde.. wzruszyłam się. Potrząsnęłam głową. Ciekawe gdzie podział się Harry i Maks.. lub Nathan.. bez różnicy. Przyzwyczaił się, że któreś z nas woła go używając dwóch imion.
Nadal mieszkamy w Londynie, tylko.. przenieśliśmy się w zacisze. Udało się nam wykupić domek nad małym stawem. Urocze miejsce. Gdy tylko mogę odwiedzam swoich przyjaciół, lub.. oni mnie. Jakiś rok po ślubie napisałam maturę. Żałowałam, że nie ze swoim rocznikiem. Kayla często wpadała do nas i zajmowała się Maksem. Nie chciałam robić problemu i ciągle wozić go do mamy Harrego, bo moja.. podróżuje z ojcem. Nareszcie się pogodzili. W każdym bądź razie.. Harry zamierza otworzyć razem z Niallem wytwórnię płytową, a ja.. pracuję w piekarnii. Przynajmniej mam jakies zajęcie, choć Harold upierał się, że będzie sam zarabiał na rodzinę.
-Mamo.. tata znowu oszukiwał, zagrasz ze mną? - zapytał smutny Maks. poczochrałam go po bujnej czuprynie i ruszyłam za nim.
-W co gramy?
-W warcaby, ale mamo uważaj.. jestem w tym dobry.. ograłem nawet Samanthę! - ucieszył się.
-Jesteś taki podobny do ojca.. - westchnęłam.
-Też tak uważam, w przyszłości.. chcę wyglądać tak jak on - dumnie stwierdził.
-Mam nadzieję, że tak będzie, no to.. zaczynaj. - rundka przebiegała nawet dobrze, dopóki.. nie wpadł Cody i.. wszystko przez przypadek strącił.
-Przyszedłem z rodzicami! - powiedział radośnie do Nathana.
-Fajnie, pogramy w piłkę?
-Jasne - i obaj chłopcy pobiegli na podwórko. Udałam się do salonu, przywitać ze znajomymi. Nie widziałam się z nimi jakiś dłuższy okres. Miewałam swoje humorki i tak dalej, ale.. skrywamy pewien sekret.. 3 lata temu.. staraliśmy się o drugie dziecko. Niestety.. nie udało się. Przeżyłam wtedy niezłe załamanie nerwowe. Odcinałam się od świata..  miałam myśli samobójcze. Straszne co nie? Wtedy jak na 23latkę.. tak.
Całe szczęście miałam wsparcie w mężu i.. nie poddałam się. W końcu mam dla kogo żyć.
26 lat.. co to jest.. życie powoli płynie dalej.
Mocno uściskałam Eleanor, która zmieniła fryzurkę, mianowicie ścięła włosy do ramion. Louis na początku chodził lekko obrażony, ale musiał się przyzwyczaić.
-Oo i oto ona! Ile mamy na Ciebie czekać? - powiedział Tommo.
-Gdzieś wychodzimy?
-Na basen.. trochę odpocząć.. ubieraj strój kompielowy i jazda!
-Lou! - zgromiła go wzrokiem El. -A zapytałeś się jej czy idzie z nami?
-Harry idzie..
-Jeśli pozwolicie.. dziś zostanę w domu. Popilnuję chłopaków.. możecie iść nawet na całą noc gdzieś zabalować. W międzyczasie odbiorę Sami od koleżanki.. - westchnęłam. Niestety.. coś się zbliża.. coś co kobiety mają co miesiąc.. a kilka dni przed zawsze mam wachania nastroju, więc wolę nie ryzykować..
-Okres? - zapytał Hazza obejmując mnie od tyłu.
-Może.. no idź, zabaw się z przyjaciółmi, teraz nie masz obowiązków, na żadne wywiady, koncerty nie musisz jeździć..
-Ale zostawiam Cię samą.. - ukrył głowę w moich włosach.
-Niezupełnie.. za jakąś godzinę otwieram przedszkole.. - zaśmiałam się.
-Kayla i Adam z dziećmi wpadną?
-Tylko Kayla z Jay'em.. prawie to samo.. - uśmiechnęłam się do niego i "strzepałam" jego ręce z moich bioder. -Leć.. ekhem.. Louis.. nie wywracaj tak oczami, już Ci oddaję przyjaciela. -Odprowadziłam ich do samych drzwi. Nadal miewam chwile, że lubię być sama.. to chyba.. z przyzwyczajenia.
Parę minut później zrobiłam sobie herbatę i wyszłam na balkon patrzeć jak chłopcy z kolegami grają w piłkę.
Emm.. czy to możliwe, żeby Maks był aż tak podobny do Harrego? Dopatrywałam się pewnych cech. No cóż.. napewno odziedziczył po nim te piękne loczki.. kolor oczu.. naprawdę nie mam pojęcia co ma po mnie. Muszę zapytać o to Hazzę, bo jestem ślepa..
~*~
-Dobry wieczór - powiedziała wesoło Samantha, gdy otworzyłam jej drzwi. Jak się umawialiśmy.. córka Tomlinsonów, po skonczonej wizycie o koleżanki, przyszła do nas.
-Chcesz coś zjeść? Ciastko, ciasto, a może kanapkę? - zaproponowałam idąc w stronę kuchnii.
-Dziękuję, niedawno jadłam, ale miło, że ciocia pyta. -Nie wiem czy to takie przyzwyczajenie.. że dzieci członków zespołu traktują wszystkich jak.. rodzinę. Chwila.. my wszyscy.. jesteśmy jedną wielką rodziną. Powiem szczerze.. z tej dwójki bliźniaków.. Cody to ten zwariowany, a Sam.. taka.. dobrze wychowana. Jak ja bym chciała mieć córkę.. -Jest tutaj Cody?
-Tak, na górze gra z Nathanem w jakąś skomplikowaną grę.. - odparłam siadając obok niej z kubkiem kawy. -Jak sobie radzisz w szkole?
-Całkiem nieźle.. bałam się tej nowej klasy, ale.. w pełni mnie akceptują i to jest najważniejsze. Mama z tatą nie wrócą dziś na noc, co nie? - spojrzała podejrzliwie.
-Raczej gdzieś zabalują z wujkiem Haroldem - zaśmiałam się.
-Czy.. czy mogę dzisiaj z tobą ciociu spać? Ja.. tak jakby.. boję się ciemności.. - jej błękitne oczy zorbiły się smutne.
-Nie ma sprawy.
-Nie będę stanowić problemu?
-A dlaczego wpadł Ci do głowy taki pomysł? Obiecałam waszym rodzicom, że się wami zaopiekuję, więc..
-Ok.. mam jeszcze jedno pytanie.. czemu mówisz na Maksa.. Nathan.. to trochę dziwne..
-Bo to jest jego drugie imię... mam sentyment do niego.. - lekko się uśmiechnęłam. Ach te stare.. dobre czasy..
-Czyli wiąże się z nim jakaś historia.. opowiesz mi? A przy okazji chcę się dowiedzieć, dlaczego moja ciocia ma taki śmieszny akcent - zachichotała na końcu.
-Eh.. niech Ci będzie.. - poklepałam ją po ramieniu. Rozmowę przerwał nam krzyk Maksa z góry.
-Maamo czy znajdą się jakieś kanapki z Nutellą dla nas?!
-Tak słońce, za 10 minut masz się po nie stawić! - odpowiedziałam i pomaszerowałam do kuchni.
-Pomogę! - zerwała się z kanapy Sami. Hmm.. każda pomoc się przyda..
Uwielbiam opiekować się dziećmi Eleanor. W szczególności.. Sami.. ona jest taka.. no.. na pewno chciałabym mieć taką córkę. Hmm.. kto wie.. jesteśmy z Harrym jeszcze młodzi, więc może.. na świecie pojawi się.. kolejna osoba w rodzinie Stylesów.
Po zrobieniu kanapek, i zaniesieniu ich do chłopców poszłam razem z Samanthą do sypialni. Po cichu włączyłam telewizor i zaczekałam aż mała przebierze się w pidżamkę.
-No to opowie mi ciocia, o znaczeniu imion Maksa? Przy okazji z chęcią posłucham o tym, jak poznałaś wujka Harrego. - zaśmiała się.
-Ale ty cwana jesteś.. niech Ci będzie.. postaram się opowiedzieć w jak największym skrócie..
-Mama, będzie opowiadać?! Też chcemy usłyszeć - do pokoju wpadli chłopcy.
-Eh.. siadajcie.. no to.. em.. od czego zacząć?
-Od początku - powiedział Cody.
-No to.. Jak wiecie.. moja mama, babcia Maksa jest stylistką. Kiedy miałam 17 lat.. jakoś na początku roku straciła pracę u Taylor Swift. Nie byłam zbytnio załamana tym faktem, poniważ mój tata jeszcze pracował na miejscu i było ok. Niestety.. wraz z końcem pierwszej klasy liceum musiał wyjechać w strony Rosji. Zostałam sama z mamą, która wciąż szukała jakiejś posady. Nie wspomniałam, ale.. w tym samym czasie.. przeżywałam pewien okres.. mianowicie.. miałam obsesję na punkcie zespołu The Wanted i.. uwaga już jedno będzie dla was jasne.. Maks ma imiona po moich dwóch ulubionych wokalistach z tego bandu.
-Maxie i Nathanie? - zapytała Samantha.
-Tak.. ale wracając do tamtych wydarzeń.. jakoś w sierpniu.. przed rozpoczęciem roku szkolnego.. moja mama prowadziła rozmowy.. z kim? Tego dowiedziałam się 3 września, po koncercie TW w Gdańsku.
-A gdzie jest.. Gdańsk? Tu w Anglii? - spytał Cody.
-Nie tutaj, tylko jest to miasto leżące w Polsce. Uprzedzam wasze pytania. Polska znajduje się w Europie. Także ten.. tamtego dnia dostałam wiadomość, że.. mam wracać do domu. Po powrocie.. niezbyt się ucieszyłam z nowiny. Już dwa tygodnie później musiałam zostawić rodzinne miasto oraz jechać do Londynu wraz z zespołem, który.. niebardzo darzyłam sympatią. Pierwsze koty zadarłam z Louisem..
-Naszym tatą - stwierdziły bliźniaki.
-Tak.. to właśnie on kłócił się na twitterze z Jay'em z TW. Za to go nie lubiłam. Potem.. sytuacja się unormowała w miarę. Zamieszkałam razem z One Direction w jednym pokoju.. udawałam dziewczynę Harrego.. przez.. dwa dni? Coś takiego - zaśmiałam się. -Skończyło się na tym, że na pamiątkę miałam złamaną nogę. Następnie.. swoje miejsce miały różne sytuacje. Poznałam Eleanor, wówczas dziewczynę Lou.. zaprzyjaźniłam się z Kevinem.. moim obecnym kolegą.. a no tak.. podczas gdy wracałam z nim ze szkoły do domu.. nastąpiła mała kłótnia między mną a Hazzą.. chciałam iść z buta, a on upierał się przy swoim zdaniu. W domu doszło do zdarzenia, w którym..
-Pocałowałem Weronikę, a potem w pokoju wyznałem jej miłość. Słońce, możesz opowiadać dalej - powiedział Harry przerywając mi. -Oczywiście zostajecie dzisiaj na noc! - zwrócił się do dzieci Tomlinsonów.
-Ok.. a dalej.. no wiecie.. godzenie Elounor.. mój dziwny sen.. wyjazd do Los Angeles.. ucieczka z powrotem do Gdańska.. później znowu wróciłam do Londynu.. wasza mama zaszła w ciążę.. Któregoś dnia.. nastąpił straszny wypadek, w którym Harry został ranny. Akurat byłam uwięziona w samochodzie. Słuchajcie.. na przyszłość.. nie życzę żadnemu z was, żebyście przeżyli.. takie coś. Strach.. panika.. wszystko na raz.
-A co było dalej? - zapytał Maks, aż spojrzałam na niego dziwnie.
-Serio nie wiesz? - zadałam mu pytanie.
-Ale Cody i Sam nie wiedzą..
-Dobra.. gdzie ja skończyłam.. aa już wiem. później.. ja dowiedziałam się, że.. zostanę mamą, resztę powinniście już znać. - uśmiechnęłam się. I tak to było w jak największym skrócie. Ze szczegółami.. zajęłoby mi trochę więcej czasu.
Po tym jak dzieci poszły do pokoju Nathana.. w sypialnii zostałam sama z Harrym. Szybko wskoczyłam pod kołdrę i przytuliłam się do niego. Hmm.. niesamowite.. przez te.. 8 lat.. ani trochę się nie zmienił.. no może wyprzystojniał, ale ten fakt zachowam dla siebie. Głośno westchnęłam.
-O czym myślisz? - spojrzałam w oczy mojego męża. Widzę tu tylko dwa piękne szmaragdy.
-O wielu sprawach..
-Mi nie powiesz? - wywrócił oczami. Gdzieś głęboko w nim kryje się nastolatek. Jestem tego pewna.
-A co mam mówić? Że za niedługo otwierasz wytwórnię płytową z Niallerem? Bardzo się cieszę z tego powodu.
-Kochanie.. coś cię gryzie.. - ty właśnie mnie rozgryzłeś. Ja to mam pomysły...
-No bo.. zastanawiam się.. co by było gdyby.. moja mama nie dostała tej pracy u was.. tylko u innej gwiazdy. Jakby wyglądało moje życie.. czy jak w fanfiction.. czy tak jakoś.. normalnie..
-Kocham Cię.. grunt, że jesteśmy razem. Pamiętasz, jak mówili, że nie przetrwamy? Ze weźmiemy rozwód? Ta daa.. 8 lat udanego małżeństwa.. oraz rośnie nam mały piłkarz.. - cmoknął mnie w nos. Śmieszny jest dzisiaj.. -Chodź, idziemy spać.. zobaczymy co przyniesie nam nowy dzień..
-Racja..
"Od początku.. już na starcie byłam tylko polską fanką TW z niską samooceną.. razem z Kaylą planowałyśmy wspólną przyszłość.. wyszło inaczej. Po głowie chodzi mi ciągle pytanie..
Dlaczego ja i 1D?"

KONIEC.

Dobra.. ja.. po prostu nie wierzę, że.. to już koniec. Jakoś w październiku.. po dłuższym przemyśleniu.. zrealizowałam pomysł na fanfiction.. siedziało mi to od jakiegoś roku i.. wcześniej napisałam inne blogi.. pierwszy : My world and One Direction był dla mnie sprawdzianem w pisaniu. Nie wyszedł mi on rewelacyjnie, ale po zakończeniu.. przy 2000 wyświetleń.. ta liczba raptownie skoczyła. Drugi blog :Teenage diary with One Direction .. mogę nazwać tzw. przejściowym, czyli przygotowanie przed tym.
Ale to opowiadanie? Przerosło moje najśmielsze oczekiwania.. mój styl pisania zmienił się no i.. wam się spodobał. W porównaniu z tamtymi.. nigdy nie miałam 57 komentarzy.. (czy nawet więcej.. nie wiem :D)
Hmm.. główna bohaterka ma na imię.. Weronika.. tak samo jak ja :) Dlatego nawet przy jednej nominacji.. nie ujawniłam swojego imienia. W pełni się z nią utożsamiam.. wypadek z rowerem.. odrzucenie śpiewania.. nieśmiałość.. mogę powiedzieć, że kawałek mojego życia został tutaj użyty :)
Chciałabym wam wszystkim podziękować za.. każdy komentarz, każde wyświetlenie.. a w szczególności.. pewnej osobie, która nakierowała mnie na Spis opowiadań o 1D i.. zmienienie mojego szablonu na jakiś inny.
No właśnie.. z tej okazji.. zmieniłam szablon.. na ten, który teraz jest. 
Jeśli chcecie mieć ze mną jakiś kontakt to zostawiam wam mojego twittera : @werciaa_ (haha ujawniam się :] )

Jeszcze raz dzięki za wszystko i... może za jakiś czas.. wystartuje kolejne fanfiction mojego autorstwa :D

poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 36 - Kiedyś nadchodzi..ten jeden.. szczególny dzień...

Dobra wiadomość.. te dwa słowa chodziły mi ciągle po głowie. Ja.. po prostu szłam z małym i myślałam. O co może chodzić Harremu? Tego się dowiem w domu. Idąc koło lodziarni przystopowałam.. czy mam jakieś zwidy? Przyjrzałam się uważniej. Co tu do jasnej ciasnej robi Caroline? (<- koleżanka Wery z klasy gastronomicznej przyp.) Powoli wjechałam do pomieszczenia. Z wózkami można.. na całe szczęście.
-Hej - nieśmiało rzuciłam. Hmm.. przy okazji kupię sobie rożka na poprawę humoru.
-Cześć - odpowiedziała zdziwiona. -Co podać?
-Truskawkową niespodziankę oraz wytłumaczenie.. co ty tutaj robisz?
-Chwileczkę.. - schyliła się robiąc moje zamówienie. -Jak to? Pracuję jak widać.. a ty.. niańczysz takie małe dzieci?
-Emm.. to jest mój syn.. - spuściłam głowę. Nie wszyscy o tym wiedzą najwidoczniej.
-Naprawdę? Kurcze.. przepraszam.. mam tyle roboty na głowie.. nawet brak mi czasu na komputer przez to wszystko..
-Czyli? - wygodnie usiadłam na krześle przy.. barze? raczej przypomina to. -O ile pamieć mnie nie zawodzi, byłaś uczennicą prywatnego liceum.. powinnaś być teraz w klasie maturalniej.
-Ale nie jestem.. - mruknęła i podeszła do kasy fiskalnej.
-Ok.. chyba mi nie powiesz dlaczego co?
-Jeśli chcesz wiedzieć.. eh.. moi rodzice się rozstali.. krucho jest w pieniędzmi, a ja nie pójdę do normalnej szkoły, bo chcę mieć co zjeść w domu.. słuchaj.. bardzo ciężko mi się żyje, dlatego wszystko porzuciłam. Zostałam sama z siostrą.. 4-letnią.. nasza matka krząta się po lokalach, a ojciec wyruszył w delegację służbową.. masz szczęście, że na twojej drodze stanął Harry.. śnieg zaczyna padać, a ty powinnaś już wracać.. oboje zmarzniecie.. - uśmiechnęła się lekko. Trudna sytuacja.. utrzymywać siebie i siostrę? Prawie niemożliwe.. Po 10 minutach pożegnałam się z Caroline i ruszyłam w stronę domu. Gdy tylko im powiem.. nie uwierzą mi. Momencik.. jest grudzień tak? A ktoś.. czyli ja zjadł sobie porcję lodów. No to.. czas uważać na swoje gardło? pewnie tak. Harry nie dopuści, żebym się przeziębiła. Zbliżając się do domu.. czułam, że ktoś mnie śledzi.. no.. takie dziwne uczucie.. czyjegoś wzroku na swoich plecach. Gwałtownie się obróciłam.
-Przepraszam.. - powiedziała młoda kobieta.
-Emm.. dlaczego pani za mną idzie?
-Nie jest to specjalne zamierzenie, skądże znowu.. czy mogę o coś zapytać - poprawiła swoje okulary.. nie ufam jej.
-Jasne.. - niepewnie odpowiedziałam.
-Czy.. miejsce twojego ślubu.. oraz data.. są ustalone? I.. czy mogłabyś mi powiedzieć ze szczegółami..
-Ee.. pogrzało Cię? Myślisz, że jestem taka głupia żeby nie zauważyć, że jesteś reporterką? Za przeproszeniem.. gówno Cię obchodzą te rzeczy. Nikomu nie sprzedam takich informacji, tym bardziej wścibskim dziennikarzom, którzy chcą wszystko wiedzieć. Żegnam - zakończyłam, i pchnęłam mocniej wózek z Maksem. Muszę przyspieszyć.. ale jej dogadałam!
Jeden punkt dla Wery, zero dla prasy. Bum!
Wchodząc do mieszkania, dosyć głośno zatrzasnęłam drzwi. Ups? Przynajmniej dałam znać, o mojej obecności. Eh.. Maksymilian zaczął płakać. Cii.. spokojnie.. moment.. coś śmierdzi.. pieluszka.. trzeba ją zmienić. Od razu zaszłam do pokoju obok kuchni. Raz, dwa i sprawa załatwiona. Razem z małym udałam się do salonu, bo znad kanapy.. wystawały brązowe loki.. tam się schował.. Harry.
-Cześć, no to co za dobre wiadomości masz dla mnie? - usiadłam niedaleko niego.
-Ok.. każdego dnia mnie zaskakujesz.. - wziął głęboki oddech.
-Wystraszyłam Cię? - w odpowiedzi kiwnął głową na tak. Haha.. a myślałam, że tylko Eleanor tak potrafi. -A więc?
-Aa to. Nasze plany się udadzą. Mamy już prawie wszystko załatwione na ostatni guzik. Zero kamer, zero paparazzi, 100% prywatność na ślubie.
-Jesteś tego pewien? A jak będzie ktoś..
-Nie.. wiesz, że o tobie jest pewien uroczy komentarz na portalu?
-Że co? Pokaż - wzięłam od niego komputer. Jeny.. ale to szybko się rozchodzi...
"Dzisiaj miałam okazję spotkać narzeczoną Harrego Stylesa. Była na spacerze z ich wspólnym dzieckiem. Kiedy została zapytana o plany ślubne nie chciała odpowiedzieć. Tak bardzo próbujemy się dowiedzieć jak idą ich plany, bez skutku. Młoda dziewczyna wstrzymała się z komentarzem, po czym udała się w stronę.. jak przewidujemy, do mieszkania. No cóż.. chyba pozostało nam uszanować ich prywatność."
-Dzielna byłaś - chwycił moją dłoń.
-Taa.. może.. tak się wkurzyłam na tamtą babę, że miałam ochotę krzyczeć na ulicy, żeby mnie nie śledziła. Pójdę się położyć..
-Kotku.. masz czas.. wyśpimy się w nocy.. miej litość i.. spędź go ze mną, dobrze?
-Niech Ci będzie.. - cmoknęłam go w policzek. Tik tak.. tik tak..
Dwa tygodnie później.
Kiedyś przychodzi taki czas w którym.. trzeba zachować powagę.. całkowice się wyciszyć.. cieszyc się chwilą. Wtedy dociera do nas fakt, że.. należy dorosnąć.. nie potrzebne rzeczy rzucić w kąt. Jest w życiu jeden taki szczególny dzień.. w których serca biją mocniej, a oczy wyrazić chcą dziekuję.. Za.. wszystko. Przyśpieszony oddech.. pocące się ręce. Tak bardzo ciężko skupić się na jednej rzeczy..
Spojrzałam przed siebie na lustro. To nie jest już ta sama dziewczyna, która była na początku. Zmieniła się. Poznała na swojej drodze taką osobę, że chce spędzić z nią całe życie. Ktoś by powiedział.. nieodpowiedzialni. Tacy młodzi.. ten związek nie potrwa długo. Kilka lat i się rozpadnie, lecz ja.. wierzę.. wierze w nas.. tej więzi.. nikt nie rozerwie.. nie ma szans.
Po raz kolejny wzięłam głęboki oddech.. na sobie miałam już założoną suknię ślubną.. Czy półtora roku temu wyobrażałam sobie, że.. będę tak wyglądać? Już za parę godzin miałam zostać żoną.. nie byle kogo. Najmłodszy członek One Direction oraz ten najstarszy.. mają podwójny ślub o którym świat w ogóle nie wie. Ja i Harry.. jako Prisioner bardziej chciałam Nathana Sykesa, ale.. to były marzenia 16-letniej Weroniki.. teraz.. mam 18 lat.. życzenie.. zostało zastąpione innym.. tym realnym.
Ostatni raz okręciłam się przed zwierciadłem i poszłam do Eleanor. My.. dwie panny młode. Chwilami mam wrażenie, że.. kręci mi się w głowie i zaraz zemdleję. O nie.. dzisiaj nie mogę dać plamy.
-Ślicznie wyglądasz - powiedziała szatynka uśmiechając się.
-Ty również.. - eh.. czy mój głos.. łamie się.. nie zbyt dobrze.
-Nerwy widzę.. zżerają Cię od środka.. troche w bok.. - zwróciła się do.. no właśnie.. do mojej mamy. To ona nas stroiła, robiła fryzury. W końcu to zawodowa stylistka tak?
-I to bardzo.. pada śnieg..
-Córuś.. weź kilka glębokich wdechów.. już za godzinę jedziemy do kościoła.. - Mamo.. to słowa miały mi niby pomóc? Zrobiłam duże oczy. Godzina.. godzina do.. no.. do.. zobaczenia. Jeju.. ja naprawdę muszę się uspokoić. Serce wali jak szalone, mam wrazenie, że odlatuję.
Jeszcze przed samym wyruszeniem do kaplicy Danielle, Perrie, Kayla oraz.. Stefani (towarzyszka naszego Niallera) przyszły się przywitać. Boże.. nie pozwól abym na własnym ślubie dała plamę.. tylko oto proszę.
No i.. stało się. Nim się obejrzałam.. siedziałam razem z Eleanor w limuzynie. Czy już wspominałam o moich gigantycznych nerwach. Tutaj.. będą wszyscy.. nawet tata przyleciał z delegacji po to, aby zobaczyć jak jego córka wychodzi za mąż.
-Gotowa? - szepnęła El przed kościołem. A..ale jak? Jakim cudem jesteśmy na miejscu? Delikatnie się uśmiechnęłam. Pamiętaj.. idziesz prosto.. aż do Harrego.. bedzie dobrze. Mocniej ścisnęłam bukiet w dłoniach. Wdech.. wydech.
Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jesteście w pięknej sukni.. idziecie w stronę ołtarza przy dźwiękach melodii ślubnej.. czas jakby staje w miejscu. Dostrzegasz swoich bliskich.. rodziców.. przyjaciół. Właśnie tak czuję się w tej chwili. Niektóre dziewczyny na sam nasz widok zaczęły płakać. Jako, ze jestem młodsza.. lub według ustaleń.. szłam jako pierwsza. Idąc zauważyłam.. Kaylę.. Adama.. Kevina.. moich przyjaciół.. bliżej ołtarza siedzieli rodzice.. moi.. Harrego.. Louisa i Eleanor. Podniosłam głowę bardziej do góry. Moim oczom ukazał się on. W czarnym garniturze.. białej koszuli.. z przypiętym białym kwiatem uśmiechał się do mnie. Może i to dodało mi trochę odwagi..
Jego włosy były lekko zaczesane do tyłu. Niech ktoś mi powie, że to nie jest sen.. z którego miałabym się zaraz obudzić. Lekko potrząsnęłam głową. To.. się dzieje naprawdę..
Po chwili Harry ujął moją dłoń. Tuż obok nas stanął Lou z El.
Przyszedł czas na słowa przysięgi. Kilkakrotnie zamrugałam powracając do rzeczywistości. Zaczynam pierwsza.
-Ja Weronika Maj.. biorę sobie za męża Harrego Stylesa i.. ślubuję mu.. miłość.. wierność, ze będę go wspierać ze wszystkich sił.. w zdrowiu i w chorobie.. dopóki nas śmierć nie rozłączy - założyłam Hazzie obrączkę.. serce.. mi.. wali..
-Ja Harry Styles, biorę sobie za żonę Weronikę Maj i ślubuję jej miłość.. wierność, ze będę ją wspierać ze wszystkich sił.. w zdrowiu i w chorobie.. dopóki nas śmierć nie rozłączy - powtórzył płynnie za księdzem i założył mi obrączkę. Chwilę czekaliśmy na drugą parę..
Potem.. nastąpił kulminacyjny moment.
-Ogłaszam was mężem i żoną.. mozecie się pocałować - czy gdzieś są fajerwerki? Chłopak ujął moją twarz i.. pocałował. Odpłynęłam. Chciałam, żeby trwało to wiecznie.
Chwilę później niewiadomo skąd na samym środku, gdy ruszyliśmy w stronę wyjścia.. sypał ryż.. cały czas się śmieliśmy.. zostałam związana już na.. zawsze.
-Panno Styles zapraszam.. - otworzył przede mną drzwi do auta.
-Dziękuję.. - zarumieniłam się.
Louis.
Czy ten dzień nie mógł być lepszy? W moje urodziny.. poślubiłem najpiękniejszą dziewczynę na świecie.. a w dodatku mój kumpel, w tym samym czasie swoją miłość. Zycie jest piękne! Nie czekając dłużej po wyjściu z kościoła wziąłem Eleanor na ramiona. Musiałem przy tym zachować pewną ostrożność, ale.. co mi tam! Żeni się tylko raz! W samochodzie nieszczędziliśmy sobie czułości, co zabawne.. w drodze na salę weselną.. był mały wyścig.. kto dotrze pierwszy.. Hazza czy ja.
Ostatecznie wygrał Loczek. Następnie stanęliśmy na początku (jakże wielkiej) sali i witaliśmy gości z każdej rodziny oraz znajomych. Harry początkowo tak się "kleił" do Weroniki, że ta musiała na niego krzyknąć.. delikatnie to ujmując.
-Stary.. gratulacje.. - powiedział Liam ze łzami, gdy nadeszła jego kolej.
-Li.. coś ty.. nie płacz..
-Ale ty i Harry..
-Ach Daddy.. bądź z nas dumny.. bo w końcu.. czekamy na Ciebie i Dan.
-Z pewnością.. - pociągnął nosem i poszedł dalej. W międzyczasie dotarła reszta zespołu.
Narracja z perspektywy osoby trzeciej.
Kiedy wszyscy goście dotarli rozpoczęło się wesele. Najpierw Zayn poprosił o ciszę i wzniósł toast za młode pary. Weronika cały czas trzymała się ramienia Harrego. Z jej oczów płynęły łzy szczęścia. Nadal nie wierzyła, że to się dzieje naprawdę. Jakiś czas później.. zaczęły się tańce. Młodzi ludzie dosłownie wirowali na parkiecie. Louis nie odrywał się od Eleanor.. tak samo Harry.
Po jakimś czasie przyszedł czas na przemówienia. Pierwszy zaczął Loczek.
-Witam wszystkich.. naprawdę chciałbym podziękować za przybycie. To.. niesamowie uczucie.. przeżywać tak wspaniałą chwilę.. razem z najlepszym przyjacielem. Wszystkiego najlepszego Louis.. w końcu dzisiaj są twoje urodziny, nie zapominamy. Ale.. przejdźmy do rzeczy. Jeszcze.. jakiś czas temu.. gdy nasz główny stylista odchodził.. byłem zwykłym nastolatkiem.. w mojej głowie była tylko sława, imprezy.. W końcu.. pojechaliśmy do miasta w Polsce. Czy podobał mi się ten pomysł? Wiadomość, że stylistka ma córkę.. niewiele młodszą od nas.. ucieszyła mnie. Spójrzcie tylko.. nasza Wera jest fanką The Wanted, a mimo to.. skradła moje serce. Była inna.. może z małą samooceną.. ale.. zakochałem się w niej na zabój. Dziś jestem szczęśliwym ojcem oraz mężem. Dziękuję losowi za taki obrót spraw. Gdyby nie Weronika.. nie miałbym cudownego syna.. rodziny. Nikt nie będzie nam mówił, że jesteśmy za młodzi! Kocham Cię.. - zszedł ze sceny do wzruszonej dziewczyny.
-Naprawdę nie musiałeś.. - wyszeptała.
-Musiałem. - mocno ją przytulił.
Potem głos zabrał Louis.
-Em.. hej.. nie mam pojęcia co to za tradycja, żeby pan młody przemawiał, ale.. jakoś to przeżyję. Co tu by.. no naprawdę się cieszę, że.. połączyliśmy dwa wydarzenia w jedno. Hmm.. nareszcie.. pozbyłem się pewnego nazwiska.. droga El czyżby Tomlinson pasuje lepiej niż Calder? Haha wiedziałem. Em.. chciałbym Ci podziękować za wytrawnie tego trudnego czasu jaki musieliśmy razem przejść. Fanki.. i tak dalej.. nie raz widziałem Ciebie załamaną.. szczerze nie chcę już tego oglądać.. a teraz.. Bawmy się! - krzyknął do mikrofonu i zabrzmiała skoczna muzyka.
Kto by się spodziewał.. 24 grudzień.. 2014 roku.. Weronika Maj i Harry Styles zmienili swój stan cywilny. Od tamtej chwili.. rodzina Stylesów powiększyła się o jedną osobę. Tę nieśmiałą dziewczynę, która miała tak mało wiary w siebie. Tak samo stało się w rodzinie Tomlinsonów. Eleanor nie była już Calder, tylko przyjęła nazwisko Louisa.
Po skończonej imprezie każda para udała się.. w podróż poślubną.. oczywiście ze swoimi dziećmi. Nie mieli serca, żeby zostawiać same maluchy. Ludzie mówią, że podobno.. młodzi powinni wypocząć sami.. a nie z kimś.
~*~
Przed wejściem do samolotu Wera trzymała na rękach Maksia, ubranego jeszcze w mały garnitur. Usmiech nie schodził jej z twarzy.
-Nie chcę Cię martwić, ale mam w ramionach małą kopię Ciebie - zaśmiała się szatynka do Loczka, który wrócił z oddania bagaży.
-Ej, bo będę zazdrosny..
-Serio?
-Jasne, że nie.. miejmy nadzieję, że podczas lotu będzie spał.
-A jak będzie odwrotnie?
-To.. chodźmy już.. prywatny samolot czeka. - pocałował ją w policzek i wziął za rękę.
-Prywatny? Ja chyba nigdy się nie przyzwyczaję, że mój.. mąż.. jest.. no.. sławny.
-Czy chcesz mi powiedzieć, że przeszkadza Ci.. mój udział w One Direction?
-Absolutnie nie! Niech zespół trwa nawet z 10 lat lub dłużej.. poradzimy sobie tak czy inaczej - zachichotała i zajęła swoje miejsce. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w widok za oknem.
-Wow.. nie jestem już tą samą nastolatką.. zdecydowanie...


A co wydarzy się dalej w życiu Weroniki? Tego dowiecie się w Rozdziale 37, który ukaże się za kilka dni :)
Nie no.. mam takie śmieszne wrażenie.. jakby to był ostatni rozdział.. choć.. tak naprawdę nie jest, bo przed nami jeszcze kilka :D
Pod koniec pisania.. nie wiem czemu.. ale miałam łzy w oczach.. za bardzo to przeżywam ;')
Wierzycie, że niedługo już jest koniec opowiadania? No.. ja też nie.. ale wszystko ma swój koniec..
Trzymajcie się do następnego ♥

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 35 - Zmęczenie itd.

-Kochanie.. już pora wstawać.. - usłyszałam głos Harrego nade mną. Boziu.. która jest godzina.. Leniwie otworzyłam oczy. Już po 10? Ojej.. powoli sciągnęłam z siebie kołdrę i podreptałam do salonu. Jaki zabawny widok mnie tam zastał. Harry kręcił się w kółko razem z Maksiem, co chwilę wypowiadając jakieś słówka. I możnaby pomyśleć, że.. w wieku 18 lat mam swoją rodzinę. Aż tak szybko nie chciałam dorastać, niestety.. ja o tym nie decyduję. Z uśmiechem na twarzy podeszłam do lodówki. Hmm.. tylko co mam zjeść? Ostateczny wybór padł na płatki czekoladowe z mlekiem. Nie było mnie stać na więcej.
-Królewna się wyspała? - zapytał przysiadając się do stołu.
-Praawie.. dałeś małemu jeść? - ciekawe czy pamiętał..
-To mleko w proszku, tak? Bo twojego nie toleruje.. szkoda.. - odwrócił się w strone drzwi.. ktoś tam jest czy jak?
-Słuchaj.. tak za tydzień wybieram się..
-Nie za wcześnie? - Ejj.. zrobiłam oburzoną minę.. nie lubię jak mi się przerywa..
-Hazza.. czy ty masz jakiś czytnik myśli?
-Chciałaś mówić o sukni tak? Hmm.. wykrywacza nie mam, ale.. znam Cię jak nikt inny - cmoknął mnie w policzek i poszedł do sypialni. pewnie położyć małego, który zasnął w jego ramionach.
Przetarłam zaspane oczy.. telewizor sobie gra.. chyba czas spojrzeć co grają..
Dalej, dalej.. mowa o moich zaręczynach z Harrym, dalej.. ejejej.. cofnij. Ze o czym oni gadają? Błyskawicznie cofnęłam na kanał informacyjny.. ale żeby robić z tego takie zamieszanie?
"-Jak doszły do nas informacje, członek boybandu Harry Styles zaręczył się z córką Kate Maj, swiatowej sławy stylistką. Wiadomo nam było, że ta dziewczyna skradła mu serce i.. na dobre usidliła. Czy aby ślub w tak młodym wieku nie wiąże się z ryzykiem? Nie wnikamy w szczegóły oraz życzymy dużo szczęścia dla młodej pary. A teraz Demi lovato..." aha.. dostaliśmy gratulacje.. opadłam na kanapę. Czy może mnie ktoś uratować.. w tym momencie? Chyba potrzebuję lekarza...
*miesiąc później*
Czy już wspominałam jak bardzo nie lubię gdy ten czas tak szybko leci? Dosłownie do ślubu zostały dwa tygodnie. D W A. Nie żebym się denerwowała.. no nie wcale... Przez to wszystko moja mama została "zatrudniona" do Maksa. Oczywiście opiekuję się nim kiedy tylko mogę, ale.. sala.. kościół w którym się to odbędzie.. zadbanie, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Nawet kontroluję konta chłopaków na twitterze, bo jeden tweet i.. stanie się to samo co na ślubie Grega. Niall wyraźnie pisał do fanek o spokój w tamtym dniu, ale przepraszam bardzo. Zero szacunku.. jeszcze zabrały ze sobą plakaty.. Sława kosztuje.. i to bardzo.
Właśnie siedziałam w salonie razem z Eleanor, Perrie i Danielle poszukując suknie ślubne (Taa.. podwójny ślub razem z Elounor.. na co ja się zgodziłam...) Tyle tego, że szok. A to z falbankami, z różowymi elementami. Złapałam się za głowę..
-Może lepiej będzie jak we cztery pojedziemy do jakiegoś sklepu z sukniami? Tutaj nic nie znajdziemy bez przymierzania.. - powiedziała Danielle. Jeszcze jakiś czas temu była u fryzjera i skróciła sobie końcówki. To chyba dlatego Liam.. trochę oszalał na jej punkcie.
-Dobry pomysł, Wera.. - zwróciła się do mnie Eleanor. O co chodzi?
-Hmm? - mruknęłam oglądając się.
-Patrzcie.. ta jest myślami gdzie indziej.. ziemia do Weroniki - pomachała mi Perrie przed twarzą.
-Zamyśliłam się.. widziałyście gdzieś Harrego? I Maksa..
-Louisa też nie ma.. chodź - El pociągnęła mnie za rękę i poszłyśmy do góry. A jaki widok nas zastał? Kochani tatusiowie bawili się ze swoimi dziećmi. Lou niby coś czytał Sami, Cody spał, a Hazza.. robił głupie miny do Maksia. -Nie będziemy im przeszkadzać.. - szepneła i wycofałyśmy się chichocząc. Ok.. to o czym dziewczyny gadały.. no tak.. zakupy.. sukien.. na ślub. Przełknęłam niewidzialną gulę w gardle. Na widok wystrojonej mnie.. mam pewne obawy. Niby nic takiego a jednak. Już w aucie miałam lekkie zawroty głowy.. ojej.
Harry
-A kto jest taki ładny, a komu pokazują się loczki na główce, no komu - całe czas gadałem do małego, a on tylko się śmiał. Kocham tego małego brzdąca. Jak podrośnie.. zobaczymy kim będzie chciał zostać.. piłkarzem? czy sławnym piosenkarzem jak tata. Stawiam na drugą opcję. Dziewczyny zostawiły nas w niezręcznej sytuacji.. za 2 tygodnie ślub, a one sobie gdzieś pojechały. Nawet nikt nie wie jak bardzo jestem podekscytowany. I to w dodatku razem z moim najlepszym przyjacielem, który teraz... zasnął obok swoich dzieci? Łoo.. to co on z Elką wyrabia w nocy.. nie wnikam. Powoli podniosłem się z ziemi biorąc ze sobą niemowlaka. Mały spacerek po domku? Czemu nie. Idąc korytarzem ponownie natknalem sie na rzeczy Wery.. a tak dokladniej na karton.. co to moze byc.. przygladajac sie uwazniej dostrzeglem plakaty z TW.. niegdys nasi rywale.. ale po ich rozpadzie.. moment.. dlaczego ja o nich mysle.. fuj..
Po 5 minutach bezsensownego lazenia poszedlem do salonu. Uu.. nieodebrane polaczenie.. od Gemmy.. czego ona chce ode mnie?
-Halo? - odezwala sie po 4 sygnalach.
-Co sie takigo stalo, ze doczekalem sie telefonu od Ciebie?
-Bede w Londynie.. za pare godzin.. jest szansa, ze znajdzie sie dla mnie wolne miejsce?
-W hotelach nie brakuje..
-U Ciebie! Harry w co ty ze mna grasz?
-Nic siostrzyczko.. ok.. przyjezdzaj jak najszybciej.. nie daje sobie rady z malym..
-A gdzie jest Weronika?
-Zgaduje, ze Perrie, Eleanor i Danielle ja porwaly..
-A Hazzus zostal sam? Czekaj na mnie 30 minut.
Dotrzymała słowa. Szczerze, to stęskniłem się za Gemms. Tylko.. co dziewczyny tak długo robią w.. sklepie. Potrząsnąłem głową i poszedłem do siostry i syna do salonu. Nic nie może przecież wiecznie trwać..
Weronika.
Przymierzanie sukien? Istny koszmar. Gdybym wiedziała na co się piszę.. zostałabym w Polsce. Takie żarcik. Dosłownie po trzech godzinach ja razem z El znalazłyśmy odpowiednie suknie na ślub. Jej była.. szykowna.. posiadająca dużo ozdób. Ja natomiast postawiłam na klasyczną, prawie do ziemi, z koronkowymi rękawami. Parę razy wspomniałyśmy o ceremoni. Harry i Louis w garniturach.. czekający na nas przy ołtarzu.. jeśli nikt nie będzie mnie tam trzymał, to odlecę. Około godziny 18 wróciłyśmy do domu, każda do swojego.
-Już jestem! - oznajmiłam w przedpokoju swoje przybycie. Wow.. ale cisza. Rozejrzałam się na parterze.. ani żywej duszy. O co kaman? Weszłam powoli po schodach. Tyle chodzenia w jeden dzień.. nogi mi odpadają. Dopiero gdy skierowałam się do sypialni usłyszałam szmery.
-Ej, no oddaj mi to - czy to głos Loczka?
-Jeśli ładnie poprosisz.. haha lubię się z tobą droczyć..
-Ale ty jesteś.. - udał obrażonego. Czy jestem aż tak niewidzialna, że oboje nie zauważyli, mojej obecności?
-No wiesz.. cześć Wera! - wstała jego siostra, witając się ze mną. Uu.. nowy kolor włosów. Pasuje do niej.
-Powiesz mi co ty tutaj robisz? - zapytałam radośnie.
-Po pierwsze.. mój chłopak.. a po drugie.. młodszy braciszek się niedługo żeni! - widząc minę Hazzy.. nie za bardzo mu się to spodobało. Głośno westchnęłam i ruszyłam w stronę pokoju Maksia. -Chyba jako jedyny przeszkodziłeś mi w napisaniu matury.. narobiły mi się takie zaległości, że w życiu tego nie nadrobie, ale.. jednak cieszę sie, że się pojawiłeś z.. małą pomocą twojego taty.. w styczniu będziesz miał chrzciny.. ja za 14 dni poślubię Harrego.. tyle się dzieje. O mały włos a twój tatuś chciał zakończyć karierę.. nie pozwoliłam na to. Trzy lata na marne? Przecież.. damy sobie radę sami, prawda?- szepnęłam i ujęłam jego małą rączkę. Przez te wszystkie przygotowania mam takie chęci.. żeby pobyć w samotności.. porozmyślać i w ogóle. W gimnazjum.. ta metoda się sprawdzała.
Po jakiejś chwili poczułam dłoń na moim ramieniu. A no tak.. to on. Powieki zaczęły mi się dobrowolnie zamykać.. cóż.. jestem zmęczona.
-Kochanie.. zasypiasz.. - ostatnie słowa jakie zapamiętałam przed.. tzw. odpłynięciem. Mój organizm nigdy nie był az tak wykończony.
Następnego dnia obudziłam się w łóżku.. ale z kartką obok mnie. Ojej.. moja głowa.. ból był nie do zniesienia. Jak najszybciej chciałam się znaleźć w kuchni, żeby wziąść tabletkę. Jednym słowem.. Ratunku.
Gdy już ból przeszedł skupiłam się na liście. Eh.. zostało 13 dni do..
" Nie wiem jak zacząć, więc może w ten sposób. Kiedy wstałem moja księżniczka smacznie sobie spała. Dostałem wezwanie od Paula i cały zespół musiał się stawić o 8:00. Maksa nakarmiłem i jak zwykle śpi. To dziecko jest genialne, nie tak jak Lou z Eleanor chodzą niewyspani. W razie pytan dzwoń. Kocham Cię :) Hazza"
Oo jak słodko.. okręciłam się na krześle. Zabiorę za godzinę małego na spacer. Trochę świeżego powietrza przed południem się przyda. Leniwie spojrzałam na komórkę. Brak nowych wiadomości, oprócz.. połączenia od mojej mamy. Jak bardzo mam przechlapane?
-Halo? - odezwała się.
-Mamo coś chciałaś? - nienawidzę mojego tonu głosu dzisiaj. Ugh.. jakbym marudziła.
-Kto planuje wystrój sali, miejsce, catering (...)  kamerzystę.. fotogra(fa)
-Ej.. ogarniam do końca.. mnie te rzeczy za bardzo nie intererują.. nie powinnaś się skontaktować z Harrym.
-Córuś co Ci jest?
-Głowa mi pęka.. jest mi trochę nie dobrze..
-Jesteś znowu w ciąży?
-Nie, nie jeszcze raz nie! Po za tym sprawdzałam. Możliwe, że.. przejmuję się.. nie wiem co mam zrobić. Tak bardzo się boję, że ktoś z prasy się dowie.. przybędzie mnóstwo ludzi.. ja już tu nie wyrabiam! - rozpłakałam się jak małe dziecko. Dość.. za dużo myślę.
-Przyjechać do Ciebie?
-A możemy się spotkać w parku? Zaraz idę z Nathanem (drugie imię Maksa przyp.) w tamtym kierunku. - pociągnęłam nosem.
-Dobrze, do zobaczenia.
-No pa. - wziełam kilka głębokich oddechów i ruszyłam na górę. Mały tak.. śmiesznie mi się przyglądał. Mimowolnie uśmiech pojawił się na twarzy.
Bluza.. jest, wuzek.. jest. No to ruszamy.
Nie chodziłam ścieżkami Londynu tak, żeby nie natrafić na fanki 1D. Jeszcze zaczną piszczeć "O Boziu.. jaki on jest słodki! Podobny do Harrego" albo "mogę go potrzymać?" ugh.. w dodatku mam taki zły humor, że prędzej bym je przepędziła.
Gdy dostrzegłam moją mamę.. pojawił się cień nadziei, że poczuję przypływ energii. Trzymam za to kciuki. No i zaczęło się. Pogawędka na temat wychowywania syna, ślub.. co zrobię na obiad, znowu ślub.. i tak w kółko. Nawet nie zauważyłam, że jest już godzina 17.00 czas wracać.
Mocno przytuliłam rodzicielkę. Obiecała na jutro wizytę. Eh.. ciekawe czy już mój.. narz.. narze.. narzeczony skończył próbę. Czasami tak był przetrzymywany, że szok. Stojąc na przejściu dla pieszych odczytałam sms'a od Loczka. Ojej..
"Mam dobre wiadomości! wracaj szybko. Pewnie też się ucieszysz :* "


Jaką wiadomość ma Harry dla Weroniki? Tego dowiecie się już za kilka dni w rozdziale 36. Czy to może nowiny związane z ślubem? Kto wie :)
Nie wiem.. nie jestem zadowolona z tego rozdziału.. pisałam go raz na komputerze a raz na tablecie..
No nic. Ważnie, że w ferie znajduję wolny czas i, że piszę :)
Za każdy błąd stylistyczny przepraszam.
Trzymajcie się do następnego ♥ 

wtorek, 18 lutego 2014

Rozdział 34 - Wielka niespodzianka...

Jesienny wiatr dawał się we znaki. Harry ciągle prowadził mnie w górę. Moment.. ale wcześniej mówił, że jesteśmy na miejscu.. nie ogarniam. Na pewno coś tam jest. Ku mojemu zaskoczeniu ukazał się koc, koszyk i dwie lampki wina. Gdy dotarliśmy na miejsce szeroko się uśmiechnął.
-I jak Ci się podoba to miejsce?
-No.. sama nie wiem co mam powiedzieć.. tak tu pięknie - rozejrzałam się.
-Miałem przeczucie, że spodoba Ci się.. eh - coś go dręczy.. jakaś myśl. Od razu to widać.
-Chciałbym zapamiętać ten dzień do końca życia i uwierzyć..
-To znaczy? - zapytałam. Jest taki.. tajemniczy.. niełatwo go rozgryźć.
-Jeszcze dwa lata temu wiązałem się w różne związki.. głównie Modest! mi je układał.. byłem głupi.. nie wierzyłem w miłość. Każdą dziewczynę traktowałem tak samo.. bez uczucia. Dla świata.. dla fanek byłem zwykłym podrywaczem. Nikt nigdy nie poznał 100% mnie.. aż do pewnego dnia. Kiedy musieliśmy przylecieć do domu maszej nowej stylistki. Od razy zwróciłem uwagę na dziewczynę w brązowej sukience, tylko że ona.. nie była mną zainteresowana jak większość. Jej oddanie dla innego zespołu dawało się we znaki. Na każdym kroku słyszałem ich piosenki nucone przez nią. Nie lubiła nas, a jednak musiała wszystko zaakceptować. Z każdym dniem.. dziwne ukłucie w sercu narastało na jej widok. Stałem się zazdrosny.. nie chciałem, żeby przyjaźniła się z innymi chłopakami. pragnąłem zatrzymać ją dla siebie. W końcu mi się udało. Ale.. nie do końca.. jakoś niedawno Louis mi powiedział "Jeśli jesteś pewien tego uczycia, spełnij je do końca zanim Ci ucieknie". .. nasz pierwszy pocałunek.. mała sprzeczka w salonie. Ja zazdrosny o Kevina, ty wkurzona na mnie. Myślę, że to był odpowiedni moment.. - zaśmiał się przerywając swój monolog. Nadal patrzał mi prosto w oczy. Ok.. to kiedy mogę odpłynąć? -A ty co o tym sądzisz? - ucałował moją rękę. Ugh.. nie mogę przyzwyczaić się do rumieńców wchodzących na moją twarz.
-Hmm.. przeprowadzka do Londynu.. zamieszkanie z boybandem, który wybrałabym jako ostatni na świecie.. a potem.. wypadek.. zakochałam się w tobie.. ucieczka.. Harry.. powiesz mi do czego zmierzasz? - uśmiechnęłam się podstępnie. Skoro zebrało mu się na takie wyzwania, to pewnie gdzieś kryje się mały haczyk.
-Chodzi oto, że.. nie mogę dłużej czekać.. zrobię to w tej chwili - mruknął jakby sam do siebie i wstał. Chwilę potem kleknął przede mną. O o.. zawstydzona spuściłam wzrok nieco niżej.. -Weronika.. (głęboko odetchnął) czy uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na ziemi i wyjdziesz za mnie? - wyciągnął małą szkatułkę z pierścionkiem. A ja.. zamarłam.. czy on.. właśnie poprosił mnie o rękę? lekko potrząsnęłam głową upewniając się czy to aby na pewno nie jest sen.
-Tak - wyszeptałam przez łzy. Po nałożeniu pierścionka na palec Loczek wziął mnie na ręce i okręcił wokół własnej osi. Chwilę potem złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Halo, czy to jest raj?
Mam już syna.. narzeczonego.. razem tworzymy wspaniałą rodzinę.. czego chcieć więcej?
-Ale jesteś tego pewna na 100% w każdym momencie możesz się wycofać.. - spojrzał podejrzliwie, a ja zmierzwiłam mu jego włosy. Są takie.. mięciutkie? Uwielbiam je dotykać.
-Żartujesz sobie? - zaśmiałam się.
-Ależ nie pani Styles - porwał mnie ponownie w objęcia, co spowodowało kolejny wybuch śmiechu u nas obojga.
No tak.. niedługo.. zmiana nazwiska.. z Maj na.. Styles. Muszę oswoić z tą myślą.
Jakieś 10.. 15 minut później leżeliśmy na kocu trzymając się za ręce, spoglądając w niebo. Dlaczego kojarzy mi się to z jakimś fanfiction? Ugh.. nawet w tak romantycznym momencie moje myśli błądzą gdzieś indziej.
-Idziemy? - zapytał wstając.
-No co ty! - prawie pisnęłam i pociągnęłam go za dłoń.
-Podobno spieszno Ci do naszego Maksia..
-Moja mama może zostać z nim odrobinkę dłużej - oparłam się na jego ramieniu. Jak to było w piosence "Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy" właśnie.. kto by się spodziewał, że nadejdzie taki dzień jak ten..
Louis.
Dzieci, dzieci jeszcze raz dzieci! Moja radość z tych maluchów minęła wraz z pierwszą nie przespaną nocą. Ani ja, ani El.. żadne z nas się nie wyspało. Całe szczęście, że jakimś cudem nie dodali nam nowych koncertów do trasy, bo moje słoneczko nie dałoby sobie rady tutaj. W końcu.. jestem ojcem tak? Ale to mnie przerasta! Powinienem być najbardziej poważny z całego zespołu, no bo w koncu ma się te rocznikowe 23 lata.. kurde.. nie..
-Chłopcy wiecie o której Harry z Weroniką zamierzają wrócić do domu? - zapytała mama Wery. Na chwilę obecną prawie wszyscy przesiadywali u mnie. Mały Maksio jest taki uroczy, ale.. Cody jeszcze bardziej! Nie pomijając Samanthy, która jest moim oczkiem w głowie.
-Powinni niedługo - odpowiedział Niall z pełną buzią. Prawie rzuciłem się na niego widząc co on pożera. -Ej..
-To nie miało być dla Ciebie żarłoku.. idziesz teraz do sklepu, w tej chwili - rozkazałem. Liam roześmiał się na te słowa.
-Tommo wyluzuj.. będę za pół godziny - odparł blondyn zakładając adidasy.
-A jeśli mogę wiedzieć, to co kochanieńki zajmie Ci tyle czasu?
-Muszę.. po coś wpaść.. paa - i już go nie było, a ja wróciłem na górę do maluchów. Boże.. jak ja lubię patrzeć jak śpią.. takie małe, dwa bezbronne szkraby.
-Kiedyś wyrośniecie i będziecie takie jak tatuś - szepnąłem.
-Oby nie - zaśmiała się Eleanor, na co lekko podskoczyłem. Własna narzeczona mnie wystraszyła, a to dopiero heca.
-Panno Tomlinson, proszę się ze mną nie sprzeczać - pocałowałem ją w usta. Uwielbiam robić coś bez zapowiedzi.
-Oj Louis, czy ty musisz być Louis..
-Ee? - ok.. zdezorientowałem się.
-Szekspir kotku.. - cmoknęła mnie w policzek i wyszła. Aa.. już rozumiem. Zamieniła imię Romea na moje.
Nie wiedząc co mam ze sobą zrobić usiadłem na podłodze i przez chwilę obserwowałem śpiące bliźniaki. Za dwa miesiące chcę wziąść ślub z El... ale.. chyba bez szumu mediów. Patrząc na tweety od fanek.. dopóki się nie ożenię, to nie ma szans, żeby skończyły z "Larrym". Ok.. mogą brać nas za bromance.. czyli.. jak postacie do fanfictions czy jak te opowiadania nazywają, ale nie za prawdziwy związek! Ile razy to już przerabialiśmy. Nawet teraz po pojawieniu się dzieci na świecie, to jesteśmy pod ostrzałem Larry Shippers. Jeszcze chwila i okaże się, jaki Louis Tomlinson bywa wybuchowy. Eh.. przez to tracę za dużo nerwów. Czy jeszcze kiedyś moje życie będzie normalne?
-Jesteśmy! - usłyszałem donośny głos Harrego, po czym błyskawicznie się zerwałem. Na pewno wrócił ze swoją dziewczyną. Jestem ciekawy jak tam jego plan.. i czy wypalił.
~*~
-Louis!
-Harreh! - przyjaźnie się uściskaliśmy, następnie tak zrobiłem z lekko zawstydzoną Weroniką. Oho.. czy jest coś o czym powinniśmy wiedzieć? -Jak się czuje nasza kolejna mamusia? - zapytałem żartobliwie.
-Całkiem, dobrze.. Harry.. - spojrzała na Loczka i złapała go za rękę. Chwilunia.. pierścionek zaręczynowy na jej dłoni? ... oni..
-Musimy wam coś powiedzieć - odparł mój przyjaciel i poszliśmy do salonu. O tak.. duży, przestrzenny.. pomieści wszystkich. Hmm.. w sam raz na rodzinne spotkania.. dobra myśl. -Otóż.. Wera zgodziła się wyjść za mnie.. jesteśmy zaręczeni.. - posłał swojej partnerce szczery uśmiech.
-Haroldzie, moje gratulacje! Och.. wzruszyłem się.. brak mi słów.. dawaj miśka! - pomachałem ręką w teatralnym geście. Nagle.. oczy wszystkich zwróciły się w stronę Nialla. No bo jak tak popatrzeć.. 4/5 One Direction jest zaręczona, oprócz Niallera. -Przyznaj się.. masz kogoś na oku, cooo - szturchnąłem go w bok.
-Ja.. no tak jakby.. czy lodówka wypowiedziała moje imię? Kochanie już biegnę! - ten to potrafi siie wymigać z odpowiedzi. Bądźmy szczerzy.. blondyn ma kogoś, tylko zwyczajnie nie chce nam powiedzieć.. wycisnę to z niego.. na osobności.
-Wiecie już mniej więcej kiedy będzie ślub? - zapytała Eleanor popijając kawę.
-Przecież dzisiaj dopiero były zaręczyny.. - Wercia spuściła głowę na kolana Hazzy, który zaczął ją.. jak to ja nazwę.. "miziać" po włosach.
-No i.. moglibyście razem z nami.. - przerwałem nie wierząc jaki jestem genialny (hahaha).
-Właśnie, świetny pomysł BooBearku.. a na kiedy planujecie?
-Jakoś w grudniu.. w okolicach urodzin Louisa - powiedziała El i mnie przytuliła. Dlaczego wyrwało mi się "Aww"? Ojej..
-Ok.. to my jeszcze obgadamy i damy wam znać. Pani Kate, czy możemy już zabrać Maksia? - zawołał Harry. 10 minut później rodzinka Stylesów opuściła mój.. dom.
Weronika.
Jeju.. pan Bóg obdarzył mnie takim słodkim maleństwem. Zabierając Maska od mojej mamy.. on właśnie tak słodziutko spał. Może tym razem nie będzie wstawania w nocy..
Propozycja Louisa z podwójnym ślubem bardzo mnie zaskoczyła. Dosyć, że nie ochłonęłam po oświadczynach Harrego, to tamten wyskakuje z datą na grudzień. Naprawdę musimy się nieźle nad tym zastanowić, oraz.. zmierzyć z plagą mediów. Nie wiem jakim sposobem, ale sprawdzając przed pójściem spać natrafiłam na takie nagłówki artykułów w portalach plotkarskich "Harry Styles zaręczony!" "Najmłodszy członek boybandu został usidlony przez młodą polkę!" "Fanki świętują razem z młodą parą!" i tak dalej. Masakra.. w końcu.. będąc z Loczkiem.. wiedziałam na co się piszę.
Zabawne.. już dostałam zapytanie na prywatym twitterze o drugie imię Maksymiliana. Directionerki pytały się czy aby na pewno "Nathan" nie jest powiązany z członkiem.. nie istniejącego już The Wanted. Otóż.. odpowiedź jest prosta.. tak. Właśnie one zgadły. Informacja o rozpadzie mocno mną wstrząsnęła.. bez wsparcia mojego chłop.. narzeczonego.. nie dałabym sobie rady. Zespołowi TW poświęciłam większość swojego życia.. no może prawie, ale byłam Prisioner tak? Plakaty.. wycinki z gazet.. jeżdżenie na koncerty.. na zawsze pozostaną w moim sercu. Mam nadzieję, że poukładają sobie życie tak jak chcą.
-Ejj! - pisnęłam gdy Harry zamknął mi laptopa przed nosem. -Ja właśnie to czytałam!
-Kotku.. jest przed 23:00 .. teraz czas dla twojego przyszłego męża, dobrze? - cmoknął mnie w policzek, a chwilę później poczułam jego dłonie na moim brzuchu.
-Nawet się nie waż mnie łaskotać.. - pogroziłam mu palcem, ale on jak zwykle to zignorował. Przysięgam.. próbowałam się nie śmiać, ale.. uległam i.. dziwnym trafem.. znalazłam się na.. Loczku.
-Spójrz.. Maks i ty.. to dwie osoby o których mogłem tylko pomarzyć w snach.. wierzyłem w szczęście i.. ta daa.. udało się. Mam was, niczego więcej mi nie potrzeba - wyszeptał patrząc mi się prosto w oczy. Przyśpieszone bicie serca oraz oddech to normalne, prawda? Złączyłam nasze usta.
-Przed nami ciężki okres, prawda? - zapytałam.
-A o jaki Ci chodzi?
-No wiesz.. przygotowania.. szukanie sali itd. do urodzin Tommo jest coraz mniej czasu..
-Czyli się zgadzasz?! Jak ja Cię kocham! - mocno mnie przytulił.. za mocno..
-Ja Ciebie też Hazz - odwzajemniłam uścisk.Odpłynęłam w jego ramionach..
"Dziewczyna, szatynka.. ubrana w białą suknię kroczy w stronę ołtarza.. czas stanął w miejscu. Jej wzrok jest utkwiony w ukochanym. Niepewnie idzie dalej. Przed nią biegną małe, roześmiane dzieci. To dodaje jej otuchy. Gdy już dociera na miejsce rozgląda się wokół. Tak dużo ludzi.. przyjaciele.. znajomi.. rodzina.. oraz ta przyszła. Gdzie nie gdzie stoją młode dziewczyny, które mają łzy w oczach. Co ona tutaj robi? Ponownie odwraca głowę w stronę pana młodego. Tym razem trzymają się za ręce i wypowiadają słowa przysięgi. Są tacy szczęśliwi.. zastanawiam się kim jest ta młoda para.. w szczególności ta dziewczyna. Moment.. to jest sen.. a tam stoję ja.."

Jak potoczą się dalej losy głównej bohaterki? Tego dowiecie się już za parę dni! :)
Niespodziankaa! Dzięki mojemu wujkowi, za to, że jest wifi.. napisałam ten rozdział :D Nie mogłabym czekać aż do 1 marca, dlatego.. jeśli są jakieś błędy to przepraszam, ale prawie wszystko miałam napisane w zeszycie.
Następny pojawi się już za kilka dni.. dokładnie nie wiem kiedy, ale.. mniej więcej za 3/4 coś takiego.

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 33 - Już czas..

Czas. czasami nie doceniamy jaki jest on dla nas cenny. Wszystko przemija..
My.. dorastamy.. zaczynamy inaczej patrzeć na niektóre sprawy. Ale wciąż chcemy być dziećmi, widzieć świat ich oczami. Nie mieć problemów, kłopotów.. nie martwić się oto co zjem następnego dnia, bo.. zawsze rodzice są pod ręką. Nakarmią.. ubiorą.. Niestety z minutę na minutę stajemy się starsi. Nasze życie się zmienia. Decyzje podjęte wcześniej kierują tym co będzie później. Tylko.. czy czasami.. wszystko idzie po naszej myśli? Załamania.. leki.. nagłe napady smutku.. nastolatek musi się z tym zmierzyć. Żyjemy twierdząc, że nikt nie chce nam pomóc, że jesteśmy sami. Zdarzają się przebłyski.. wspaniałe przyjaźnie.. cudowne przygody. Bez przyjaciół człowiek nie potrafi przetrwać.. wystarczy jeden.. prawdziwy.. a wszystko nabiera barw.
Potem.. czas na miłość.. zauroczenie.. zakochanie.. coś poważnego. A czy aby na pewno jesteśmy na to gotowi? Na podjęcie na swoje barki tyle odpowiedzialności.. ?

Głośno westchnęłam. Natknęłam się na bloga pewnej dziewczyny z polski. Całkiem przypadkiem weszłam w link. Co o tym myślę? Jest bardzo refleksyjny..
odruchowo obejrzałam się do tyłu. Gdzie poniosło Harrego po śniadaniu? A taki niedawno siedział obok mnie. Uh.. junior od samego rana daje znaki o sobie. Kiedy raptownie się podniosłam zakręciło mi się w głowie.. Boże co się dzieje.. zamknęłam natychmiastowo oczy i złapałam się krawędzi stołu. Czułam, że byłam bliska płaczu.. Czy mój organizm nie wytrzymuje tego? Próbowałam się uspokoić. Wziełam kolka głębokich oddechów, ale na nic. Ból w głowie nadal pulsował niemiłosiernie. Byłam już bliska omdlenia.. ostatnie co pamiętam, to mój głos wołający imię chłopaka..
~*~
-Weronika.. skarbie.. spójrz. tutaj jestem.. - usłyszałam Harrego nade mną. Nie byłam już w salonie.. tylko w sypialni. Musiał mnie przenieść, gdy.. zemdlałam?
-co się stało? - pomasowałam głowę. Nie jest ze mną ok..
-Dosłownie przed chwilą był u nas lekarz. Zbadał Cię i powiedział, że to było raczej normalne, ale teraz.. - pociągnął nosem.. ej.. wystraszyłam się. Czy ja o czymś nie wiem? Przerażona dźwignęłam się na łokciach.
-Ty.. płaczesz? - spojrzałam pytająco.
-Tak..
-A dlaczego.. Harry ja naprawde się boję..
-To tylko cebula - zaśmiał się, a ja rzuciłam w niego poduszkę, która była obok mnie. Taki z niego żartowniś. Czemu musi wracać na trasę już za 5 dni? Eh.. ta mysl nie jest pozytywna.. -O czym myślisz?
-Sama nie wiem.. o twoim powrocie.. o.. naszym dziecku.. - pogłaskałam brzuch.. tak bardzo chciałabym mieć to już za sobą..
-Też się zastanawiałem nad tym i.. wpadł mi do głowy jeden pomysł.. gdyby tak odwołać parę koncertów..
-Nie! Nie zgadzam się! Teraz gracie w Europie, nie ma tak! Mój ukochany zespół, który zawiesił działalność odwołał trasę koncertową po europejskich stolicach, a wy też? Nie pozwolę na to. Przecież jest jeszcze wiele krajów w których nie graliście w ogóle.. na przykład Polska.. no właśnie.. co z moją ojczyzną? Czy wy zwracacie uwagę na te wszystkie akcje jakie polskie Directionerki robią? Serio nie widać tych starań? Zawsze chciałam oto zapytać - powiedziałam z uśmiechem. Przecież tyle razy w telewizji mówili, że fanki 1D coś tam zrobiły..
-Kotku.. to nie jest takie proste.. jasne.. chcielibyśmy zagrać w.. Warszawie? Coś takiego.. nawet miałbyć koncert we ramach trasy "Take me home" ale.. to nie my decydujemy.. przykro mi..
-Waszym fankom pewnie też.. co dzisiaj robimy?
-Zmiana tematu? Hmm.. a co byś chciała?
-Wymyśl coś... zdaję się na Ciebie..
Tak jak myślałam.. przez resztę dnia leniuchowaliśmy. Gra w karty.. oglądanie filmów.. w pewnym momencie odpłynęłam wtulona w Loczka..
"Ciemność.. nie mam pojęcia gdzie jestem. Przyspieszone bicie serca, strach.. znowu mam na sobie białą suknię i biegnę przed siebie. Tym razem.. całkowicie sama. Brak jakich kolwiek drzew.. wszystkiego. Całkowita pustka..
-Weronika! - usłyszałam krzyk dobiegający.. z jakiegoś miejsca. Obróciłam się kilka razy. Co ja właściwie robię..
-Weronika! - no kto to.. w pewnym momencie poczułam szarpnięcie za ramię. W jednej chwili znalazłam się na polanie. W oddali zobaczyłam ich.. Harry.. Liam.. Louis.. Niall.. i Zayn. Ubrani na biało, odwróceni do mnie tyłem. Czułam potrzebę podejścia do nich, ale.. nie mogłam ruszyć się z miejsca. Trzask.. szlest.. kompletnie nic.
-Mamo.. ja nie chciałem się tak bawić.. - powiedział chłopczyk z burzą loczków na głowie. To.. było do mnie? Kilkakrotnie zamrugałam. -Mamo.. chodź się pobawić. - pociągnął mnie za dłoń i dałam się mu poprowadzić. Zmierzał w kierunku chłopaków. Znowu próbowałam uspokoić oddech. Podążając za chłopcem, zbliżaliśmy się do nich. Blask coraz bardziej jaśniał. Stanęliśmy pomiędzy Harrym (który złapał mnie za drugą rękę) a Liamem. Wyraz twarzy mieli bardzo pważny. Tępo wpartywali się przed siebie. Początkowo nie wiedziałam na co się patrzą, dopóki.. mój chłpak nie objął mnie od tyłu i powiedział
-Spójrz.. taka jest nasza przyszłość - pokierował na miasto przed nami. Jak to jest możliwe, że był ono niewidoczne? Przyjrzałam się uważniej. Momentalnie niebo zrobiło się czerwone, a rzeka przybrała kolor krwi. Moje ciało nawet nie drgnęło. -Nie bój się, to dopiero początek.. mały, zaprowadź mamusię, niech podziwia nasze czyny - wstąpił z powrotem do szeregu. Bałam się.
Chłopiec usiadł na moich kolanach, następnie dotknął mojego policzka.
-Mamo, tata dobrze robi, zaufaj mu, bo to przecież.. tylko ludzie. - wytrzeszczyłam oczy.
-T..tylko - głos łamał mi się jakbym nie mówiła przez dłuższy czas. Maluch przytulił się mocniej. Dlaczego nie mogę nic zrobić? -Tata już nigdy nas nie opuści.. zadba o lepszą przyszłość - po chwili ciężkim krokiem Hazza podszedł do nas i uklęknął. Czerwone ślepia przeszywały mnie na wskroś.
-Zawsze razem.. - odbiło się echem w moich uszach.."
-Aaaaa! - wrzasnęłam z całej siły rozglądając się po pokoju. Serio.. serio jakiś czas przed porodem muszą mi się śnić koszmary? Jest jeszcze całkiem ciemno.. i Harry chrapie, więc nie zwrócił najmniejszej uwagi na mój krzyk. Odgarnęłam mu włosy z czoła. Zdecydowanie lepiej wyglada, gdy zostawia swoje loczki.. no.. naturalnie.. bez żadnego wiązania. Opadłam na poduszkę. Czy ten sen oznacza, że.. pragnę aby to dziecko było już z nami, czy najzwyczajniej w świecie czytałam zbyt wiele razy sagę "Dary Anioła"? Hm.. ostatnio zdarzyło mi się wracać do tych książek. Próbowałam zasnąć, ale.. czyjaś komórka zaczęła wibrować na stoliku.
-Harry.. ejj.. telefon do Ciebie.. - potrząsnęłam nim lekko. -No wstawaj śpiochu! - pisnęłam do ucha.
-Eh... już nie śpię, czy możesz mi go podać? - przetarł zaspane oczy. -Tak? ... Louis serio dzwonisz o tej porze, żeby zapytać o taką rzecz? ... To wasza decyzja... Spałem idioto! ... Zapytaj się Wery.. może ona wam doradzi ... ehe ... przestań, już Ci ją daję... - podał mi komórkę, a ja spojrzałam na niego pytająco. Niestety.. ktoś tu odpłynął do krainy snów..
-H..halo.. - odezwałam się.
-Cześć! Mam nadzieję, że jesteś bardziej ogarnięta od pana "Daj mi spać".
-No może.. a o co chodzi?
-Imiona dla dzieci.. mamy wielki problem..
-I dlatego nie śpicie w nocy?
-Ej, małe dzieci to nie taka prosta sprawa.. budzą się o każdej porze dnia.. pomożesz?
-Mogę..
-Ok.. no to słuchaj uważnie.. - Louis wytłumaczył, że razem z Eleanor mieli problemy z wyborem imion. W końcu urodziła się im parka. Koniec końców chłopiec ma imiona Cody Tom, a dziewczynka Samantha Julia. Nawet ładnie, przynajmniej na coś się przydałam. Wiedząc, że już nie zasnę powoli udałam się po książkę. Ojej.. 5 nad ranem.. i co ja pocznę z sobą..
Będąc wciągnięta w wydarzenia związane z książką, nagle przerwał mi dzwonek do drzwi. Ok.. kto tym razem jest rannym ptaszkiem? Wywróciłam oczami i poszłam otworzyć.. zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam tę osobę. Ojej..
-Kayla? Co ty tutaj robisz? - zapytałam zaspanym głosem. Ałć.. gardło.. boli.
-C.. chodzi o Adama.. - pociągnęła nosem i wytarła resztki tuszu z policzka. Zerwali? Załamała się? Gestem ręki zaprosiłam ją do środka. Musimy porozmawiać.
Październik
Kayla.

Tamtego ranka nie wiem co mnie naszło, żeby odwiedzać przyjaciółkę o tak wczesnej porze. Na szczęście nie spała, więc nie musiałam jej budzić. Jeszcze te dwa miesiące temu miałam zażartą kłótnię ze swoim chłopakiem. Oświadczyłam mu, że zostaję w Londynie, a on na to.. że dla Kevina i.. że ja go nie kocham. Grubo się myli.. Kev to tylko sąsiad.. przyjaciel.. nic wiecej. To Adama kocham najbardziej na świecie! Ale.. wracając to teraźniejszości.. od trzech dni Weronika pomieszkuje u mnie, bo miewa dziwne stany.. raz czuje się dobrze, a raz.. lepiej nie podchodzić, wtedy muszę ją uspokajać.. halo! Dzidziuś w drodze! Gdyby tylko dzisiejszy dzień należał do najszczęśliwszych..
-Kay.. p.. pomożesz mi.. Aaaaaa! - krzyknęła Wera, a ja od razu przybiegłam z kuchni. -Zawieź mnie do szpitala.. aaaa!
-Ale mamy blisko, może.. - powiedziałam spanikowana.
-Ja rodze debliko! - krzyknęła i zaczęła się trzymać za brzuch. Ups.. nie dobrze. Wzięłam telefon i zadzwoniłam po Kevina. Na jej tą koleżankę.. Danielle nie ma co liczyć.. ona jest gdzieś tam ze swoim chłopakiem. Po trzech.. moze pięciu wpadł brunet i razem ze mną zanieśliśmy Weronikę do auta. Szpital jest dwie przecznice stąd, a w jej stanie.. lepiej pojechać autem.
Gdy tylko dotarliśmy na miejsce lekarze zabrali moją przyjaciółkę na porodówkę. Kto by się spodziewał, że mały zdecyduje się teraz przyjść na świat.
Widząc swoje odbicie w lustrze.. początkowo się wystraszyłam. Cała blada.. chyba ze strachu. Ej.. a gdzie jest Styles? Dziecko mu się niedługo urodzi a on.. miał jutro przyjechać.. pokręciłam głową. Wcześniej rozmawiałyśmy na ten temat i.. spadło na mnie to nieszczęście, że muszę go poinformować. Bądźmy szczerzy.. nie lubię go zbytnio. Już miałam wybierać jego numer, gdy telefon zaczął mi wibrować w ręce. Uu.. loczek jest szybszy..
-Halo?
-Kayla? Gdzie jesteście, czemu nie ma was w domu? - zapytał
-No bo ee.. twoja dziewczyna właśnie rodzi, jesteśmy w szpitalu niedaleko mnie.
-O boże.. dzięki, zaraz będę. - rozłączył się. Zdenerwowanie w jego głosie?
Usiadłam obok Kevina, który bawił się komórką. Wszyscy podskoczyli kiedy Styles wbiegł do recepcji. Szybki jest..
-Do kogo pan przyszedł? - spytała recepcjonistka.
-M..moja dziewczyna właśnie rodzi..
-Nazwisko?
-Maj..
-Tak.. jest pan ojcem? Chciałby pan wejść czy ewentualnie poczekać przed salą? - byłam ciekawa co wybierze.. pewnie wejd..
-Mógłbym wejść, ale.. nie jestem w stanie..
-W takim razie proszę iść ze mną. - powiedziała pielęgniarka i razem z Harrym zbliżali się w naszą stronę. Przysięgam jeśli on zacznie panikować.. wyjdę na chwilę na świeże powietrze. Oparłam się o ramię Kevina..
Harry.
Udało mi się! Kiedy Paul dowiedział się, że Weronika rodzi za parę dni.. puścił mnie dzie wcześniej! prawie w podskokach przemierzałem lotnisko. Nawet w aucie w drodze do domu jej przyjaciółki śpiewałem równocześnie z radiem. Rozpierała mnie.. taka radość.
Zacząłem się niepokoić gdy nikogo nie było w domu. Nerwowo rozglądałem się, aż w końcu zadzwoniłem do Kayli. Słowa "twoja dziewczyna właśnie rodzi" podziałały na mnie jak kubeł z wodą. Nie przejmowałem się tym, że zostawiłem auto, tylko biegłem ile sił w nogach.
Do szpitala wpadłem wykończony, ale jednocześnie zdenerwowany. Po chwili poszłem z pielęgniarką przed porodówkę. Na krzesłach siedzieli.. jej przyjaciele. Hm.. ta dwójka razem wygląda nieźle.. nie mam zielonego pojęcia dlaczego wcześniej nakrzyczałem na Werę, za to że kumplowała się w szkole z.. tym w czarnych włosach.
Mijały kolejne godziny. Co tam się dzieje?! Chodziłem w kółko po korytarzu, a serce walilo mi jak szalone. Wiem, że poród trwa długo, ale każda minuta była dla mnie jak wieczność..
-Pan Styles? - wychylił się lekarz, a ja wskazałem na siebie. -Niestety.. pojawiły się małe komplikacje.. mam dla pana trudne zadanie.. w razie konieczności musi pan wybrać kogo mamy ratować.. dziecko czy narzeczoną.. - zamarłem. W..wybierać komu podarować życie, a komu je odebrać?! To jest jakieś chore. Z napływu emocji usiadłem na krześle.
-Naprawdę muszę wybrać teraz?
-Nie, ale na wszelki wypadek powiadamam pana o zaistniałej sytuacji. - i zniknął za drzwiami.
Nie potrafiłem powstrzymać łez, więc ukryłem twarz w dłoniach. Boże.. nie proszę o wiele. Miej w opiece moją ukochaną oraz nasze potomstwo. Niech tylko.. przeżyją..
~Kilka godzin później~
-Harry.. Harry.. Styles wstawaj!! - ktoś wrzasnął mi do ucha a ja podskoczyłem na krześle.
-Dzięki za pobudkę.. - ziewnąłem. Na jak długo odpłynąłem? W tym momencie pojawiła się przede mną ręka doktora. Uniosłem głowę do góry.
-Gratulacje! Został pan ojcem zdrowego chłopczyka! - uścisnął moją dłoń. Chwila.. że co? -Może pan pójść ich zobaczyć.
Za bardzo byłem wstrząśnięty, żeby wstać. Ale nerwy.. gorzej niż przed pierwszym koncertem. Wziąłem głęboki wdech, i wszedłem do sali. Ku moim oczom ukazała się śpiąca Wera i.. w inkubatorze.. nasz syn. Powoli podeszłem do szkraba.
-Witaj na świecie mały - szepnąłem i usiadłem obok ukochanej. Wow.. w życiu nie czułem większej dumy niz teraz. Podrapałem się po głowie. Tak naprawdę w tym momencie uświadomiłem sobie, że we trójkę tworzymy prawdziwą  rodzinę. Rany..
-Cześć - usłyszałem cichy głos obok siebie. Weronika wysiliła się na słaby uśmiech. Dała radę..
-Już po wszystkim - pocałowałem ją w czoło.
-Jak go nazwiemy?
-Hmm.. Jacob? - zaśmiałem się.
-Zmierzch? Harry nie.. - wymamrotała.
-Czyli Edward też odpada?
-Mhm.. a co powiesz na Maksa? - po tych słowach zakaszla. Nie miałem serca dłuzej ją męczyć.
-No to.. witaj Maksiu.. - uśmiechnąłem się.
-Naprawdę? - w jej oczach zabłysnął prpmyk nadziei.
-Naprawdę. - ucałowałem jej dłoń.
3 tygodnie później.
Weronika

Przyznaję.. poród był strasznie ciężki.. trwał kilka godzin. Istniało też ryzyko, że.. miałam nie przeżyć (pfuu), ale na szczęście jest inaczej. Po urodzeniu małego nie wiele pamiętam co się działo, bo byłam bardzo zmęczona. Jedynie po wszystkim na chwilę Loczek przebudził mnie.
Patrząc z perspektywy czasu.. warto było. Maksymilian Nathan jest już z nami w domu. Gdy tylko się z nim pojawiliśmy szczególnie moja mama oszalała na jego punkcie (Już wróciła do Londynu). Co tu by jeszcze.. od rana Harry coś kombinuje.. gdy tylko spytałam go, co robi to wyraźnie przeciągał "Niic".
-Kochanie.. czy tak na dwie godziny możemy zostawić Maksa u twojej mamy? Mam dla Ciebie niespodziankę.. - wziął mnie za rękę.
-Eh.. wiesz, że nie chcę go zostawiać samego..
-Dobrze.. w takim razie zajmie to nam trochę mniej czasu.. - objął mnie od tyłu, gdy ja zmywałam naczynia.
-Jeśli tak bardzo nalegasz.. zgadzam się. - cmoknęłam go w usta. Czy już wspominałam, że Harry jest cudownym chłopakiem? Być możliwe..
Po przebraniu Maksia w czyste śpioszki, pojechaliśmy do mojej mamy, następnie.. skierowaliśmy się w stronę polany. Co się szykuje?
-Jesteśmy na miejscu - złapał mnie za dłoń. Czy to jest to o czym ja myślę?


Jaką niespodziankę przygotował Harry dla Weroniki? Tego dowiecie się w rozdziale 34, który będzie..
No właśnie.. od dzisiaj w moim województwie (zachodniopomorskie) zaczynają się ferie.. a jutro wyjeżdżam.. w związku z tym.. możecie się spodziewać następnego rozdziału.. około 1 marca..
Dlaczego tak późno? Otóż.. nie mam zielonego pojęcia czy będę miała czas.. i dostęp do internetu.. ale jeśli coś miałoby się zmienić.. to poinformuję was, że któregoś dnia pojawi się next.

Za wszelkie błędy stylistyczne przepraszam, ale tak naprawdę to dzisiaj musiałam wstać przed 5:00 i dokończyć to :D
Wyszedł jaki wyszedł.. miałam małe problemy z imionami dla dzieci.. chyba przez dobre 30 minut zastanawiałam się...
No nic.. dla tych którzy zaczynają ferie razem ze mną.. Miłego wypoczynku!
Trzymajcie się do następnego ♥

wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 32 - Włochy, Eleanor.. inaczej. Dużo się dzieje..

Jadąc po drodze do domu Eleanor, razem z Dan na cały głos śpiewałyśmy piosenkę "Midnight Memories" traf chciał, że akurat leciała w radiu. Naprawdę zabawna sytuacja.. nie mogłam przestań się uśmiechać. Nawet przed drzwiami nie mogłam opanować śmiechu.
-Ej spokojnie, bo El nas stąd wyrzuci - zaśmiała się Dan. Ja musiałam złapać oddech.. trzeba się trochę uspokoić. Po chwili w drzwiach stanęła dziewczyna Louisa.
-Co wy wyprawiałyście? - zapytała zaskoczona.
-No wiesz.. piosenka One Direction.. i te inne sprawy.. możemy..
-Jasne wejdźcie.. - wchodząc rozgladałam się na wszystkie strony. Tak naprawdę parę razy byłam u Elounor w mieszkaniu. Teraz mogłam się temu uważniej przyjrzeć.
Prawie jak każdy członek 1D.. ten dom miał jedno piętro. Na korytarzu wisiało wiele ich wspólnych zdjeć (których świat najwidoczniej nie widział) oraz z ich dzieciństwa. Poczułam się.. przytulnie.
Tylko nadal nie rozumiem jak ona wytrzymuje te rozłąki.. może zwyczajnie się przyzwyczaiła..
-Jak się czujesz? - zapytała szatynka w salonie. Ah te ciastka w czekoladzie.. na osobności zjadłabym je od razu, ale przy kimś.. muszę pohamować swój apetyt.
-To chyba ja powinnam zapytać oto Ciebie.. został tobie miesiąc.. nie jest to przerażające? Na samą myśl.. się boję.. jeszcze te zajęcia w szkole rodzenia.. ugh - potrząsnęłam głową.
-Może trochę tak.. ale zobacz.. już za te 30 dni.. w moim życiu pojawi się istotka.. lub istotki..
-Istotki? Czy to możliwe, że..
-Nie ufam badaniom.. w dodatku lekarz wspominał mi, że dziecko będzie bardzo duże.. według moich rozmyślań..
-myślisz, że urodzisz bliźniaki? - oj.. chyba ktoś jest za bardzo ciekawy.. no.. ja.
-To by była wspaniała wiadomość, ale sam fakt, że mam z Louisem dziecko.. wszystko nagle się zmieniło.. diametralnie..
-Czyli jak?
-Stał się bardzo opiekuńczy, rzucało się w oczy. Kiedy byliśmy sami.. ciągle mnie przytulał.. mówił miłe rzeczy.. ajajaj.. - El się zarumieniła. Boże.. to tak wygląda człowiek zakochany po uszy! Ja sama tego po sobie nie widziałam, ale zgaduję, że gdy gadałam o Harrym.. musiałam wyglądać podobnie. Nasza pogawędka skończyła się pod wieczór. Czy jestem naprawdę ślepa? Danielle przez ten czas siedziała na tarasie. Wstając powoli poszłam do niej.
-Hej.. co robisz? - zapytałam nieśmiało, przecież nie chciałam jej wystraszyć.
-Oglądam zachód słońca.. nic takiego.. - westchnęła. Nadal gdzieś błądziła rozmarzonym wzrokiem.
-Czemu nam uciekłaś? - usiadłam na krześle obok.
-Liam dzwonił, a tak po za tym.. rozmyślałam nad wyjazdem.. na parę dni. Chłopaki.. prędko nie wrócą.. może oprócz Lou i Hazzy... a Li nie. Może go odwiedzę.. kiedy Eleanor już urodzi.
-Nie chcesz ją zostawić samą, he?
-Pewnie tak.. a jakby się coś stało, a nie będzie mogła się dostać do szpitala? Ty rodzisz.. w? - spojrzała na mnie pytająco. Ah tak.. odpowiedź..
-W październiku..
-Chodzisz na zajęcia do szkoły rodzenia?
-Taa.. niby mi się nie chce.. ale Kayla nie daje mi spokoju - zaśmiałam się. w tym momencie przypomniało mi się o mojej przyjaciółce. Nie zamierzam ingerować w jej sprawy, tylko.. boję sie, że nie daj Boże się zakocha w Kevinie. Wiem, że jest uroczy i wgl, ale.. jest z Adamem no! Biedaczyna siedzi w Polsce, gdy jego dziewczyna spotyka się z przystojnym brytyjczykiem.
Właśnie.. za parę dni moja 18-nastka.. podrapałam się po głowie. Ta cała trasa trochę mi przeszkadza.. to ciągłe kontaktowanie się przez skype, telefon. Pamiętaj.. jeszcze miesiąc.. on  przyjedzie razem z Louisem. Westchnęłam. Jeszcze przez chwilę pogadałam z Dan, następnie udałam się do pokoju gościnnego. Dzisiejszą noc spędzam u El. Dobrze, że zabrałam laptop. "Bez Ciebie nie idę" haha.
Szybko go włączyłam i zalogowałam się na czat. Uu.. przy panu Stylesie jest zielona kropka.. ciekawe co u niego słychać. Jeśli jest taki spostrzegawczy, niech sam do mnie zadzwoni. Zaśmiałam się.
Harry.
Przez chłopaków nie mam nawet pięciu minut spokoju! Hazza to, Hazza tamto. Czy nie mogą iść z tymi rzeczami do Liama? W końcu to on jest "Daddy". Koncert w Turynie oczywiście się udał, a ja skonany wygłupami ma scenie "przeczołgałem się" w stronę łóżka. Nie mam zielonego pojęcia która jest godzina u mojego słonka. A może śpi? Włączyłem komputer, nastepnie wszedłem na twittera. Zadania do wykonania: napisać tweet w którym nikt po za mną nie wie o co chodzi, odpowiedzieć paru fankom, dać komuś follow (niech się ucieszy) oraz sprawdzić co słychać w świecie.  Jak zwykle interakcje oraz dm miałem zawalone w wiadomościach od fanów z całego świata. Gdybym miał wystarczająco dużo czasu.. spróbowałbym to ogarnąć, ale mamy wstać wcześnie kolejnego dnia i.. nie ma szans. Po jakimś czasie dostałem powiadomienie na Skype, o tym kto jest dostępny. Przetarłem zaspane oczy. Uu.. chłopaki...
-Aaaaaa! Zabierz to ode mnie! - Czy to był Liam? Odruchowo odwróciłem się w stronę drzwi, które były lekko uchylone.. na wszelki wypadek. Pam pam pam, zgadłem! Zayn znowu gonił biednego Li z łyżeczkami. Czemu on nadal się tego boi? Moją uwagę przykuło.. lub raczej przykuła zielona kropka przy zdjeciu Weroniki. Ile czasu jest dostępna i dlaczego dopiero teraz na to zareagowałem? Potrząsnąłęm głową i nacisnąłem "zadzwoń" będzie bardzo zła?
-No no, po 30 minutach raczyłeś zadzwonić.. brawo Harry! - zaklaskała w dłonie. Ej.. gdzie ona jest? Czy ja o czymś nie wiem? -Chyba jesteś bardzo zmęczony, bo gapisz się przez dłuższy czas w kamerkę..
-Skarbie przepraszam.. gdybyś widziała co się działo na koncercie.. padam z nóg!
-W sumie to.. widziałam.. - powiedziała tajemniczo.
-Co.. gdzie.. jak?! - pisnąłem. Eh.. po tej rozmowie od razu idę spać.
-Emm.. bo obserwuję twoje fanki na twitterze, głuptasie? Co tam się dzieje.. coś mi się zdaje, że nie tylko koncert Cię wymęczył..
-Chłopaków jeszcze rozpiera energia.. mam dość.. a jak ty się czujesz? Oraz mały - uśmiechnąłem się szeroko. Jeszcze trzy miesiące.. i mały będzie z nami!
-Bardzo dobrze.. zaczyna już kopać..
-Oo.. dlaczego nie mogę być z tobą co?
-Czy mozesz dla mn.. dla nas poczekać ten miesiąc? Ile razy będę Ci.. Harry.. a moze pogadamy, np. jutro? Ja widzę jak te twoje oczy się zamykają.. nie chcę się czuć, że przeze mnie nie odpoczywasz.. - spuściła głowę. gdybym był teraz na miejscu, przytuliłbym ją mocno, ale.. ma rację. Muszę zregenerować siły.
-Jeśli tak bardzo chcesz, to pójdę spać.. powiedz mi tylko.. gdzie jesteś?
-U Eleanor.. na jedną noc, jest też z nami Danielle
-Uff.. - odetchnąłem z ulgą -Chciałbym z tobą pogadać..
-Harry.. idź spać.
-Czy to rozkaz?
-Nie drocz się ze mną przez internet ok? Dobranoc - na moment przymknąłem oczy. Gdy je znowu otworzyłem na ekranie było widać rękę Weroniki.
-Dobranoc skarbie..
-Śpij dobrze.. ale jak tylko zobaczę choćby jeden wpis na twitterze.. dzwonię do Louisa.
-Ok ok, już.. mogę nawet przy tobie zasnąć.
-Dobra - czy.. ona się zgodziła? Czyli.. mogę się położyć.. patrząc na swoją śliczną dziewczynę? To mi odpowiada. Wziąłem laptop na drugą poduszkę. Na pewno będę miał kolorowe sny.
Miesiąc później.
-Harry.. Harry.. wstawaj śpiochu! - wrzasnął mi nad uchem Louis. Mruknąłem pod nosem i bardziej wtuliłem się w kołdrę.. -Ale jesteś uparty.. ostrzegałem.. - i w jednej chwili znalazłem się na podłodze. Ten to ma sposoby na pobudkę. Obolały wstałem z podłogi i podeszłem do szafy. Jak mam coś wybrać do ubrania, będąc na pół przytomny? Ojej..
-Która jest godzina.. - przetarłem zaspane oczy.
-Wiesz co.. marsz pod prysznic w tej chwili, bo inaczej nie jedziesz ze mną i nie zobaczysz Weroniki hahah - te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. Jesli tak mamy się bawić.. to jestem na przegranej pozycji. Po 30 minutach byłem już gotowy. Kątem oka spojrzałem na swoją torbę. Wracamy do Londynu.. na 5 dni (tylko tyle Paulowi udało się wynegocjować, choć prosiłem o ciup wiecej) a rzeczy nie muszę właściwie zabierać. Ostatni raz przejrzałem się w lustrze. Jak zwykle bosko Styles.
-Gotowy?- zapytał Louis nerwowo pocierając dłońmi. Ale się denerwował. Nie dziwię się mu, bo od dwóch dni jego dziewczyna jest w szpitalu i w każdej chwili może urodzić. BooBear ojcem. Coś nieprawdopodobnego.
-Liam wychodzimy! - oznajmiłem głośno wychodząc z budynku. No to.. kierunek.. Londyn!
Weronika.
To co się dzieje tutaj.. przerasta moje najśmielsze oczekiwania. Parę dni temu.. siedziałam sobie spokojnie z Eleanor i jak zwykle rozmawiałyśmy o różnych rzeczach, gdy nagle.. złapał ją ostry ból. Jak oparzona zadzwoniłam po Danielle, żeby ją.. a raczej nas zawiozła. I to ma mnie czekać za dwa miesiące? Ok.. boję się. Moje urodziny minęły spokojnie.. było dużo ciasta.. zabawa.. dostałam mnóstwo podarunków, z czego największą ilość stanowiły rzeczy dla.. maleństwa. W końcu też zazdrosny Adam przyleciał do Kayli. Początkowo nie mogli się dogadać, bo.. ktoś (czyli ja) wygadał się mu, że Kay ma mały romansik z Kevinem. Co innego mogłam zrobić? Chciałam ratować związek moich przyjaciół, i jak widać skutecznie. W tym momencie byłam w domu i pakowałam najpotrzebniejsze rzeczy dla Eleanor. Nikt nie wie kiedy nastąpi jej poród, ale wiadomo, że niedługo. Może dziś, może jutro. kto wie.
-Pomóc? - zaoferował Adam. Delikatnie podałam blondynowi pudło. Ugh.. moje plecy.. mały waży już sporo, a i tak jeszcze mogę normalnie chodzić. Tylko mój wzmożony apetyt jest lekko przerażający. Dwa miesiące.. muszę tyle wytrzymać.
-Pojedziesz ze mną do El? - zapytałam.
-A nie czekasz na swojego chłopaka?
-Chłopcy wspominali coś przez skype, że przyjadą od razu do szpitala.. - westchnęłam. Tak bardzo się stęskniłam.
-Ok, to chodź - wziął mnie pod ramię i powoli skierowaliśmy się do auta. Droga przebiegała spokojnie, dopóki nie natrafiliśmy na korek w środku miasta. Po 10 minutach dotarliśmy na miejsce. Normalnie bylibyśmy tam jakieś 5 minut wcześniej.
-Wera! - pisnęła Perrie, która stała przed salą.
-Co ty tutaj robisz? - delikatnie uściskałam dziewczynę.
-Jak widzisz jestem - uśmiechnęła się szeroko. -Dostałam informację, że nasza El dzisiaj rodzi! Nie mogło mnie to ominąć.
-Dlatego zerwałaś się z trasy koncertowej Demi Lovato? Przecież twój zespół jest supportem. - zaśmiałam się.
-Ale dzisiaj mamy dzień wolny.. ej dlaczego lekarze zerwali się do sali szatynki? - zdziwiła się, zwracając naszą uwagę. Byłam zbyt zdezorientowana tym co się dzieje. Krzyki "Ona rodzi!" "potrzebne będzie ceserskie cięcie!" zagłuszały wszystko. Nawet nie zorientowałam się w którym momencie Harry trzymał moją dłoń. Co on tu robi?
-Skarbie, spokojnie, jestem tu.. - dotknął mojego policzka. Czyli to nie jest sen.. Wzięłam głęboki oddech i przytuliłam się do chłopaka. Louis pewnie był.. czy raczej uczestniczył przy porodzie swojego dziecka. Dwa miesiące tak? O boziu..
Następnego dnia.
"Louis Tomlinson został ojcem!" "Piękna Eleanor urodziła mu bliźniaki!" "Fani One Direction typują imiona dla dzieci!" "Directioners pogodzone? Koniec teorii pt. Larry?" Takie nagłówki przeczytałam z samego rana w gazecie. Jeju.. żaden król się nie urodził, a media tak się tym jarają.
Poród mojej przyjaciółki trwał bardzo długo.. tak naprawdę to nawet nie wiem ile godzin. Pamiętam, tylko moment, gdy Lou wyszedł ze łzami w oczach i w kółko powtarzał "zostałem ojcem, zostałem ojcem" Najwyraźniej nie mógł w to uwierzyć. Nasza rodzinka 1D się powiększyła o dwóch członków.. a za niedługo o kolejnego. Jestem ciekawa jak nazwą chłopca i dziewczynkę (ale się złożyło). Niby El chciała dać moje imię.. od razu powiedziałam, żeby dobrze się zastanowiła. Weronika.. nie takie złe.. ale.. są ładniejsze imiona.
-Kochanie na co masz ochotę? - zapytał Hazza szukając czegoś w szafce.
-Hmm.. mamy ochotę na naleśniki - pogłaskałam juniora. Na razie tak go nazywam. Po chwili poczułam na brzuchu ręce chłopaka.
-Mocno kopie?
-Nie az tak, ale daje o sobie znaki.. - zachichotałam, a Harry zajął się robieniem śniadania.
Gdyby tylko mogłoby być tak codziennie...



A co wydarzy się później? Tego dowiecie się w rozdziale 33, który byc możliwe ukaże się jeszcze do piątku.
Sama siebie zaskoczyłam kończąc wczoraj pisać ten rozdział. Myślałam, że do czwartku sie nie wyrobię, a tu proszę.. 
Nie wiem czy ten rozdział się udał, bo akcja strasznie przyspiesza, a do końca opowiadania zostały tylko 3-4 rozdziały prawdę mówiąc..
Co do następnego.. mam nadzieje, że się zdążę z napisaniem go do piątku, bo.. od soboty zaczynają się ferie w moim województwie.. 
No nic.. 
Trzymam kciuki, że mi sie uda :)

środa, 5 lutego 2014

Rozdział 31 - Tęsknota, wakacje i.. już niedługo?

5 miesięcy później.
Ten czas tak szybko leci. Już jest czerwiec tak dokładnie to końcówka.. a ja z Eleanor chodzimy z brzuszkami. Podobno ma termin rodzenia już za miesiąc. Nawet nikt nie wie jak się ucieszyłam, że przybyło mi te pare kilo. Niby nic, ale.. jednak coś. No i.. jest znana płeć dziecka. Będziemy mieli.. chłopczyka! Reakcja Harrego - bezcenna. Cały dzień chwalił się, że na świecie pojawi się mały Styles. Normalnie Euforia. Ale teraz.. nie przebywamy razem, ponieważ ruszyła trasa koncertowa "Where we are". Chłopcy aktualnie koncertują w Europie. Codziennie rozmawiamy przez skype, choć i tak.. tęsknota jest duża. No cóż.. takie mają życie, nic nie mogą zmienić.
Ja jak zwykle siedzę teraz na balkonie naszego domu i czytam książkę. Naprawdę się wkręciłam w to czytanie. Ale jeśli.. twój chłopak jest w trasie koncertowej, a ty musisz zostać w domu ze względu na ciążę? Bywają gorsze momenty..
Na całe szczęście za kilka godzin przyleci Kayla. Tak dawno nie widziałam przyjaciółki, no.. od momentu mojego wyjazdu. Niechętnie wstałam z leżaka. Oj.. mały przybierasz na wadze, a mi się coraz ciężej chodzi. W dodatku mój apetyt jest większy i miewam różne zachcianki.  - zaśmiałam się sama do siebie. Schodząc na dół usłyszałam dźwięk komórki. Pewnie Harry wysłał sms'a. Pokręciłam głową. Przecież.. dzisiaj jest ta transmisja koncertu w Milanie, tak? Chociaż w ten sposób zobaczę go na żywo. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Jeśli to znowu Kevin, pytający się o moje samopoczucie, nie ręczę za siebie. Dobry jest z niego przyjaciel, ale.. nie potrzebuję niańki. W końcu.. za miesiąc skończę 18 lat. Czuję się tak staro..
-Hej, hej ! - powiedziała radośnie blondynka, gdy otworzyłam drzwi. Caroline.. nasza sąsiadka, która co jakiś czas przynosiła różne rzeczy. -Mam coś dla Ciebie.. trzymaj - wręczyła mi torbę.
-Ale co to jest?
-W domu obejrz sobie na spokojnie, ja lecę po brata. Na razie!
-Pa.. - podejrzliwie spojrzałam na torbę. Nie.. nie otworzę tego. Poczekam na Kay. Głośno westchnęłam, ale na moje nieszczęście musiałam zawrócić. Kto to może być znowu? Ugh..
-Łoo.. nie poznaję Cię.. jesteś nie w sosie czy jak? Zawsze cieszyłaś się na mój widok.. ale Ci brzuch urósł!
-Też Cię miło widzieć Kay - uśmiechnęłam się i delikatnie uściskałam przyjaciółkę. Pomarańczowe końcówki włosów? Czego ona nie wymyśli. Wzięłam od niej jedną walizkę i poszłyśmy do góry. Znowu mogłyśmy spać razem w jednym pokoju. Z tej okazji Kevin pomógł mi wczoraj wstawić łóżko. Szczerze.. nie wiele się zmieniła. No może trochę podrosła i schudła. Związek z Adamem.. wpływa na nią zadziwiająco dobrze. Tylko.. czy ja mam już kłopoty ze wzrokiem? Nie zauważyam, że Kayla zawsze musi mieć coś z logo The Wanted. Jej obsesja jeszcze nie minęła.
-Mam dla Ciebie złe wieści.. - powiedziała gdy usiadłyśmy w salonie. -Chyba, że już wiesz..
-Ale o co chodzi?
-O TW..
-I? - od jakiegoś czasu naprawdę nie ogarniam.. czy może mówić trochę jaśniej?
-Miesiąc temu zawiesili działalność.. no jak tak można! Ja się czuję jakby zespół się rozpadł! Mam szukać teraz nowego? Niee.. - zawiesiła głowę w dół. Jasne, wiedziałam o tym. Jak na twitterze się obserwuje ich.. to oni już w styczniu coś pisali o "przerwie" po trasie koncertowej, która zakończy się w maju. Mały cios dla Prisionerskiego serca.
-Jeśli mogę Cię jakoś pocieszyć.. jest taki nowy band.. czterech chłopaków, zaczynali coverując piosenki Taylor Swift, 1D..
-Jak się nazywa? - czy ona płacze? Boże.. to ja powinnam być rozemocjowana, a nie na odwrót.
-The Vamps.. powinnaś kojarzyć gdy pisałam Ci o coverze do "Walks like Rihanna".. nie smutaj mi tu! Przyjechałaś na wakacje, powinnaś się cieszyć! A swoją drogą.. poznaj Stylesa juniora, który przyjdzie na świat za okrąglutkie 4 miesiące - zasmiałam się. To zawsze Kay była osobą, która mnie pocieszała. Widocznie dzisiaj role się zamieniły.
-Już jesteś w piątym miesiącu? Ale ten czas leci.. czy są szanse, że oprowadzisz mnie po.. części Londynu? - spojrzała w stronę okna.
-Nie wiem czy wiesz, ale mój chłopak jest w znanym na całym świecie boybandzie i.. jestem rozpoznawalna..
-Czyli z wycieczki nici?
-Nie mówię, że nie! Zadzwonię po mojego przyjaciela, z chęcią pomoże.
-Aa kiedy mógłby mnie zabrać? - w jej oczach pojawił się promyk radości.. jeśli tak to mogę ująć.
-Ejejej.. spokojnie, najpierw muszę się skontaktować z Kevinem, potem Ci powiem, ok? A teraz opowiadaj co ciekawego mnie ominęło w Gdańsku podczas nieobecności - I się rozgadałyśmy. Kayla wspominała, że taka laska ze szkoły, która gnębiła innych w końcu wyleciała. Z ulga odetchnęłam. Może mi nie dokuczała, ale.. trochę się jej bałam. Ktoś mógłby wypowiedzieć źle jedno słówko i.. przechlapane. Na całe szczęście jej rządy zostały obalone. Podobno Adam zawalił próbną maturę.. taką pisaną rok przed. Ta.. on i nauka.. raczej jego świat kręci się wokół blondynki.
O godzinie 16 udałyśmy się na małe zakupy. To była moja mała rekompensata za to, że nie mogę jej zabrać gdzieś indziej. Podczas drogi co chwilę wybuchałyśmy śmiechem. Jak za starych dobrych czasów.. chociaż.. działo się tak pół roku temu. Zleciało się niewiadomo kiedy. Lekko zmeczone wyprawą do super marketu (a kupiłyśmy naprawdę sporo rzeczy.. może trochę aż za dużo..) wróciłyśmy do mieszkania. O ile mam dobrą pamięć to koncert One Direction w milanie zaczyna się o godzinie 20.. czyli jak patrząc na strefy czasowe, których nie do końca ogarniam.. we włoszech jest godzina do przodu, więc.. o 19:00 trzeba mieć włączony telewizor. Ciekawe co porabia Hazza.. w prawdzie zobaczę go za 60min, ale.. tęsknię.
Harry.
Odkąd ruszyliśmy w trasę nie widywałem się za często z Weroniką. Rozmawialiśmy codziennie przez skype, także na koncertach w UK była obecna. Jeszcze ten jej brzuszek.. nasze maleństwo rośnie i rośnie. Niedługo ujrzy nasz świat. No właśnie, jeśli o dzieciach mowa...
Przez całą dzisiejszą noc aż do 4:oo nad ranem.. cała nasza czwórka musiała wysłuchiwać rozmowę Louisa z Eleanor. Jego dziewczyna rodzi za dwa miesiące. O ile się nie mylę, to Lou będzie puszczony na poród. Ja pełnoprawnym ojcem zostanę jakoś w październiku.. chyba miesiąc przed ślubem Zayna i Perrie. Tylko, że.. jest jedno małe ale..
Zeby Wera była na zawsze moja.. trzeba wyjść z pewną inicjatywą. Rozmyślałem nad tym.. najlepszy moment będzie..
-Chłopaki, jedziemy teraz na próbę, macie 15minut na ogarnięcie się, jasne? - Paul jakby znikąd wpadł do pokoju, a następnie szybko z niego wyszedł. Ach ta trasa po stadionach.. najlepsza rzecz jaka mogła nas spotkać! Spiewanie dla tylu tysięcy fanów.. czysta adrealina. Przygotowując się do wyjścia, wystąpiły małe przepychanki. A to Niall nie mógł znaleźć buta, Liam nie wiedział gdzie położył telefon. Nasz menager wkurzony znajdował wszystko raz dwa.
~*~
-Na początek śpiewacie Up All Night, Kiss You, a następnie jedziemy z piosenkami z trzeciej płyty, kumacie? Ok.. ustawcie się, przećwiczcie.. te utwory. - wskazał na Story of my life, Little white lies i Happily. Musimy je trochę dopracować. W czasie przerwy sprawdziłem wiadomości. Stan konta.. promocje w Orange.. jest! Weronika napisała, że przyjechała do naszego mieszkania jej przyjaciółka oraz.. będzie oglądała koncert transmitowany na żywo. Byłem tym strasznie podekscytowany. Hmm.. zjadłbym.. mandarynkę albo jakiegoś banana.
-Pamiętajcie.. dajcie z siebie wszystko, bo po raz pierwszy, nie dość, że oglądają was fani tu na stadionie, to też w telewizji.. powodzenia - rzucił nam Paul. Słońce.. chociaż ty mnie zobaczysz..
Weronika
Zaczyna mnie łupać w krzyżu.. według El to dobre znaki.. niestety.. ja to muszę znosić. Czym prędzej popędzałam Kayle, żeby się pospieszyła z tym jedzeniem do salonu, bo a) jestem głodna, b) zaraz zaczyna się koncert!
-No już.. pali się czy jak? - usiadła z paczką chipsów, którą zaraz jej wyrwałam. - Ej!
-Pan Bóg kazał się dzielić.. oo patrz! - powiedziałam z pełną buzią. Nie wiem.. czuję się jakbym pierwszy raz widziała.. Harrego w tv.. no nie dosłownie. Cała piątka radoście wskoczyła na sceną i zaczęło się show. Dziewczyny na stadionie szalały, przy dźwiękach kolejnych utworów. W pewnym momencie światła zostały skierowane na Louisa i Hazzę. Były słyszalne piski typu "Larry!" itd. Pokręciłam głową. Moje chwilowe zamyślenie przerwał głos Harrego z telewizora.
-Razem z Lou chcielibyśmy zadedykować kolejną piosenkę naszym dziewczyną..
-Ekhem, ja mam narzeczoną - szturchnął go Tommo.
-Ej. zepsułeś.. - oburzył się Loczek, a cały stadion oraz my się śmiałyśmy.
-W każdym bądź razie.. "You and I" jest specjalnie dla Eleanor i Weroniki. Kochamy was dziewczyny.
Łzy stanęły mi w oczach. Obiecałam sobie, że nie będę płakać.. myliłam się. Ten gest.. przecież ogląda ich parę milionów.. a tu.. takie coś. W dodatku ta piosenka.. uwielbiam jej tekst. Jest taki prawdziwy. Przytuliłam poduszkę bardziej. Niedługo się zobaczymy w realu. Gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki szepnęłam do maleństwa.. słuchaj uważnie.. tatuś zaraz będzie śpiewał.
"You and I, we don't wanna be like them, we can make it 'till the end, nothing can come between ,You and I, not even the Gods above, can seperate the two of us, no, nothing can come between ,You and I..."
Nie chcemy być jak oni.. razem możemy doprowadzić to do końca.. nic nie może nas rozdzielić.. nawet bogowie nad nami..
Po prostu się popłakałam. Te.. znaczenie.. nie ma słów, żeby opisać tę piosenkę. Według mnie ta i "Half a heart" są.. najlepsze. Kayla widząc moje poruszenie mocno mnie przytuliła. Teraz będzie mi potrzebne jej wsparcie.. inaczej nie dam sobie rady. Oglądając występ chłopaków, dało się zauważyć zaangażowanie. Robili to co kochają. Idąc do X Factora od samego początku wiedzieli na co się piszą. Tak samo ja.. pojechałam z mamą do Londynu i proszę.. przebieg zdarzeń może się zmienić w każdej chwili.
W pewnym momencie zorbiło mi sie strasznie duszno. Miałam dreszcze, ręce mi się trzęsły.. spanikowana spojrzałam na Kay.
-Zadzwoń po Kevina, natychmiast - wysapałam. A jeśli coś się dzieje z dzieckiem? Nie, tylko nie to!
10 minut później jechaliśmy do szpitala. Tam przyjęli mnie na obserwację. Nerwy z każdą chwilą narastały. Nie denerwuj się.. pamiętaj, masz być silna.. jeżeli nie dla siebie, to chociaż dla Harrego.. - powtarzałam sobie w myślach. Po kilku minutach na salę wszedł lekarz. Ciekawe co się ze mną dzieje.
Kayla.
Siedziałyśmy sobie przed telewizorem, oglądałyśmy koncert 1D.. których.. przez Were polubiłam. Ta dedykacja bardzo nią poruszyła. Sama świetnie rozumiałam sens słów. Coś tam o nie rozdzieleniu.. chyba tak. Gdy tylko wróciłam z toalety zastałam szatynkę bladą jak ściana. Szybko kazała mi zadzwonić do Kevina (który swoją drogą ma pokazać mi Londyn.. dałabym sobie radę, ale potrzebuję przewodnika). Najgorzej z nią było w szpitalu. Zdawało sie, że powoli.. odpływa? Zaczęłam krzyczeć, żeby coś zrobili, bo przecież ona jest ciąży! Na ludzie.. żeby tak ignorować niektóre sprawy? Poplątany jest ten świat, naprawdę. Kiedy doktor wszedł do jej sali chodziłam w tę i spowrotem. Boję się o nią.. mam nadzieję, że nic jej nie jest. Trzymam kciuki.. może wszystko gra?
Bzzzz.. bzzzzz.. - ała! Podskoczyłam jak poparzona. Zapomniałam, że w tylnej kieszeni spodni mam komórkę Weroniki. To bolało..
Jedno spojrzenie na numer dzwoniący sprawił, że ja też poczułam się słabo.. jej chłopak.. o fuck. Czy nie może być jeszcze gorzej? Pfuu..
Niepewnie odebrałam.
-Halo? - błagam rozłącz się, błagam rozłącz się..
-Weronika? - odezwał się Harry. Grr..
-Nie, tu Kayla emm..
-A mogłabyś mi ją dać, mam teraz przerwę i chciałbym z nią porozmawiać.
-To raczej.. niemożliwe - przygryzłam wargę. Jak ja nienawidzę sytuacji w których muszę coś wyjaniać.. ratujcie mnie!
-Coś się stało? Jak tak, to mów mi natychmiast! - on chyba podniósł ton głosu.. jest lekko zdenerwowany. Ale jak ja mam mu to powiedzieć..
-No.. ee..
-Kayla, mów co się dzieje..
-Ona.. zasłabła.. jestem razem z nią w szpitalu.. - ręka mi się trzęsie.. co ten stres ze mną wyprawia!
-J..jak to w szpitalu..
-Koleś wyluzuj.. lekarz ją w tym momencie bada.. dam Ci znać jak czegoś się dowiem, ok? Zmykaj lepiej na scenę, bo zaczną bez Ciebie - zachichotałam. Lubię innym dokuczać.. przynajmniej przygryzając.
-Ale zadzwonisz tak? - wystraszył się czy jak? aa.. też bym się tak zachowała na jego miejscu.
-Zadzwonię, obiecuję - kliknęłam na czerwoną słuchawkę i usiadłam na krześle. Ile czasu ją bada ten facet? Czy aby nie za długo?Jakby na moje zawołanie lekarz wyszedł. Ja i to wyczucie sytuacji. Jestem genialna! Ah to samouwielbienie. Czym prędzej wstałam i podeszłam do niego.
-I co z nią? - mów jak najszybciej, bo jak nie..
-To zwyczajne podwyższenie ciśnienia.. ze wzgledu, że stanowi to małe ryzyko dla zdrowia jej oraz dziecka przez dzisiejszą noc i następny dzień zostanie na obserwacji. - Pff.. fajnie.. a co mam robić? Chyba mogę do niej wejść..
Bez zastanowienia pchnęłam drzwi. Oo.. jak mi przykro, że muszę przebudzić przyjaciółkę. Zadam jej małe pytanie.. nic więcej.
-Co tu robisz? - zapytała zasnapym głosem.
-Jak widzisz jestem. Słuchaj.. musisz tutaj na trochę zostać..
-Kiedy mnie wypiszą?
-Jutro po południu.. pytanie mam. Gdzie będzie mój nocleg? Bo sama nie będę w tym twoim gigantycznym mieszkaniu.. moja wyobraźnia zbyt mocno pracuje gdy jest ciemno.
-A mogłabyś pójść do Kevina na tą noc? - rozejrzała się po pokoju. -Dzwonił Harry?
-Tak, wszystko mu powiedziałam, nie martw się.. przed chwilą nawet napisałam mu sms, że z tobą jest ok i zostajesz tu na jeden dzień.
-Kochana jesteś.. Kevin! - pisnęła gdy przez drzwi wszedł chłopak o kruczoczarnych włosach. Wcześniej w aucie nie przyjrzałam się mu. -Byłbyś takim dobrym przyjacielem i czy mógłbyś przygarnąć Kay na tę noc?
-Nie ma sprawy - uśmiechnął się do mnie. D..dlaczego policzki zaczęły mnie piec? Dziewczyno, opanuj się! Masz chłopaka.. -To co idziemy?
-J..jasne, Wera trzymaj swoją komórkę.. już więcej jej nie wezmę.
-Dlaczego? - zaśmiała się.
-Bo masz za ostre wibracie siostra - jeszcze delikatnie ją przytuliłam i ruszyłam za czarnowłosym. Poraz pierwszy się czegoś.. a raczej kogoś boję..
Weronika.
Minęło kilka dni. Powodem mojego podwyższonego ciśnienia krwi było.. no sama nie pamiętam. Lekarz wspominał, ale.. chyba wtedy nie dokońca kontaktowałam. Grunt, że mi i dziecku nic nie jest. Przez moją chwilową nieobecność.. a także małą wycieczkę po Londynie, Kevin i Kayla.. zbliżyli się do siebie.. nawet.. jest pomiędzy nimi.. przyjaźń? Nie wnikam.
Zrelaksowana siedziałam na fotelu i rozmawiałam z Hazzą przez skype. Dzisiejszy koncert jest W Turynie.. czyli nadal jeżdżą po Włoszech. Za 9 dni.. będę miała 18 lat. Gdybym była taką zwykłą nastolatką, to na pewno była by jakaś impreza.. niestety.. ja taka zwyczajna nie jestem. Raczej to będzie bardziej takie spotkanie towarzyskie. Osiemnaście lat.. a 3 miesiące później.. potrząsnełam głową.
-Kochanie o czym myślisz? - odezwał się Harry i przybliżył się do kamerki.
-W zasadzie.. o każdej możliwej rzeczy.. szkoda, że nie mozesz być na moich urodzinach.. - zrobiłam niezadowoloną minę. Akurat był tak daleko..
-Takie jest życie gwiazdy.. sam nie decyduję gdzie gram koncerty.. ej uśmiechnij się, dla mnie! Za niedługo mam próbę.. i chyba zaraz muszę kończyć.. - obrócił się tyłem i.. o ile dobrze zauważyłam, to na korytarzu przebiegł Niall a za nim Zayn. Nawet gadając ze mną Hazza nie zamyka drzwi? A może.. gorąco mu? Nie wiem, ale akurat ta sytuacja wygladała zabawnie, bo zachichotałam.
-Ok, ogarnij tę bandę i.. widzimy się za miesiąc tak? Jak Louis przyleci do El.. zabierzesz się z nim? - Mamy już lipiec a Eleanor ma termin na sierpień..
-Jasne, że tak. Skarbie.. widzimy się wieczorem?
-Jak nie zasnę - zaśmiałam się.
-Kocham Cię - posłał mi buziaka i pomachał.
-Ja Ciebie też.. - zamknęłam laptop. Uh.. zasiedziałam się. No.. rozmowa, która trwa ponad godzinę, a przy tym jest brak ruchu.. przynosi negatywne skutki. Gdy byłam w kuchni i robiłam sobie coś do przekąszenia dobiegły mnie śmiechy Kayli i Kevina. Ej.. ja serio się boję o jej związek z Adamem. Nawet ostatniego telefonu nie odebrała. Wzruszyłam ramionami. Kiedyś prawda wyjdzie na jaw.
-Hej, Wera za niedługo wychodzimy na małą imprezę.. nie obrazisz się jak.. - blondynka spuściła głowę. Nie powiem, żeby jej japonki były bardzo interesujące..
-Nie martw się.. Danielle przyjeżdża po mnie i jedziemy do Eleanor.. baw się dobrze. Wieczorem pogadamy.
-Serio? Jesteś kochana! Jutro się nigdzie nie ruszam z domu, ok? - zapytała uradowana. Zgodziłam się. Nie mając nic do roboty poszłam do sypialni po kolejną książkę. Ciekawe jak trzyma się dziewczyna Louisa.. podobno ma obawy co do szpitala.. te niektóre fanki zarzucają jej, że ma dziecko z kimś innym, a nie z Lou. Podziwiam ją.. tylko.. czasami pod falami tych hejtów.. często płakała. Być może dlatego na twitterze nie bywam tak często..
-Weronika, jesteś? - krzyknęła na dole Dan.
-Już idę! - odpowiedziałam, wzięłam komórkę i ruszyłam na dół.
A teraz kierunek : dom El.


Co się wydarzy u Eleanor? Czy może to zdarzenie odmieni losy głównych bohaterów? tego dowiecie się w rozdziale 32, który ukaże się w czwartek za tydzień!
Nie wiem jakim cudem napisałam ten rozdział, ale.. dopiero w poniedziałek wpadł mi pomysł, bo przez cały weekend siedziałam i myślałam nad akcją.. no i.. po raz pierwszy pojawia się perspektywa Kayli.. (trzeba czasem coś dodać)
Kolejny rozdział dodaję.. trochę późno, ale to jest spowodowane tylko tym, że w technikum jest masa nauki.. masakra.. ja się dziwię, że znajduję czas na komputer :D
Trzymajcie się do następnego :]
Szablon by S1K