Statystyka

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 28 - Wypadek..

Czułam się w jak najprawdziwszym koszmarze. Panował zamęt, panika, a ja byłam uwięziona w aucie. Pomocy!! krzyczałam na cały głos. Czy ktoś mnie do jasnej cholery widzi? Oczywiście, że nie. Przyciemnione szyby. Ludzie no.. przesuńcie się chociaż. A jak to Harrego zastrzelili? Nie, nie jeszcze raz nie. Tylko jak mam się stąd wydostać?! Myśl Weronika.. rozejrzałam się po samochodzie. Tutaj nie ma niczego, zebym mogła się wydostać. W witrynie zobaczyłam przerażoną twarz Horana. od razu chwyciłam za komórkę. Pięć sygnałów i nic. Trzymajcie mnie! Nerwy mną porządnie miotały. Zostało mi tylko napisanie do Louisa. Może on jedyny wie co się dzieje.

Czyli.. przez głowę przechodziły najczarniejsze scenariusze. Boże.. miej go w swojej opiece. Zdesperowana zaczęłam walić pięścią w szybę. Nagle.. pojawiła mi się myśl. Jeśli to rozbiję.. będę wolna. No i co, że rozwalę sobie dłoń. Tam coś się dzieje! Ludzie płaczą i zero reakcji. A jeśli ktoś zginął? (pffu) No to na trzy.. raz.. dwa.. trzy! Ból był niemiłosierny, ale przed moimi oczami wszystko się rozsypało w kawałki. Wygramoliłam się na chodnik i zaczęłam biec. Musiałam się przepchać, żeby dobrze widzieć.
-Szukajcie tą Weronikę! On potrzebuje ją, szybko! - m..m.. moje imię.. o nie. Przyspieszyłam.
I.. zamarłam. Zaczęłam krzyczeć, żeby wezwali karetkę. Byłam roztrzęsiona. Jak te debilki mogą spokojnie stać, gdy ich.. idol został ranny?! Nawet nie zdążyłam chociaż dotknąć Harrego, gdy przyjechała karetka i lekarze kazali wszystkim oddalić się. Widziałam tę ranę.. była tak blisko serca. Oczy Hazzy.. przepraszająco patrzały na mnie. To ja powinnam go przeprosić, ze go zostawiłam. To on wtedy szedł do mnie. Ktoś.. postanowił się zemścić. Ale kto normalny postrzela chłopaka w biały dzień?! Nie wiem, ale.. zaczęło mi się kręcić w głowie. Usiadłam na chodniku. Dlaczego ja nie byłam na jego miejscu? Za mną nie tęskniłby cały świat. Nie jestem nikim ważnym. Tak bardzo teraz chcialam, żebym to była ja. Poświęcenie się dla miłości.. to jest dopiero coś.
Ukryłam twarz w dłoniach. Eh.. zapomniałam, że leci mi z prawej krew. Po chwili.. otarłam łzy i zaczęłam biec. W końcu zabrali go do szpitala. Nie wiem którego, ale znajdę.
Co chwilę się potykałam o własne nogi, ale nie dawałam za wygraną. Kiedy tylko dotarłam do pierwszego, okazało się, że trafnie.
-Przepraszam, tu przywieźli Harrego Stylesa i..
-Żadnych informacji nie mogę udzielić.
-Jestem jego dziewczyną.
-Tak jak każda inna fanka, żegnam panią.
-P..proszę mi pomóc.. - spusciłam głowę. Jestem już skonczona tak? Jakby na "zbawienie" do recepcji wpadła reszta zespołu. -Oni mnie znają, proszę.. mój.. ja go bardzo kocham.. - po raz kolejny się rozkleiłam. Po krótkiej rozmowie pielęgniarka wskazała nam pokój w którym znajduje się Loczek.
-Prosze wchodzić pojedyńczo - uprzedził nas lekarz dyżurujący.
-To może niech Wera pierwsza wejdzie - powiedział Liam i uśmiechnął się lekko do mnie.
-Dziękuję  - szepnęłam i popchnęłam drzwi. Weszłam do niedużej sali ze sprzętem. Na przeciwko.. leżał Harry poprzypinany do wielu kabelków. Cały czas pikała maszyna, która kontrolowała pracę jego serca. Nie wiedziałam co zrobić. Po prostu usiadłam na krzesełku obok niego. Wdech wydech.. wdech.. wydech. Jest źle. Bardzo źle.
 Miał zamknięte oczy. Delikatnie ścisnęłam jego dłoń. W myślach pomyślałam.. wszystko będzie dobrze. Już niedługo z tego wyjdziesz. Po chwili poczułam, że odwzajemnił mój uścisk i otworzył powieki. Nie było już tego samego blasku w szmaragdowych tęczówkach co wcześniej. Lekko się uśmiechnął.
-Proszę Cię nie płacz - wychrypiał. Ale moment.. co się stało z jego głosem. Zdaje mi się, że ledwo co mówi.
-Będę.. to nie miało się stać..
-Nie obwiniaj siebie. Możliwe, że ktoś od dawna planował.. nie mogę.. - było widać, że Harry z trudem wypowiadał kolejne słowa. Pokręciłam głową żeby nie mówił już nic. Przecież nie wiem co mu się dokładnie stało. Z nadzieją wpartywał się we mnie. Czemu ja w takich sytuacjach nie wiem co robić? Nie wytrzymałam.. łzy pociekły mi po policzkach i delikatnie przytuliłam go.
-Będzie dobrze.. - szepnęłam. Potarł lekko moje plecy.. a jeśli ten wypadek przeszkodzi mu w karierze? Za trzy miesiące lub cztery rozpoczyna się trasa "Where we are".
Nagle ciszę przerwał ostry kaszel Harrego. Maszyny zaczęły dziwnie piszczeć, więc wybiegłam z sali i zaczęłam wołać lekarza. Co do jasnej cholery się znowu dzieje?! Nie wiadomo z jakiego powodu zaczęłam się trząść. Chłopcy zaciągnęli na krzesła i próbowali uspokoić. Ja.. nigdy nie znajdowałam się w takiej sytuacji. Świadomość, że mogę stracić najważniejszą osobę w swoim życiu dobijała mnie najbardziej. Najgorszym widokiem było to, jak zabierali Hazzę na blok operacyjny. Mogę przysiądz, że wyglądałam jak wariatka, bo przez cały czas krzyczałam. Na tę sytuację Zayn razem z Liamem zaprowadzili mnie do samochodu Louisa. Na nic.. dalej panikowałam. Po wzięciu kilku głebokich oddechów oraz w oczekiwaniu na Lou przejrzałam wiadomości sms w komórce. Parę było od Kay.


chwilę później rozmawiałam z przyjaciółką. Opowiedziałam jej o tym zdarzeniu. Czemu jak wszystko jest dobrze, zawsze musi się coś psuć. Kayla próbowała mnie pocieszyć, ale wątpię żeby mój humor miał zamiar się zmienić. Jestem smutna, zdołowana, zła.. zero radości, kompletnie nic. Z czego mam sie cieszyć? Że kurde ktoś zrujnował Harremu karierę i może już nigdy nie zaśpiewa? Przecież słyszałam! On nie mógł spokojnie mówić. To tak jakby.. każdy wyraz.. był ciężki.. nie do przebicia.
Nerwowo zaczęłam stukać palcami. Ile czasu mam na niego czekać? Jak na moją odpowiedź Tommo wsiadł do auta.
-No co tak długo? - zapytałam. Nie będzie miła atmosfera.
-Czemu usiadłaś z tyłu? Wolne jest..
-Uwierz mi, że nie chcę.. - odparłam, a chłopak ruszył. Byłam zdezorientowana, gdy minęliśmy mój dom. O co chodzi? -Gdzie jedziemy? -czy to porwanie? Ugh.. jasne, że nie, tylko jestem tak zmieszana i czuję się jakbym była w horrorze! To wszystko mnie wykańcza...
-Do mnie. Nie pozwolimy tobie siedzieć samej w tak dużym domu.
-Nie okaleczam się i w ogóle.. więc w czym problem?
-Słuchaj.. (zatrzymał się na parkingu) wiem, że przechodzisz teraz ciężki okres. Twój chłopak, a mój przyjaciel został ciężko ranny. Mi też nie jest łatwo. Jesteśmy jak bracia, a gdy dowiedziałem się, że omal nie dostał kulą w serce.. - w tym momencie przerwał. P..prawie w serce? Dzięki Ci Boże, że ocaliłeś tego chłopaka od śmierci. Szybko pokręciłam głową, żeby odgonić gromadzące się łzy. Jednak dobrze, że Tomlinson postanowił przygarnąć mnie na jakiś czas. Może po rozmowie z Eleanor.. trochę się uspokoję. Czuję sie jakby.. dla mnie już nie było ratunku..

(perspektywa Louisa)
Nie mam zielonego pojecia jak doszło do tego zdarzenia. To był zwyczajny wypad do kawiarenki. Mieliśmy tylko kupić coś do żarcia, a potem na basen. Paul nas ostrzegał, że jeśli wybieramy się sami, to mogą być kłopoty. Niestety nie przewidzieliśmy tego..
Najdziwniejsze było to, że gdy dowiedzieliśmy się, że nie ma szans na wydostanie się, to Harry i Zayn wpadli na pomysł "dopchamy się do samochodu, będzie dobrze" Ale czy wiedział o tym szaleńcu, co go prześladuje od roku? No właśnie. Jedno zranione serduszko nastolatki i już nie mógł się czuć bezpieczny. Co za..
Rozumiem.. Hazza jak najszybciej chciał się dostać do Weroniki, ale to było chore! Zamknęliśmy ją tak? Jest mądrą dziewczyną, a w dodatku są od tego sms. Napisałaby, gdyby coś się działo.
Jak siedzieliśmy w tym sklepie.. nie słyszęliśmy huku. Zorientowaliśmy co się dzieje, po mojej rozmowie sms z Werą, oraz po panice naszych fanów. Nie zważałem na to, że muszę się przepchać przez tłum. Kiedy tylko zobaczyłem Loczka trzymającego się za klatkę piersiową wrzasnąłem, żeby wszyscy się odsuneli. Niall zadzwonił na pogotowie. Patrzyłem prosto w przerażone oczy mojego najlepszego przyjaciela. Szok.. jedyne słowo opisujące idealnie to zajście. Do przybycia karetki pomagałem zatamować mu krwotok. Moje ręce były w jego krwi.. Cały czas szeptałem.. Boże.. nie odbieraj mi go, nie teraz. Na nasze szczęście został szybko zabrany na pogotowie. A nas? Paul, także kilkoro innych ochroniarzy zabrali do jakiegoś pomieszczenia. Menager powtarzał, żebyśmy byli silni. Mamy udowodnić światu, że staramy się nie załamać. Ale ja tak nie mogłem! Zatelefonowałem do Eleanor. Byłem roztrzęsiony, chociaż tak bardzo nie było tego po mnie widać. Kazałem jej na wszelki wypadek przygotować miejsce dla dziewczyny Harrego. Nie chciałem być w jej skórze. Kiedy wpadliśmy do szpitala zobaczyliśmy płakającą brunetkę. Wybita szyba w aucie, zakrwawiona ręka. Takim oto sposobem musiała się wydostać...
-Louis.. przynieś mi apteczkę z łazienki, dobrze? - poprosiła mnie El. Niechętnie podniosłem się z kanapy. Zdaje mi się, że w kółko analizuję to co się stało. Zbyt łatwo wpadam w stan zamyślenia. Przechodząc obok kuchni, widziałem jak bardzo jest pokaleczona dłoń 17-latki. To musiało boleć.
-Proszę - odpowiedziałem podając pudełko. -A właściwie.. jak ty to rozbiłaś? - te pytanie nurtowało mnie od dłuższego czasu.
-Ja.. no nie wiem.. bardzo chciałam się wydostać.. jeszcze.. te omamy, że Harry.. - spuściła głowę. Też bym o tym nie rozmawiał.
-Rozumiem, ale.. my się tobą zaopiekujemy, wszystko będzie dobrze. W końcu masz naszą trójkę tak? - po tych słowach dziewczyna wysiliła się na lekki uśmiech. -Uwaga.. jam jest Louis Tomlinson i nikt nie ma prawa się smucić, jasne? - pogroziłem palcem, następnie dziewczyny zachichotały.
-.. macie już imię dla dziecka?
Oo.. pytająco spojrzałem na Eleanor. No..ee.. ja jeszcze nie wiem..
-Jak bedzie blizej porodu - dziękuję! Podeszłem do narzeczonej i pocałowałem ją w policzek. Uratowała mnie przed odpowiedzią.
30 minut później oglądaliśmy telewizję. Takie nudy, że masakra. Skakałem z kanał, na kanał. Nie ma nic ciekawego do ogladania.
-Czekaj! - pisnęła Wera, gdy akurat był kanał informacyjny. -Mówią o Harrym.. -Złapałem mocno El za rękę. Proszę o dobre wiadomości..
"Dziś około godziny 13:00 na ulicy Klinginton doszło do strasznego wypadku! Członek boy bandu Harry Styles został postrzelony, podczas próby przedostania się do auta. Według wstępnych informacji, napastnik to nie jaki Bill Summer, ojciec młodej aktorki Clary S . Jak wiadomo, jeszcze niecałe dwa lata temu Styles i Summer tworzyli niemal idealną parę. Od czasu ich zerwania parę razy członek 1D uszedł z życiem. Ale tym razem sprawca został ujęty, trafił do aresztu. A co z poszkodowanym? Czy jego kariera jest już skończona i być może nigdy nie zaśpiewa? W najbliższym czasie postaramy się was o tym poinformować. A teraz The Vamps..."
-Mają go.. nie zagraża już Harremu. Boże.. - Weronika popłakała się na kanapie. Szybko podeszłem do niej i przytuliłem. Każdemu z nas przyda się teraz wsparcie.
Tylko.. co mamy robić dalej? Około godziny 20:00 napisałem do Zayna. On nadal siedział w szpitalu.



Wchodząc na górę po schodach w pokoju gościnnym zauważyłem dziewczyny. Drzwi były lekko uchylone, więc trochę podsłuchałem ich rozmowę. Głównie Eleanor pocieszała załamaną Werę. Wiele razy padło imię mojego przyjaciela.
No właśnie.. trzeba do niego jechać. Moment.. ma mieć operację. Podrapałem się w głowę i skierowałem w stronę sypialni. Mała drzemka nigdy nikomu nie zaszkodziła. Ustawiłem sobie budzik.. tak na wszelki wypadek. Eh.. czemu ciągle myślę o związku Hazzy i Weroniki? Boję się, że coś ich rozdzieli. Oby tak nie było. Jeszcze przed zamknięciem powiek odczytałem sms'a, że jutro możemy wpaść zobaczyć Stylesa.

Przyjacielu.. jestem z tobą cały czas. Proszę Cię.. masz silny organizm. Przetrwasz wszystko. Nie zostawiaj nas.. fanów i dziewczyny, która Cię kocha. Wierz mi, po paru miesiącach będziesz znowu śpiewał. Przed tobą jest jeszcze całe życie!

Czy operacja Harrego się uda? Czy wystąpią komplikacje? To już w następnym rozdziale, który pojawi sie w granicach czwartek - sobota.
Chciałam dodać ten rozdział wczoraj, ale miałam problemy z internetem ://
No nic, ważnie, że dzisiaj jest :D

1 komentarz:

  1. ZAJEBISTYY <333 Czekam na nexta <3
    I widzę, że ktoś tu zna The vamps ;) <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K