Statystyka

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 27 - Szczęście, plany.. i coś jeszcze?

Następnego dnia obudziłam się w ramionach Harrego.. ale w innym pomieszczeniu. No tak.. głupia ja.. przecież my.. mieszkamy razem.. wczorajszej nocy.. doszło między nami do czegoś więcej. Ogólnie.. stwierdzam, że było gorąco... bardzo.. wnioskując, że bokserki Hazzy leżały no em.. na podłodze. Ciekawe jak się tam znalazły.. zaśmiałam się w myślach. My.. naprawdę to zrobiliśmy. Wczoraj. Wow.. czuję się tak jakoś.. inaczej.. dziwnie, ale zarazem lepiej. Takie.. mega motylki w brzuchu, które.. w końcu.. znalazły wyjście? Nie wiem.
Kiedy Harry poruszając się przez sen połaskotał moje ramię zachichotałam. Ogólnie dzisiaj od samego rana świat widzę "przez różowe okulary". Mam ochotę wstać i krzyknąć całemu światu, że jestem najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. Boże.. boskie uczucie. W oczy zaczęły mi wchodzić mgiełki, więc je przetarłam. Chyba na zawsze moim ulubionym widokiem będzie śpiący "Tarzan". Nazywam go tak.. odkąd ma takie długie włosy. Z tego co się orientuje.. to dawno nie był u fryzjera. Nawet na twitterze parę razy dostałam zdjęcia Harrego w kiteczce. Śmiesznie tak wygląda.. ale.. jak loczki przeszkadzają, to trzeba coś z nimi robić. Przecież.. nie wezmę nożyczek, i nie obetnę mu ich. Hmm.. ale.. nie najgorszy pomysł. Musimy o tym pogadać. "Baby you light up my world like nobody else.." w tym momencie zachciało mi się śmiać. Czyli.. zmieniam swoje nastawienie do piosenek One Direction. Kto by pomyślał, że odnajdę w nich jakikolwiek sens. Tak tu jest ciepło.. eh ta przerwa świąteczna.. niestety.. musiałam wstać z wygodnego łóżka, założyć szlafrok i zejść na dół zrobić śniadanie. Posiadam owe umiejętności w gotowaniu, dlatego nie mogę tego marnować. Powoli ciągnęłam nogi jedna za drugą. No dalej.. od dobrych kilku minut nie śpię. Nie powinno być aż tak źle.
Gdy otworzyłam lodówkę natychmiast dostałam "mini zawał" spowodowany dzwonkiem mojego telefonu. "You're giving me a heart attack".. zanuciłam. Kurde.. to był kawałek piosenki 1D, a ja go znam. Postęp? Jak najbardziej. Szybko spojrzałam na wyświetlacz. Oo.. numer zastrzeżony.. Bez dłuższego przeciągania, kliknęłam na "odbierz" Nigdy nie wiadomo kto dzwoni.
-Słucham?
-Weronika? Od samego rana próbuje się do was dobić. Nawet Louis dzwonił do Harrego, ale.. a tak właściwie, to czemu żadne nie odebrało? - ton głosu Eleanor.. przybrał barwę.. jakby coś podejrzewała..
-Ee.. ja zostawiłam telefon na dole. Wybaczysz?
-O ile.. (chwila ciszy) Lou, no nie! Hahahah przestań, rozmawiam z Werą.. ej, przepraszam mój chłopak mnie dopadł. - El prawie piszczała. Ałć.. moje uszy. Wzięłam komórkę ciup dalej od ucha.
-Tak samo ja Hazza.. wczoraj.. - rozmarzyłam się.
-Nie mów, że wy.. zrobiliście to! Wiedziałam, po prostu intuicja mnie nigdy nie myli! No to kiedy ślub, oświadczył Ci się?
-Ejejej przystopuj. Żadych zaręczyn jeszcze nie było..
-Ale tak niedługo się stanie. Uwierz mi.. słuchaj.. trzeba się spotkać i na spokojnie.. po plotkować.
-No właśnie.. wpadniecie do nas na obiad? Harry miał takie plany, żeby was zaprosić. Mam nadzieję..
-Nie martw się! Będziemy! Ojaa.. trzeba zobaczyć jak mój Hazzuś, Loczuś się urządził. Jaaram się - usłyszałam przez słuchawkę w oddali głos Louisa.
-El.. jak ty z nim wytrzymujesz? Ja bym po paru minutach bym zwiała.
-Nie wiem.. to nazywa się miłość. Mimo tego, że zachowuje się jak.. no jak.. nastolatek, nadal go kocham. Kończę.. trzeba Tommo przypilnować. Do zobaczenia.
-Papa - kliknęłam "zakończ połączenie" i odstawiłam komórkę na stół. Czy ten dzień nie może być piękniejszy?
Przyrządzając śniadanie.. cały czas nuciłam jakąś melodię pod nosem. Za żadne skarby świata nie mogłam przypomnieć sobie tytułu. Są dwa wyjścia.. albo leciała w radiu.. albo.. kiedyś tam wpadła mi w ucho. Em.. ile jajek on może zjeść.. mnie wystarczą dwa na tym toście. Kładąc talerzyki na stole.. w samym ręczniku na biodrach.. zszedł Harry. Policzki.. czy możecie się aż tak nie czerwienić? Pff.. zdradziłam się tylko.
-Nie masz się w co ubrać? - powiedziałam nieśmiało. Ajajaj.. zawstydziłam się.
-Kotku.. jeśli człowiek jest głodny, to najpierw karmimy żołądek, a później przejmujemy się.. problemami. - wepchnął sobie całego tosta do buzi. Bruudasek.
-Problemami? Czy nałożenie spodenek, to aż taki wielki kłopot?
-Werciu.. a dasz mi zjeść to przepyszne śniadanko, które nam zrobiłaś? W domu tak ładnie pachnie, że nie mogłem się powstrzymać. - posłał uśmiech. Ok.. odpuszczę mu. Następnym razem nie będę taka miła.
Po zjedzonym posiłku, jak się ubraliśmy w normalne ciuchy.. pojechaliśmy do sklepu meblowego. No to.. czas na tzw. wybór mebli. Nie znam się na takich rzeczach, więc zaufałam w tej kwestji Harremu. Ostateczny kolor ścian.. ustalimy.. niedługo.
-Zobacz na ten zestaw - powiedział chłopak, wskazując na "pokój". Na samym środku stała czarna, skórzana kanapa, po bokach po dwa pasujące do tego fotele. Na przeciw wisiał duży telewizor plazmowy, który w sam raz nadawał się, nad kominek.. lub do naszego salonu. Zgodziłam się na wszystko z tego kompletu, po za obiciem kanap. Wolałam bardziej.. no nie takie skórzane. Bez przesady. Gdy skompletowaliśmy jeden pokój.. trzeba było postąpić tak z pozostałymi. Emm.. Louis i Eleanor wpadają do nas na obiad tak? Spojrzałam na zegarek. Zbliża się godzina 14. Czyli rozumiem, że ja nie będę nic robić.. zamówimy.. pizzę. to myślenie Harrego czasami mnie powala.
-Czy możemy tutaj jutro przyjść? - lekko szarpnęłam Loczka za ramię. Tik tak, tik tak.
-Momencik.. - machnął ręką i wrócił do rozmowy z sprzedawcą. -Co się dzieje skarbie?
-Lou.. El.. przyjście do nas.. zapomniałeś? - zapytałam. Obawiam się, że jego odpowiedź.. mnie załamie.
-Fuck.. przepraszam. To zamówimy coś? Żeby nie było przypału..
-I mówi, to chłopak, który nie pamięta o swoim przyjacielu. Oj Styles same z tobą kłopoty. - poklepałam go po ramieniu.
-A panna Maj niech lepiej nie podskakuje.. - przysunął się bliżej.
-Boo? - uśmiechnęłam się.
-Chodź tu do mnie.. - przyciągnął mnie do siebie i nasze usta.. "spotkały się ze sobą". Jednak szybko oderwałam się od pocałunku.
-Nie przy ludziach - skarciłam go. Halo.. paparazzi.. nowe plotki.. chyba oboje tego nie chcemy co nie?
-A w domku? - smutna minka, głowa spuszczona. Co z nim Louis zrobił?! Nie zamierzam się "urzerać" z kopią Tomlinsona.
-W domku czekają na nas znajomi..
-Wiem, zbierajmy się już. Jutro.. dalsza część zakupów. Tak tylko mówię - po chwili obejmował mnie. Moment później zakrył mnie płaszczem. Ktoś dał cynka dziennikarzom, że tutaj jesteśmy. Fanki? Nie.. nie widziałam żadnej.. ktoś z przechodniów? Bardziej możliwe.
W mieszkaniu znaleźliśmy się dopiero po godzinnej jeździe (żeby zgubić paparazzo.. nie mogli się dowiedzieć gdzie mieszkamy). Jestem zmęczona tym wszystkim. No ale.. nie poddam się. Teraz.. spotkanie i.. dziwna sytuacja. Wchodzimy sobie do salonu cali w skowronkach.. nagle.. wstraszył nas Louis. Skąd do jasnej cholery on się u nas wziął?! Na El się nie gniewam, bo to nie jej sprawka. Przysięgam.. na ile zawałów ja mam jeszcze paść? Wzięłam głęboki oddech, chwilowo się uspokoiłam, obróciłam do Harrego.
-Skarbie.. czy chcesz mi coś powiedzieć? - ten mój "głosik" chyba aż za bardzo przesłodziłam.
-Emm.. no bo tak jakby..
-No Harry.. nie gryzę, a więc.. masz pewną rzecz na sumieniu, i chcesz ją teraz ujawnić? - błagam.. czuję się jakbym była jego sumieniem. Kooszmar.
-Wiesz..
-Ej.. mówisz czemu dałeś Lou klucze do naszego mieszkania czy nie? - musiałam to powiedzieć, bo nie lubię wyciągać spraw z kogoś. Aż taka straszna jestem?
-Obiecaj, że nie pogniewasz się na mnie dobrze? - złapał mnie za rękę, po czym usiedliśmy na kanapie. Jak dobrze, że jutro przybędą nowe. Po chwili wyjaśnil wszystko, że chłopaki razem wybierali dom. Louis chciał się wcześniej o tym wygadać, dlatego żeby był cicho.. dostał.. kluczyki. Zero prywatności? Trzeba ustalić pewne warunki z Eleanor. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać o ślubie Elounor (tak chyba fanki nazywają związek Lou i El.. u nas wychodzi.. Haronica? Ojej..) wywróciłam oczami. Mnie to nie kręci, ale z chęcią im pomogę. Podczas tego (proszę o werble...) nasze gołąbki ogłosiły chrzestnych. Jako, że w Anglii może być kilka par rodziców chrzestnych, to.. ja i Niall.. jesteśmy.. no tymi rodzicami. Poród jest dopiero za co najmniej pięć miesięcy, a oni już tyle planują.
-Macie plany na sylwestra? - zapytał Tommo. Spojrzałam na Hazze.. jego mina.. pokazywała, że nie.
-U nas brak, a u was?
-Też za bardzo nie możemy wyjść.. moment.. Nialla nie będzie.. spędza sylwka z tą jakąś modelką Barbarą czy jak jej tam..
-Barbara Palvin! - ups.. zwróciłam na siebie uwagę.. -No co.. ja też czasami czytam fanfiction o was.. no i na jednym była ta modelka.
-Moja mądra Wercia - Harry cmoknął mnie w policzek. Czemu zawsze po tym nerwowo chichoczę.. ah.. nie opanowałam jeszcze tego.
-Baardzo..
-Czekajcie. Liam z Dan wyjeżdżają.. Zayn z Pezz też.. to może tak zorganizujemy tutaj? - zapytała El. Zgadzałam się z nią w 100%, a przy okazji.. chłopcy mogliby wypić sobie trochę więcej alkoholu, a ja nie piłabym ze względu na szatynkę. Hm.. nie taki zły pomysł. Oby tylko nie przegieli za bardzo.
~*~
Następnego dnia dopóki reszta 1D była na miejscu, rozpakowywaliśmy, ustawialiśmy meble. Na kolejne zakupy nie chciało mi się iść, więc.. cały wystrój został w rękach Harrego. Mogłam na to nie pozwolić, ale nasz Harold ma.. niezły gust. Ogólnie.. wszystko wygląda.. tak nowocześnie. W tym miejscu popełniłam malutki błąd. Loczek wydał.. (moim zdaniem) za dużo pieniędzy. 'To przecież gwiazda, ma kupę kasy.. haalo - krzyczała moja podświadomość. Niby tak.. ale..
-Wiecie co.. ten sprzęt w kuchni sprawił, że będę tu częstym gościem - powiedział Niall rozgladając się po kuchni. Od trzech lat.. on myśli o jedzeniu. Ni nieźle.. widać niektórzy ludzie się nie zmieniają.. przez dłuższy okres.
-A kto Ci będzie gotował? - zapytał Liam opierając się o blat. Czy Danielle poszła do sypialni porzadkować moją garderobę.. ? A niech to. Momentalnie się zerwałam z miejsca i pobiegłam na górę.

(oczami Harrego)
Właśnie przesuwałem z BooBearem stół, gdy moja dziewczyna zrobiła zdziwioną minę i krzyknęła "Zaraz wracam!". No tak.. wcześniej Dan razem z Pezz poszły.. chyba poukładać ciuchy.. ale patrząc na reakcję Wery, to chodzi o coś więcej. Co do wczorajszego "zdarzenia".. nie ma słów zeby to opisać. W największym skrócie.. było bosko.
Zmęczony opadłem na kanapę. Oby to była nasza ostatnia przeprowadzka, moje plecy wołają ratuku. A gdy towarzystwo sobie pójdzie.. kpani urocza zrobi mi masaż. Jestem taki spięty.
-Hazzuś, przesuniesz swoje cztery literki, nie mieszczę się..
-Pewnie LouLou.. siadaj - wskazałem ręką.
-Ah.. dziekuję.. - poruszył brwiami. Jak my uwielbiamy wygłupiać się razem. Tylko.. że to nie jest już tak jak dawniej. Dzisiaj.. nawet na ulicy nie możemy iść sami, bo fanki piszczą "Larry". Ok.. kocham je wszystkie, ale.. niektóre to wzięły na poważnie. Mam wspaniałą dziewczynę (za niedługo może żonę, zobaczymy co da się zrobić ^^), Louis jest zaręczony z El, a te nadal się upierają, że to ustawka. Czy nie zauważyły, że trochę zniszczyły naszą przyjaźń? Niestety.. dla firmy Modest! jesteśmy "chwytem marketingowym" Niedługo tak nie będzie. Jak skończy się nam umowa.. pożyjemy, zobaczymy.
Nie wiem czy to ja się zamyśliłem, ale chciałem położyć rękę na oparciu fotelu, gdy.. usłyszałem huk.. oo..
-Czy ty chcesz mnie zabić?! - pisnął Louis, a Niall płakał ze śmiechu. Co by Lou nie powiedział, to blondyn ma z niego beke.
-Nie miałem zamiaru..
-Eh.. ty cały czas jesteś w myślach z Werą.. ej.. ty serio serio się w niej zadużyłeś. Chłopie! Zobacz jak ona na Ciebie wpływa. A jakie korzyści są z tego.. ohohoh na przykład jesteś w dobrym humorze, lepiej nagrywasz piosenki, promieniejesz, gdy ktoś wymawia imię "Weronika" o rajciu.. żebyśmy oboje nie brali czasem ślubów.. nie taki zły pomysł. No Hazza, kiedy ślub z piękną polką? Mam nadzieję, że tego samego dnia co ja z El.
-N..nie myślałem o tym..
-To pomyśl! Pierścionek, rachu ciachu i po strachu - zaklaskał z dłonie. Łatwo mu powiedzieć. Znasz kogoś 3-4 miesiące i od razu zaręczyny? Chciałbym się zdecydować na ten krok, ale..
-Ok, to ja.. - nie skończyłem mówić, ponieważ z góry po schodach zbiegła roześmiana Dan, a za nią moja ślicznotka z grymasem na twarzy. O co poszło?
-Liam powiedz swojej narzeczonej, żeby nigdy więcej nie grzebała mi w ciuchach, bo nie wiem co jej zrobię..
-Ej, skarbie o co chodzi? - zapytałem
-O co? Nie mogę nic znaleźć - przytuliła się do mnie. Pocieszająco potarłem ją po plecach. Też nie był bym zadowolony tym faktem.
-Poprawić Ci humorek? - podniosłem jej brodę lekko do góry. Te niebieskie tęczówki są takie hipnotyzujące. A podobno to ja mam takie oczy, które czarują..
W odpowiedzi kiwnęła głową na tak. Zawołałem głośno, że zabieram całą naszą paczkę na lody. Trzeba się wyluzować. Kazałem też im "zaopatrzyć się" w stroje kompielowe i rzeczy na basen. W końcu to Zayn marudził, że potrzebuje relaksu, to go dostanie.
W drodze do kawiarenki.. Wera przysneła. Na miejscu nie miałem serca aby ją budzić, dlatego postanowiłem, że kupię jej jakiegoś shake'a i zaraz wrócę do auta.
Niestety.. pojawiły się małe komplikacje z powrotem.

(Weronika)
Ugh.. przeciągnęłam się na siedzeniu. Utnęłam sobie małą drzemkę. No może.. taką trochę większą, bo nikogo nie było w samochodzie. Zdezorientowana przybliżyłam się do zaciemnionej szyby. Kurde mnóstwo ludzi.. fanki.. a oni byli uwięzieni w lokalu. Może z jednej strony to dobrze, że to mnie zostawili? Nie byłabym tego taka pewna. Zdawało mi się, że.. w tłumie dostrzegłam Harrego i Zayna, gdyby nie przeraźliwy huk.. dźwięk ten przypominał jakby.. ktoś strzelił z pistoletu? Ludzie zaczęli panikować. Ej co się dzieje? słyszałam pojedyńcze słowa.. "strzał".. "ranny". Zaczęłam panikować. Z całej siły szarpałam za klamkę. Na nic. Zakluczone! Jezu! Ja muszę wiedzieć co się wydarzyło! Kto kogo postrzelił?! A jeśli to był Harry?! (nie daj Boże) Na twarzach Directionerek pojawiały się łzy. Nie.. tytlko nie to! Ratunku! Wypuśćcie mnie stąd! Pomocy..


Kto został postrzelony? Kogo to była sprawka? Jak to wpłynie na dalsze losy głównych bohaterów? 
Tego dowiecie się w następnym rozdziale, który pojawi się najwcześniej w niedzielę, a najpóźniej we wtorek :)
Przepraszam was, że tak późno dodaję, ale byłam jeszcze u koleżanki, a także musiałam dokonczyć ten jakże dramatycznie kończący się rozdział :D
Trzymajcie się do następnego ( istnieją duże szanse, że next będzie już w niedzielę.. ale niczego nie obiecuję)

4 komentarze:

  1. JAK MOGŁAŚ ZAKOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE?!!!!!!!!!!!!!!!! Zajebisty rozdział, ale to zakonczenie... DLACZEGO?!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. em.. gdyż iz ponieważ.. lubię przerywać w takich momentach XD A, że akurat nasunął mi się w tym momencie pomysł na następny rozdział to.. musisz cierpliwie zaczekać do jutra :D

      Usuń
  2. Mówiłam żebyś dodała opowiadanie do spisu ? ^^ Opłaci ci się :) Świetny rozdział, ale jestem troszq wkurzona, bo zawsze jak jest tak dobrze to ktoś lub coś musi to spieprzyć ;( Kinga xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Em.. jakbyś zauważyła, to wcześniej posłuchałam się twojej rady i zgłosiłam swoje opowiadanie do spisu :D Nawet jest banner po prawej stronie :)))

      Usuń

Szablon by S1K