Statystyka

czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział 25 - Koszmar i.. przygotowania?

Czas strasznie szybko leci. Zdaje się, że tak niedawno Harry przyleciał do Polski.. do mnie. A tu proszę minęły dwa tygodnie. Może były małe sprzeczki, ale to w związkach jest normalne. Czasami już mam dosyć śniegu i w ogóle, bo kto by się spodziewał, że na święta tyle napada. Ze szkołą.. pojawiły się problemy. Rozważałam nad tym, żeby jednak nie wrócić do klasy gastronomicznej w Londynie. Tu.. jest strasznie trudno. Nauczyciele powiedzieli mi, że nie potrafię nadążyć z materiałem. Ugh.. wiele razy się denerwowałam z tego powodu. Powiedziałam, że potrzebuję.. miesiąc? Ale nie. Ten głupi system edukacyjny. Hm.. gdybym wróciła do Londynu.. potrząsnełam głową. Harry patrzał się na mnie uważnie. Właśnie byliśmy w drodze.. no.. nie wiem gdzie jechaliśmy. To miała być niespodzianka. On trzymał mnie za rękę, a ja wodziłam wzrokiem po przechodniach, którzy robili już zakupy na święta. Jakoś ostatnio między nami panowała cisza. Nie odzywałam się za dużo. Po prostu wplątałam się w sytuację bez wyjścia. I co ja mam zrobić? Kolejna ucieczka? Ugh. Spuściłam głowę. Czy mógłby się łaskawie odezwać, żebym nie myślała o tym? Oczywiście, że nie.
-Zamknij oczy - nakazał mi Harry, gdy wysiedliśmy z auta.
-Boję się..
-Zaufaj mi - szepnął, a po chwili już nic nie widziałam. Opaska oddzielała mnie od tego co się dzieje po za moją świadomością. Moje stopy powoli stawiały kolejne kroki. Gdzie mnie prowiadzi? Dokąd? Chciałabym się tego dowiedzieć. Im dłużej ta droga się odbywała, tym bardziej się bałam. Ratunku? To jest porwanie? -Jesteśmy na miejscu - kilkakrotnie zamrugałam. Znajdujemy się w jakiejś.. dużej sali. Przede mną był stolik.. ze świecami.. ale klimat. Harry jak przystało na gentelmana odsunął mi krzesło, ale zaraz po tym.. zniknął. Zdziwiłam sie trochę. o co chodzi? Nerwowo odwróciłam się do tyłu. Nie ma go. Muszę czekać. Jaka szkoda, że nie mam przy sobie komórki.. eh.. czas zdawał się przedłużać.. spojrzałam na swoje ręce.. no co tak długo?
I jakby na moją odpowiedź zgasły światła. Na końcu sali dostrzegłam chłopaka w garniturze. Z uśmiechem zbliżał się w moją stronę. Czy to sen, a ja mogę zemdleć? On wygląda.. po prostu bosko. Oczarowana jego widokiem nie mogłam się poruszyć. Nagle.. uklękł przede mną.. i wyciągnął pudełko.. t.. to nie możliwe.
-Weronika.. czy wyjdziesz za mnie? - zapytał. Ze łzami kwinęłam na głową na tak. Gdy nałożył pierscionek na mój palec.. zdziwiłam się, gdy wszystko wokół zaczęło wirować, a ściany zmieniły swój kolor na krwisto czerwony. Próbowałam wstać. Bez skutku. Byłam w pułapce.. krzyczałam, szamotałam sie na krześle.. w tle było tylko słychać złowieszczy śmiech Harrego.
-Nieeeeeeeeeee! - krzyknęłam, budząc się ze snu. Migiem zerwałam się z łóżka.. boże.. nigdy wiecej nie będę jadła chipsów przed zaśnięciem. Po kilku głębokich oddechach podeszłam do kalendarza. 24 grudzień.. wigilia. Przetarłam zaspane oczy. Jeśli Hazza zamierza gadać do późna z Louisem, a mi pozwoli samej spać, to nie wiem co mu zrobię. Tak jakby.. boję się teraz zasnać. Wzięłam z szafy dresy, szarą koszulkę i podreptałam do łazienki. Zgaduję, że Harry jest na dole i pomaga Kate i Adamowi z choinką. Wczoraj tak się nam nie chciało, że przełożyliśmy wszystko na dzisiaj. Gdy tylko się przebrałam, zeszłam na dół do kuchni.
-Adam.. podaj mi tę bombkę.. nie.. tak, tą niebieską - dyrygowała Kayla stojąc na stołku. Przechodząc obok nich, wpadła mi myśl.. dlaczego mamy tak dużą choinkę? Ok.. ja nie wybierałam, więc się nie odzywam.
Otworzyłam lodówkę.. co tu by można zjeść na śniadanie.. pewnie nie jogurt, bo za bardzo się przyzwyczaję. Oo.. mamy żółty ser, to zaserwuję sobie tosty. Przy okazji zrobię trochę więcej dla reszty. Wow.. chyba jestem niewidzialna, jestem cały czas w kuchni, a żadne z nich mnie nie zauważyło. Harry podskoczył, gdy usłyszał minutnik.
-Dzień dobry słońce - przytulił mnie mocno. Uu.. stęsknił się?
-Dobry - pocałowałam go w usta.
-Mm.. będzie coś dla nas?
-Hm.. o ile tego nie zjem, to tak - posłałam mu uśmiech.
-A no właśnie.. krzyczałaś z rana?
-Ta.. miałam koszmar.. - Loczek spojrzał na mnie zdziwiony. Już raz miałam koszmar.. i to w dodatku gdy mieszkałam z 1D w Londynie.. nie było za fajnie. -Ale wybudziłam się tak?
-Nie strasz mnie, dobra? - odszedł do moich przyjaciół. No to.. ja widzę to tak.. ta cała trójka się skumplowała..
Żeby bardziej mi zająć czas.. zostałam wysłana na "małe zakupy". Pff.. co oni kombinują? Do domu Kay wróciłam dopiero około godziny 14. W salonie wszyscy sie krzatali, ale.. stół był trochę za duży.. mieliśmy spędzić w 8- osobowym gronie (wliczając rodziców Kayli i Adama). A tu proszę.
-Psst, Wera chodź do sypialni na chwilę - zawołała z góry blondynka. Kiedy dotarłam do pokoju, to wszystkie rzeczy były porozrzucane. Eh.. no i.. pełno sukienek. -Słuchaj, przypadkowo usłyszało mi się, że będziemy mieć gości..
-Ale skąd ty..
-Cii.. powiedziałam, że mi się usłyszało.. musimy jakoś wyglądać.. jak się ubierasz na wieczór?
-No.. ee.. jeszcze nad tym nie myślałam - podrapałam się w głowę.
-Wspaniale! - pisnęła. -Ja ubiorę tą czerowną sukienkę, a dla Ciebie mam.. (wyciągnęła czarny pokrowiec) Ta daa.. to zielone cudo.
-Będziemy wyglądać jak elfy.. przynajmniej w twoim wypadku. - odparłam.
-Ej, ale o co chodzi, ma być zabawnie tak? Więc nie masz to nic do gadania. - ach ta Kay.. wszystko musi być na "tip top". -Harry nie podglądaj! - krzyknęła i zamknęła drzwi, a ja wybuchłam śmiechem. Czy tylko ja musiałam trafić na tak zwariowaną osobę?
W końcu doszła godzina 18:00 rodzice moich przyjaciół przyszli przed czasem. Ja.. "podglądnęłam" Harrego, gdy ubierał się w marynarkę, białą koszulę. Wcześniej nalegałam, żeby jechał do Holmes Chapel, do swojej rodziny, ale uparł się, że już na obgadane i zostaje ze mną. Nie ma żadnego sposobu, żeby go przekonać.
-Wera! Co ty jeszcze robisz w dresach, już przebieraj się, w trymigach! - ona nie da mi spokoju..
-Już biegnę. - Po przebraniu się w zieloną kieckę, zrobieniu lekkiego makijażu oraz upięciu włosów w wysoki kucyk zeszłam na dół. Miałam lekkie poczucie winy, że nie pomagam w przygotowaniach, ale cytując mamę Kay "Jesteś gościem w naszym domu". Eh..
-Kotku cudownie wyglądasz - objął mnie od tyłu Hazza, a ja się zarumieniłam. Jeju..
-Ty też..
-Dzieci, pierwsza gwiazdka już na niebie, zbierzmy się w około wokół stołu - klasnął w dłonie pan Spark. Jego córka się zawstydziła, a Adam pomasował jej ramiona.
Po podzieleniu się opłatkiem, złożeniu życzeń zasiedliśmy do wieczerzy. Kiedy z Harrym składaliśmy sobie nawzajem życzenia, na naszych twarzach gościły uśmiechy. Moje pierwsze święta.. z.. moim chłopakiem. Tylko mamy mi tu brakuje. Westchnęłam.
Spojrzałam na innych. Czy jestem jedną osobą, która nie tknęła jedzenia. Już to nadrabiam.
Podczas spożywania posiłku zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Czyzby, jakiś zbłąkany wędrowiec? Pójdę..
-Nie, niech pani siedzi, ja otworzę - przerwałam pani Spark. Z jakiegoś powodu serce waliło mi jak oszalałe. Kto to moze być? Ok.. wdech.. zamarłam otwierając drzwi. Louis.. Eleanor.. Niall.. Danielle i Liam właśnie stali przede mną.
-Wesołych świąt! - rzucił się na mnie Lou i mocno wyściskał.
-Co wy tu robicie.. i to jeszcze w twoje urodziny..
-Jesteśmy! El tak dużo mówiła o tobie, że.. - szatyn nie dokończył, bo dostał sójkę w bok od swojej dziewczyny.
-Tak naprawdę, to chcieliśmy zrobić wam prezent na święta. Harry powiedział nam, że nie wraca, to my przylecieliśmy do was - Eleanor uściskała mnie.
-Ojej.. nie wiem co powiedzieć.. zapraszam - cała piątka, po przytuleniu mnie weszła do mieszkania. -Ej.. potrzebne nam dodatkowe miejsca do spania.. ktoś postanowił nas odwiedzić - krzyknęłam.
Zapowiada się ciekawie...


Jak spędza wszyscy święta? Czy jeszcze coś się wydarzy? 
Strasznie was przepraszam! Miałam dodać rozdział wczoraj, ale uczyłam się na sprawdzian, który jest dla mnie bardzo ważny.. od niego zależy moja ocena na semestr.
Nie wiem.. ten rozdział.. chyba mi się udał, ale uważam, że jest za krótki.. i w dodatku pisałam go w miarę szybko, ponieważ obiecałam wam go na środę.

Kolejny rozdział pojawi się dopiero w weekend, lub trochę później.
Jak na razie odpuszczam sobie pisanie, ponieważ moja sytuacja na I semestr.. nie wygląda za fajnie.
Niestety.. na next zapraszam w weekend, może najpóźniej w poniedziałek.

2 komentarze:

  1. Jak zawsze świetny ^^ Trochę szkoda, że dopiero w weekend ;( No trudno :) Dziękuję w imieniu moim i Oli za nominację, i obiecuję, że niedługo pojawi się post na ten temat :) Ps. Proponowałabym zgłosić twoje opowiadanie do jakiegoś spisu blogów :) Jeżeli byłabyś chętna, to proponowałabym ci ten do którego należy nasz blog :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny rozdział :) Życzę powodzenia w szkole :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K