Statystyka

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 24 - Niespodzianka.

"I'm friends with the monster ,that's under my bed, get along with the voices inside of my head, you're trying to save me, stop holding your breath, and you think I'm crazy yeah, you think I'm crazy" Ugh.. ten budzik Kayli mnie wykończy.. albo ona ma głęboki sen, albo celowo go ignoruje. W każdym bądź razie po paru minutach jej komórka ucichła. Powoli przekręciłam się na drugi bok, twarzą do okna. Jeju.. na podwórku znowu pada śnieg. Co się stało? No.. normalnie tak nie było.
Dzisiaj w planie jest pięć lekcji, więc zdecydowałam się, że na nie pójdę. Tak teraz bez kontroli mamy.. chodzę przeważnie kiedy chcę, żeby nie było nie opuszczam zajęć. Podeszłam do szafy. Połowa rzeczy była moja, ale.. i tak nie wiedziałam co dzisiaj ubrać. Najchętniej zostałabym w domu. Po chwili zastanowienia, wzięłam czarne jeansy, żółtą bokserkę i duży, zielony sweter z reniferem. W końcu niedługo święta.
-Co ty tam tak długo robiłaś? Za 10 minut idziemy z Adamem do szkoły.. zdążysz to zjeść? - Kay wskazała na kanapkę. Czas leciał, a ja nadal byłam bez śniadania.
-Po drodze skonsumuję jogurt - uśmiechnęłam się i poszłam do przedpokoju ubierać kozaki. Znając jej chłopaka, to przyjdzie przed czasem. Eh.. czasami mam dość, że oni są tak blisko, a ja z Harrym.. oddzieleni przez miejsce zamieszkania.
-Dobry! - powiedział blondyn wchodząc do mieszkania. Czy te spodnie na nim.. no.. ee.. nie są zaciasne?... - Cześć Wera, wiesz gdzie.. Kayla! - rozłożył szeroko ramiona, żeby przytulić blondynkę. Gdzie znajduje się najbliższy kubeł? Chyba mi się cofa...
-Idziemy? - zachichotała.
-Emm.. to wy już wyjdźcie, zaraz was dogonię, tylko muszę coś zabrać - odpowiedziałam, a oni skinęli głowami i poszli. Tak naprawdę, to zaczęłam "poszukiwania" komórki. Co by było gdyby Hazza napisał, albo zadzwonił, a ja nie mogę nic zrobić? Miałabym przechlapane.
Przeszukałam prawie cały dom i.. okazało się, że.. mój telefon cały czas leżał w łazience.
Nie zdążyłam na pierwszą lekcje, ale na drugą już spokojnie dotarłam. Kurde.. nie wzięłam jogurtu.. któreś z moich przyjaciół musi mnie poratować jedzeniem. Jestem zdana na nich.
-O rudolf już jest! - pisnał Adam, a Kay szturchnęła go w ramię.
-Uważaj, bo na gwiazdkę kupię Ci taki sweter, tyle ze gorszy - zaśmiałam się. - Ominęło mnie coś?
-Taa.. kazanie o nowych równaniach z trygonometrii.. jak to będzie na maturze.. nie zdam!
-Kotek.. zdasz.. - przybliżył się do niej i objął od tyłu.
-Ekhem.. zapomnieliście? Jak chcecie, to mogę pójść do biblioteki.. bo czułości sobie nie szczędzicie nawet w szkole - wywróciłam oczami. Gdy tak na nich patrzałam.. zazdrościłam im. Ja tak bardzo tęsknię za Loczkiem. O boże.. z każdym dniem.. staję się coraz bardziej zrzędliwa. Ups?
-Nie idź.. emm.. puścisz mnie? - Kay zachichotała i "przedarła" się do mnie. Jak zwykle nasza rozmowa zeszła na to co będzie robić The Wanted i czy czasami nie grają gdzieś w pobliżu jakiś koncert. Niedawno przeczytałyśmy, że ich kolejna piosenka to "Daytime Memories" .. czy kopia tytułu od 1D? No chyba nie.. teraz artyści zżynają od siebie itd. Żadna nowość. Nasz przyjaciel stał obok i udawał, że wie o czym gadamy. Nie wiem, jak on z nami wytrzymuje.. tym bardziej, bo jest w związku z Kaylą..
Gdy tylko skończyły się lekcje, wybiegłam z budynku. "Przypadkowo" zdarzyło mi się podsłuchać, jak Adam namawiał się z Kamilem na małą bitwę na śnieżki. I.. nie myliłam się. Zaczęłam się śmiać, gdy chłopcy zaatakowli biedną blondynkę. Ojej.. w koło jest tak wesoło.
Do domu wracałyśmy razem, niestety.. na widok zakochanych par, przemieszczających się po ulicach Gdańska.. mój dobry humor prysł.
-Możemy ich wyminąć? - westchnęłam, kiedy skręcałyśmy w stronę osiedla. -Przy okazji trzymaj mnie, bo mogę wywinąć orła.
-Ok.. Wera.. marnie wyglądasz? Tylko mi nie mów, że się czymś przejmujesz. Głowa do góry i jedziesz dalej. - Ona.. mnie rozgryzła przed chwilą?
-To.. nie jest takie proste.. może mogłam wtedy zostać?
-Co ty za głupoty pleciesz?! - Kay prawie piszczała. -Harry, jest daleko, ale.. rozmawiacie ze sobą.. (otworzyła drzwi) dzwonicie..
-Kayla.. ja już nie wytrzymuję.. te uczucie.. jest większe ode mnie.. zaczynam wariować..
-Tylko ty tak uważasz.. burczy Ci w brzuchu? Masz - rzuciła w moją stronę kanapkę.
Chwilę potem usiadłam w salonie i włączyłam telewizor. Polska telewizja.. nie ma ciekawej oferty.. w Londynie.. był większy wybór. Dalej.. dalej.. dalej.. dalej.. Canal+ Film.. już tu zostawię.
Nie wiadomo kiedy, ale doszła godzina 17:00. Właśnie zawzięcie dyskutowałyśmy na temat akcji na twitterze, gdy w przedpokoju rozległ się dzwonek. Kogo tu niesie?

(kilka minut wcześniej, Harry)
Lot do Polski.. nie był prosty. Już na lotnisku w Londynie musiałem się przebrać tak, aby fanki mnie nie rozpoznały. Wcześniej moje przebrania były marne, ale tym razem nie. Z małą pomocą pani Kasi, wyglądałem jak student, który.. trochę się zaniedbał. Najgorsze było po wylądowaniu. Zdezorientowany wyszedłem z portu i.. rozglądałem się na wszystkie strony. Gdzie mam iść? W którą stronę? Wzrokiem szukałem pojazdu z napisem "Taxi". Kiedy odszukałem, w duchu się modliłem, żeby kierowca znał angielski. Gdy wsiadłem do auta, podalem mu kartkę z adresem zamieszkania przyjaciółki Wery. Mam nadzieję, że wie gdzie to jest. Eh Styles.. jeśli ten człowiek tu mieszka, to pewnie zna okolicę, w końcu jest taksówkarzem. Jadąc przyglądałem się temu wszystkiemu. Boże.. ja nic nie rozumiem. Przydadzą mi się małe korepetycję. Ten język musi być bardzo trudny. Po drodze napisałem sms'a do panny W. " :) " oj.. z tym będzie miała niewielki kłopot.
Kiedy dotarliśmy na miejsce uważnie rozejrzałem po okolicy. Oby tu nie było żadnych Directionerek.. modliłem się w duchu. Stanąłem niedaleko wejścia i z plecaka wyciągnąłem potrzebne mi rekwizyty. Założyłem czerwoną czapkę z "Pizza Hut" i wziąłem pudełko do rąk. No to.. czas zaskoczyć dziewczyny. Jestem ciekawy ich reakcji. Nacisnąłem dzwonek. Ta daa..
(Weronika)
Lekko zezłoszczona otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu ukazał się chłopak z pizzą. Dziwne..
-Em.. a co pan tu robi?
-Pizza! - tylko to odpowiedział, a głowę miał spuszczoną. Co z tym kolesiem jest nie tak? Pomylił domy czy coś?
-Ee.. Kay.. zamawiałaś może pizze? - zwróciłam się w stronę salonu.
-Niee - usłyszałam krzyk przyjaciółki.
-Przykro mi, ale my nic nie zamawiałyśmy.. zgubił się pan? - zapytałam, ale on nadal tylko stał.
-Nie zgubiłem się, zostałem nakierowany na właściwy adres.. panna Weronika, tak? - jego odpowiedź była powiedziana po angielsku.. jeszcze z tym brytyjskim akcentem. Chwila moment..
Podeszłam do chłopaka bliżej, ściągnęłam mu czapkę i.. zamarłam.
-H..H.. Harry? - zapytałam, a on uniósł głowę. -Boże to naprawdę ty! - rzuciłam się mu na szyję i o mało co nie przewróciliśmy się razem. W końcu.. nareszcie razem. -Co ty tu robisz? - ale mi się zrobiło gorąco..
-Jak widzisz kwiatuszku jestem! - znowu wziął mnie w ramiona oraz obrócił mnie wokół własnej osi. -Już nic nas nie rozdzieli, obiecuję - wzmocnił uścisk. w oczach zebrały mi się łzy.. te szczęścia.
-Chodź, zapraszam - wzięłam jego torbę do przedpokoju. -Kayla.. masz chyba miejsce dla jeszcze jednej osoby co? - zawołałam.
-O co ci.. - zamiast mówić dalej, moja przyjaciółka szeroko otworzyła buzię. -Łoo.. no to muszę wam znaleźć podwójne łóżko - szeroko się uśmiechnęła.
-A to moje.. nie jest na dwie osoby? - wspomniałam. - Eh bym zapomniała.. Harry to jest Kayla, Kayla to jest Harry. - śmieszne zapoznanie. A oni tylko podali sobie dłonie. Po paru minutach pomogłam zanieść Harremu bagaże. Gdybym mogła teraz krzyczeć, to zrobiłabym to z wielką chęcią. W końcu.. mój ukochany, wspaniały, cudowny itd. chłopak.. przyleciał z Wielkiej Brytani specjalnie dla mnie. Mogłabym wiecznie skakać z radości, że nic już nie dzieli mnie i Hazze.

-Jak reszta się dowie, to mam przechlapane - powiedział Harry, gdy zaczęłam przygotowywać kolację. Dziś zrobię tosty z warzywami.. takie typu light, ale za to smaczne.
-Czemu? A w ogóle ktoś wie, że wyjechałeś?
-Tylko Louis, znając go.. pewnie komuś już wygadał.. mm.. co tak pachnie?
-Tosty z.. - nie dokończyłam, bo poczułam, że Loczek obejmuje mnie. -Gotujemy razem? - szepnął mi do ucha, a ja zachichotałam.
-Możemy.. nie będzie to łatwe..
-No już dobrze.. kiedyś.. w niedalekiej przyszłości.. będziesz gotować dla mnie i dla naszych dzieci. - Zrobiłam zdziwioną minę.. ja..on.. dzieci.. ojej.. to takie.. słodkie? Już zaczął tyle planować.
-Nasze dzieci.. - powtórzyłam za nim. -Em.. masz już propozycje imion? - czemu ja oto pytam? ...
-Jak będzie dziewczynka, to Darcy, a jak chłopiec.. - wyraźnie popatrzał na mnie. To teraz ja mam coś wymyślić? Przystanęłam na chwilę, kładąc kolejnego tosta na talerzyk.
-Chłopiec będzie miał na imię Tom.. albo William..
-Ej dlaczego jak Louis? Nie podoba Ci się Edward?
-Haha.. przepraszam, że się śmieję, ale za bardzo kojarzy mi się z sagą Zmierzch.
-No już dobrze, wybaczam.
Później na kolację wpadł też Adam. Akurat każda z nas ma parę. Oj biedny Adam.. niestety Kayla musiała mu co chwilę tłumaczyć o czym rozmawiamy, bo gadaliśmy ze względu na Harrego po angielsku. Dowiedziałam się od niego, że Eleanor powoli widać brzuszek. Padło pytanie.. kiedy.. my będziemy mieć dzidziusia.. Em.. jak na razie nie spieszno mi z posiadaniem dziecka. Nie chciałabym obchodzić 18-nastki będąc w ciąży. Może trochę później.. Obiecałam Harremu, że jeśli tylko dobrze zdam maturę, to.. na taki krok możemy się zdecydować, czemu nie.
Po zjedzonym posiłku poszłam z Hazzą na górę do pokoju, żemy zostawić drugą parę na dole. Oboje położyliśmy się na łóżku. Harry cały czas bawił się moimi włosami. Uwielbiam tak poleżeć w ciszy.. w dodatku z nim.  Nareszcie razem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłem.. - odezwał się po chwili.
-Ja jeszcze bardziej..
-Serio? - podparł się na ręce. -A kto w taką śnieżyce leciał specjalnie do Ciebie? Wiesz jakie było ryzyko, że fanki mnie rozpoznają? To był mój najgorszy lot. Nigdy jeszcze się tak nie bałem. - patrzac w jego zielone oczy.. zauważyłam, że jego wzrok.. pada na jeden punkt.. mój brzuch.. czyżby.. . Ha! Przewidziałam to!  Loczek zaczął mnie łaskotać, a ja już płakałam od śmiechu. Już dawno tego nie robił.
-P..p..przestań! - wydukałam.
-A magiczne słowa?
-Jeśli przestaniesz, to dostaniesz buziaka.. - nie mogę oddychać...
-Nawet dwa? - poruszył śmiesznie brwiami.
-T..tak! - pisnęłam. Ojej.. przez dłuższy moment nie mogłam złapać tchu. Co za uparciuch. Gdy odwróciłam głowe w jego strone, to właśnie pokazywał na swoje usta. Aha.. czyli teraz chce nagrodę. A niech se poczeka.
Wstałam z łóżka po pidżame, następnie poszłam się przebrać. We włosach miałam pełno kołtunów. Masakra.
-Oo myszka Mini.. czy zamierza wskoczyć do łóżeczka, bo myszka Miki czeka na nią - Hazza i te jego teksty. Zaśmiałam się i "rzuciłam się" na łóżko, i poczochrałam Harrego po włosach, a on tylko pokręcił głową. Kiedyś to mówiłam.. hmm.. wiem! Tarzan.
-Co ty zrobiłaś? - zapytał udając lekko oburzonego.
-Nic Tarzanie - przytuliłam się do niego. Oczy zaczęłi mi się powoli kleić.. W objęciach ukochanej osoby.. od razu lepiej się zasypia..


A co będzie dalej? Tego dowiecie się już w środę :)
Jejejejej Weronika w końcu jest z Harrym :D W planach miałam, żeby Hazza przyjechał do niej trochę później, ale.. no cóż tak wyszło.
Trzymajcie się do środy ♥

2 komentarze:

Szablon by S1K