Statystyka

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 30 - Spotkania, powiadomienia i takie tam..

Nadal nie mogłam dojść do siebie. Ja.. mając pełne 18 lat urodzę dziecko. Sprawy za szybko się potoczyły. Przecież niecały rok temu nie wyobrażałam sobie tego. Było to nie realne. Gdyby się cofnąć do wydarzeń sprzed roku, to.. wydawało mi się, że wszystko było ok. Chodziłam do pierwszej klasy liceum.. miałam.. obsesję na punkcie The Wanted. Dosłownie. Jeszcze do dziś mam w kartonach pełno wycinek o nich. Przystopowałam z tym, gdy.. no właśnie.. gdy poznałam One Direction.
A teraz mam zostać matką dziecka Harrego. Się narobiło..  Usiadłam na kanapę. Dla mnie nadal jest to nie mały szok. Ale.. w końcu.. razem z Hazzą chcieliśmy zostać rodzicami tak? No może nie tak wcześnie.. no cóż.. stało się. Nie dam rady zawrócić. Przecież nie da się cofnąć czasu.
-Weronika, gratulacje! Będę wujkiem! - mocno przytulił mnie Lou. A ja.. nie mogę się otrząsnąć. W moim nastoletnim życiu, dzieje się o wiele za dużo. Zbyt wiele informacji na raz.
-D..dzięki.. - szepnęłam.
-Może dajmy Werze ochłonąć, nie widzicie jak to wszystko odbiera? A jaka była reakcja El? - zapytał Harry biorąc mnie za rękę.
-Stary.. nie porównuj tych dwóch dziewczyn do siebie. My z Eleanor.. tak trochę planowaliśmy.. i w dodatku patrz.. twoja miłość w tym roku ma osiemnastkę.
-Racja.. czy chcesz pojechać do dziewczyn? Taki wypad na pewno dobrze Ci zrobi - spojrzał mi prosto w oczy. Ma rację. Czas się "wyluzować". W odpowiedzi pokiwałam głową. Wątpię, że powiem coś normalnym głosem. Czułam się jakbym miała w gardle wielką gulę, która jest ciężka do przełknięcia. Po przyjęciu gratulacji od Liama poszłam na górę. Wezmę tylko bluzę i możemy iść.
Idac chodnikiem czułam sie obserwowana. No tak! Trzymając się za ręce idę razem z Harrym Stylesem, członkiem słwanego boybandu, normalnie nikt nie zwróciłby na mnie uwagi.
-Oo cześć Dan - przywitał się z Danielle. -Zostawiam wam małą zgubę dobrze? - spojrzałam na niego do góry. Zguba? Serio? Widząc moją reakcję cmoknął mnie w usta, i zaczął się oddalać. -Wpadnę po Ciebie około.. aa nawet jeśli chcesz zostać na noc u dziewczyn to daj mi znać.
Pokręciłam głową. Mój troskliwy Harry..
Chwilę później przywitałam się z Eleanor w salonie. Szczerze.. dziewczyny bardzo się przyjaźnią. Są jak.. siostry. Niepewnie usiadłam na kanapie. Dani miała się zaraz dowiedzieć o nowince. El już wie. Wzięłam głęboki oddech.
-Czy już wiesz o.. no o pewnej rzeczy? - zapytałam, a mój wzrok powędrował do góry. Hmm.. ładny żerandol..
-Czyyli? Nie jestem chyba w temacie.. oświecisz mnie?
-No bo ja i Harry.. zostaniemy rodzicami.. - uwaga.. i tu wybuchła eksplozja radości. Zawsze uważałam dziewczynę Liama za radosną osobę, ale w tym momencie.. wow.
-Dziewczyno, gratulacje! Cieszę się razem z wami! Który to już tydzień?
-Nie wiem.. musze iść do lekarza i wgl. to mnie przeraża.. - spuściłam głowę. Czyżby kolejna załamka? Możliwe.
-Uwierz mi ja też nie byłam zadowolona, gdy okazało się, że jestem w ciąży. Nie martw się, też miałam stany "O boże nie dam rady" albo "tak wczesny wiek? Nie udźwignę tego"
-Ale zauważ, że ja będę miała pełne 18 lat jak urodzę a ty.. 23.. - uśmiechnęłam się. Zabawnie wyjdzie jak po około dwóch miesiącach po El, nastąpi mój poród. Niestety.. cały czas rozmawiałyśmy na temat.. dzieci. Rany.. na pewno nie pozwolę, żeby moje maleństwo nie miało rodzeństwa w przyszłości. Nie zostanie jedynakiem jak ja. Na to nie ma co liczyć. Gdybym teraz to powiedziała Hazzie.. pewnie by się ucieszył. On jak zawsze.. na niektóre słowa reaguje natychmiastowo. Dzięki pomocy Eleanor.. zostałam zarejestrowana do lekarza. W sumie.. o ciąży już wiem, ale on musi to potwierdzić.
4 dni później.
Badania zostały wykonane, a Harry jak to powiedział.. poszedł ze mną, bo to był jego "obowiązek". Na serio nie musiał, ale się upierał. Nie mogłam mu zabronić. Doktor tylko potwierdził wszystko i wskazał.. że jest już drugi tydzień. Momentalnie robiło mi się słabo, ale.. to chyba normalne reakcje. Jedyne co utkwiło mi w głowie najbardziej, to "uważaj na siebie" "unikaj sytuacji emocjonalnych" coś mi się zdaje, że tu chodziło o nerwy, oraz " widzimy się za miesiąc".
Wracając do domu zachaczyliśmy o lodziarnię. Hm.. jedyny plus ciąży jest taki, że przytyję. Ja tam się cieszę, nie ma co.
W tej chwili siedziałam z książką Anny Łaciny "Czynnik miłości". Dostałam ją w paczce od Kay, która.. za niedługo miała nas odwiedzić. Szczerze? To ta powieść przypadła mi do gustu. w końcu polubiłam coś polskiej autorki. Nie przeczytałam jeszcze do końca, ale tematyka.. jest a'la zmierzch, tylko.. bez wampirów i różnorakich stworzeń. Opowieść o dwóch nastolatkach, które szukają miłości, i w dodatku obie mają po 17 lat. Co za zbieg okoliczności.. zaśmiałam się cicho. W całym mieszkaniu pachniało kurczakiem, który Hazza przyrządzał w kuchni. Teraz to on "przejął stery kucharza". Chociaż jest dopiero początek.. dba o mnie na każdym kroku. Nawet się nie kłócimy. Gdy ma dojść do sprzeczki, bierze głęboki oddech i się uśmiecha do mnie. Nie mam zielonego pojęcia jak dalej ta jego metoda zadziała.
-Podano do stołu! - zawołał. Nie no.. to jest takie ciekawe.. Początkowo lekko go zignorowałam, nie na długo. -Znowu czytasz to po polsku? Skarbie.. odłóż na chwilę, chodź zjeść, potem tez masz czas. Przejdziemy się gdzieś..
-A ty nie masz czasami próby? - przypomniałam mu. Ok.. zbliża się końcówka sytcznia, a ja przez to, że obserwuję parę Directionerek, to jestem z informacjami na bieżąco. Dziś mają zacząć pisać piosenki na płyty. W dodatku.. zostało niecałe 5 dni do jego urodzin. No właśnie! Urodziny. Muszę o tym podyskutować z chłopakami. Em.. jak to przeczytałam.. W One Direction nie będzie już nastolatków.. czy coś takiego.. dokładnie nie pamiętam.
-Mam, ale..
-Nie ma żadnego ale, idziesz i koniec kropka. Nie będziesz przeze mnie zawalał spraw zespołu. Jak tak bardzo się o mnie boisz to.. dziewczyny mogą przyjść. - odłożyłam książkę na stolik i usiadłam przy stole. Jeju.. jak to pięknie pachnie. Nie zważając na nic zaczęłam jeść. Przepyszne!
-Tak właściwie.. Gemma chce Cię poznać.. będziecie miały okazję porozmawiać. Przyjedzie do nas na parę dni, nie masz nic przeciwko temu? - zapytał niepewnie.
-Nie. Z chęcią poznam twoją siostrę. Obym nie popadła w kompleksy. - zaśmiałam się, a Harry razem ze mną.
-Jestem pewien, że się dogadacie. Czemu nie tknęłaś brukselki? Jest taka ładna..
-Emm.. nie zjadliwe dla mnie - przerwałam mu. W latach poprzednich miewałam małe eksperymenty z warzywami. tylko, że.. kończyły się one negatywnym skutkiem. Zeby nie było mu przykro dyskretnie wstrzymałam oddech, wpakowałam dwie do buzi i szybko przełknęłam. Jakim cudem ja jeszcze po tym żyję? Brr.. nie.. nadal mi nie smakuje.
Około godziny 17 zadzwonił dzwonek do drzwi. Hazza starsznie się niecierpliwił, bo za 15min musiał wychodzić. w korytarzu usłyszałam głośne powitanie rodzeństwa. Gdy tylko weszli do salonu.. zamarłam. Potwierdzam wcześniejsze słowa.. popadnę w kompleksy. Dziewczyna podeszła do mnie i delikatnie przytuliła. Nie wierzę.. czy oni są bliźniakami? Nie do końca, ale.. są strasznie do siebie podobni.
-Dobrze.. wy się tutaj zapoznajcie a ja zmykam do studia. Wrócę około 22:00 - I.. zostałyśmy same. Od samego początku zapowiadało się nieźle. Pomogłam Gemmie zanieść walizki do pokoju gościnnego, a następnie skierowałyśmy się do sypialni. Wspominała coś, że jej młodszy brat zawsze chciał coś zrobić, dlatego tam poszłyśmy. Zaśmiała się, kiedy pokazałam jej garderobę Loczka. Coś mówiła, że nawet ona nie ma tak dużej jak on. W końcu temat zeszedł na.. The Wanted, bo od samego początku wiedziała, że jestem ich wielka fanką. No tak.. córka stylistki i wszystko jasne. Cieszę się, że znalazłyśmy wspólny język. Naprawdę było mi o wiele lżej. Zaufałam jej w wielu sprawach. Zastanawiałam się czy już wie, o mojej.. ciąży.
-Gemma.. doszły do Ciebie już wieści? - zapytałam z nadzieją, że nie.
-A o co chodzi? To coś ważnego? Niestety nie za bardzo wiem co się dzieje w show biznesie. Nie kręci mnie.
-Czyli.. musisz się dowiedzieć. Harry.. zostanie ojcem.
-Ze co? Mój Harold, będzie miał dziecko? Znam tę szczęsciarę? - w odpowiedzi wskazałam na siebie.
Pod koniec dnia wybrałyśmy się na mały spacer. Zazwyczaj przy moim chłopaku nie mogłam, bo bał sie, że potrąci mnie samochód (pfuu). Londyn wieczorem jest przepiękny. Zero chmur.. zachód słońca. Pamiętam jak codziennie z Kay szłyśmy na plażę w Gdańsku. Eh.. cudowne chwile.
Około 21:30 wróciłyśmy do mieszkania. Moment.. kluczki na stole.. u góry jest głośno. O co kaman? Pobiegłyśmy na górę. Ku naszemu zdziwieniu w sypialni siedział rozbawiony zespół.
-Ja tez chcę pooglądać! - wcisnęłam się między Louisa o Nialla. Ej.. Lou przydałby się wypad do fryzjera.. niech tylko nie idzie w ślady Hazzy.
-Nic nie mówiliśmy, ale przez ostatni czas.. kręciliśmy teledysk do kolejnego singla z Midnght Memories. - odparł Liam. Ok.. zakładam, że większość ich fanek będzie się strasznie bała. Ja również...
-A jak nazywa się piosenka?
-Midnight Memories. - powiedział Niall, a mnie napadł atak śmiechu. Może dlatego, że.. z resztą sama nie wiem.
-Z czego się śmiejesz? - zapytał Louis. -Pośmiałbym się razem z Tobą.
-No.. chyba z tego, że tytuł piosenki jest taki sam jak album, ale chyba nie z tego. Hahahahaha.. - wręcz położyłam się na łóżku. Zaraz po tym do pokoju wszedł Harry ubrany jak.. hipis? -Ta daa oto mój powód śmiechu - wskazałam na chłopaka. Przez dobra kilka minut nie mogłam się uspokoić. W końcu ogarnęłam się.
-I jak Ci wyszły badania? - Nialler po raz kolejny odwrócił moją uwagę od ekranu laptopa.
-Bardzo dobrze.. jest już drugi tydzień.. mam pytanie. Kiedy wychodzi ten wasz teledysk?
-W ten piątek. - otworzyłam ze zdziwienia buzię. Czemu przegapiłam moment, w którym oni jeździli nagrywac? Pretekstem mogłyby być próby..
-Podasz mi mój laptop? - zwróciłam się w kierunku szafki. Muszę wejść na skype. Dziś jest moja kolej aby zadzwonić do mamy.. oraz powiedzieć jej, że zostanie babcią.
-Jasne, trzymaj.
-Chłopaki jak coś to jestem na dole! - ogłosiłam wychodząc przez drzwi. No to teraz czas na najgorsze. Wzięłam kilka głębokich oddechów. Przy zdjęciu rodzicielki widniała zielona kropka. Czyli jest dostępna. Nawet nie zdąrzyła klinkąć na "zadzwoń" kiedy na ekranie pojawił się komunikat "Mama dzwoni". I wdech..
-Cześć córuś, jak się czujesz? Czemu nie dzwoniłaś?
-Byłam.. zajęta. Nic wielkiego.
-Układa się między wami chociaż? w gazecie widziałam..
-Mamo.. sama wiesz co piszą w mediach. Nigdy nie ma się 100% pewności, że to prawda.. - przerwałam. Ręce mi się trzęsą.. pomocy!
-No tak.. gdyby nie to zaproszenie od twojego ojca, wpadłabym do was. Tęsknię.. - uśmiechnęła się do kamerki. Po moim powrocie do Gdańska nagle znikąd tata zaproponował mamie spotkanie w USA. Cieszyłam się z tego, bo w końcu.. tak rzadko się widują. Jestem ciekawa czy uczucie między nimi nie wygasło.
-Ja też.. - znowu spojrzałam na swoje dłonie. kiedy ja mam to powiedzieć..
-Cały czas spoglądasz w dół. Czy jest coś o czym powinnam wiedzieć? -Oo.. podejrzenia. Kogo ja oszukuję. Ona zna mnie na wylot. Matki wiedzą gdy jest coś nie tak. -Weronika?
-No bo.. pamiętasz.. jak.. kiedyś mówiłaś, abym założyła od Ciebie trochę wcześniej rodzinę? Zebym znalazła kogos odpowiedniego..
-Do czego zmierzasz?
-Bo.. a obiecasz, że nie nakrzyczysz na mnie? Proszę..
-Dobrze, tylko mów o co chodzi.
-Emm.. ja z Harrym.. eh.. (w myślach policzyłam do trzech.. ) zostaniesz babcią, jestem w ciąży - schowałam twarz w dłoniach. Czułam się, jakbym była z mamą w jednym pokoju, a ona miała zaraz na mnie nakrzyczeć, że coś źle zrobiłam. A tak naprawdę.. reakcja była całkowicie inna.
-Zaskoczyłaś mnie tym wyznaniem.. ale jeśli.. masz Harrego. Dajecie sobie radę.. za parę miesięcy będziesz miała 18lat. Czemu nie, uściskałabym Cię teraz na miejscu! Kto by pomyślał, że tak szybko dorośniesz! Kochana.. porozmawiałabym jeszcze z tobą, ale twój kochany tata bardzo się spieszy. Zadzwoń do mnie, gdy znajdziesz czas.
-Obiecuję - pomachałam do kamerki i zamknęłam laptop. A miałam takiego stracha przed tą rozmową. Hmm.. za często się przejmuję. Idąc na górę przez uchylone drzwi zauważyłam śpiącą Gemmę. Czyli.. jest już późna pora.
wchodząc do sypialni przeraziłam się (no może odrobinę). Zespół w najlepsze rozwalił się po całej sypialni, która prawdę mówiąc jest duża, a ich jest pięciu.. jakim sposobem zrobiła się z tego mała przestrzeń. Liam, Louis i Zayn siedzieli na kanapie oglądając jakiś film, Niall " zadomowił się" na fotelu, a Harry.. zajmował całe łóżko. Albo miał przymknięte oczy, albo najzwyczajniej zasnął. Żeby nie hałasować, położyłam delikatnie leptop na półce i weszłam na łóżko. Czas przebudzić "śpiącego królewicza".
-Pobudka! - krzyknęłam, a w efekcie Loczek spadł z łóżka. Po chwili w pokoju wszyscy się śmiali.
-Nie ładnie jest tak straszyć swojego chłopaka. - pogroził mi palcem i pocałował w policzek. -Czy ta czwórka może zostać u nas na noc?
-Jasne, nawet mogą tu razem z tobą spać, a ja pójdę na dół. Jedna noc spędzona w salonie mnie nie zbawi, a po za tym mam książkę do przeczytania. - uśmiechnęłam się.
-Jeśli tak ma być to idę z tobą! - chwycił mnie za rękę i zeszliśmy po schodach. Spod kanapy wyciągnął koc i kołdrę, następnie pościelił. -Czy ma pani ochotę wskoczyć do mojego królestwa, jakim zwie się to łóżko? - poruszył śmiesznie brwiami. Nie mogłam się powstrzymać przed chichotem.
-Ależ oczywiście - odpowiedziałam i już po chwili leżałam w ramionach Hazzy.
-Czytamy razem? - zapytał szeptem.
-Przecież nie umiesz polskiego głuptasku, nic nie zrozumiesz
-To może najwyższy czas, żebym się nauczył? Ciekawe ile razy gadałaś na mnie w tym nie zrozumiałym języku, przyznaj się.
-Może.. kilka, kiedy mieszkaliśmy w kompleksie. Od razu gdy przyjechałam do Londynu i nie umiałam tak dobrze angielski. Mam prośbę.. czy mogę to skończyć? - wskazałam na książkę.
-Pod warunkiem, że opowiesz mi o czym to jest.. a w ogóle jaki to ma tytuł?
-"Czynnik miłości"
-Juz mi się podoba, a tak dokładnie to..
-O polskich nastolatkach w moim wieku. - ziewnęłam. Doszłam dopiero do strony 149, a zachciało mi się spać. No cóż.. odłożę czytanie na jutro. Po 10 minutach leżałam z Harrym w ciszy. Ja polubiłam takie sytuacje, bo nikt nam nie przeszkadzał. Jedynymi dźwiękami jakie były słyszane w salonie, to tykanie zegara i.. bicia naszych serc.
-Myślisz, że będziemy dobrymi rodzicami? - zapytał. -Wyjadę w tym roku na trasę.. zostaniesz sama.. a co jeśli..
-Wierzę, że się nam uda. Jeszcze mamy czas na zastanowienie się co dalej. Przecież..
-Dobranoc skarbie - przerwał mój monolog pocałunkiem w usta i wzmocnił uścisk.
-Dobranoc Harry.. - wtulona w jego tors zasnęłam..
Ciekawe co może się wydarzyć w najbliższym czasie...


Jak sytuacja potoczy się dalej? Tego dowiecie się już w środę :)
Tydzień temu.. nie spodziewałam się tego, że moje publikowanie rozdziału zbiegnie się z datą premiery teledysku do "Midnight Memories". Co za zbieg okoliczności :D
No właśnie, jak tam wrażenia po obejrzeniu? Ja.. jestem pozytywnie zaskoczona :) Musimy tylko pobić ten rekord wyświetleń.. tak akurat na urodziny Harrego.
W związku z tym.. wszystkiego naajlepszego z okazji jutrzejszych urodzin Harolda ♥ Nie wierzę.. od jutra.. w zespole nie ma nastolatków.. są mężczyźni <3 :D
Trzymajcie się do następnego :)

piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 29 - Zycie potrafi czasami zaskoczyć.

Od wypadku minął już miesiąc. Nadal nie mogę w to uwierzyć.. Operacja Harrego na krtań pomyślnie się udała, a on sam teraz przechodzi rehabilitację. Może przez ten brak wymiany słów.. oddaliliśmy się od siebie. bez przyczyny. Bez powodu. Starałam się mu pomagać, ale każdą pomoc odrzucał twierdząc, że jest samodzielny. Ok.. po pewnym czasie się poddałam. Skąd miałam wiedzieć o tych jego humorach. Jak nie był zły, to robił coś na komputerze. Ostatnio po małej sprzeczce, kazał mi znaleźć zajęcie. Dobra.. nie chciał żebym tak często przebywała z nim, to nie. Ja mu łaski nie robię.
Pewnego wieczoru w sypialni słuchałam radia, podczas gdy loczek pracował z rehabilitantką. Ta piosenka.. była prosta.. pozytywna.. i wokalista miał zbliżoną barwę głosu do Justina Biebera. Zaciekawiona wpisałam w przeglądarkę tytuł "Can we dance". Od razu wyskoczył mi zespół The Vamps. Ej.. przecież wcześniej widziałam ich cover "Walks like Rihanna" Oo.. cieszę się, że chłopaki w końcu się wybili aż tak. Niech cały świat o nich usłyszy. A jak tylko usłyszę porównanie do One Direction, to nie wiem co zrobię. Na pewno będę wkurzona. Dwa zespoły.. dwa inne brzmienia.. ten sam gatunek muzyczny? Chyba tak... Potem sprawdziłam co tam słychać u mojego ukochanego zespołu The Wanted. Odruchowo podgłosniłam muzykę, kiedy leciało "We own the night". Chłopcy też mają wolne, ale zapowiedzieli kolejne koncerty w Londynie i wgl. dlatego.. ktoś (czyli ja) musi iść na ich koncert. Byłam już dwa razy, ale.. trzeci nikomu nie zaszkodzi. Jak tylko dodzwonię się do Kevina, kolegi ze starej klasy, to.. zaproponuję mu wyjście. Miło z mojej strony. Już chciałam wstać, gdy Harry rzucił się na łóżko.
-Ej, spokojnie, masz uważać tak? -upomniałam go. On nadal nosi opatrunek, boję się zwyczajnie o niego.
-Mhm.. nie zachowywuj się jak moja matka, dobra? - mruknął i przekręcił głowę w moją stronę.
-Nie jestem nią, ale..
-No co? Za nadmierną opiekę mogę podziękować.. zajmij się sobą czy czymś.. spotkaj się ze znajomymi, a mi daj święty spokój - dlaczego zrobił się taki chamski w stosunku do mnie? Ja troszczę się o niego, a ten ma jakieś sapy o spokój? Kiedy normalnie rozmawialiśmy co? Przed jego wypadkiem? Kiedy było wszystko ok? Ta.. wtedy.
-Będziesz go miał. - zabrałam swój laptop, a przy okazji wyciągnęłam kołdrę z szafy. Tego już za wiele.
-Co ty wyprawiasz.. wracaj.. - powiedział monotonnym głosem.
-Nie.. chcesz spokój? Ok, ja się dostosuję. Tę noc spędzę na dole. Nie zamierzam po raz kolejny się kłócić. Jakbyś zauważył, to.. tylko się o Ciebie troszczę. Nie fajnie byś się czuł, gdybym po wypadku też była taka chamska co? Rozumiem. Trudny okres.. a w tym wyżywanie się na mnie? Bardzo mądrze. - wywróciłam oczami i skierowałam się do salonu. Całe szczęście, że chociaż kanapa jest wygodna. Trzeba to jakoś przetrwać. Jutro.. muszę spotkać się z Liamem. Niech mi powie co mam robić, on go dłużej zna ode mnie. Ja humorów pana Stylesa mam już dość.
Po dłuższym rozmyślaniu.. odpłynęłam. Następnego dnia obudziłam się tak przed godziną 7:00. Nie ma co, po pierwsze się nie wyspałam, a po drugie.. ktoś już był w kuchni. No tak.. Harry.
Niepewnie podeszłam do niego. Trochę się wystraszył widząc mnie.
-Jak sie spało? - zapytał. Ej.. on chyba też nie mógł spać tej nocy. Wszystko świadczą o tym wory pod oczami.
-W miarę.. - i na tym zakonczyła się nasza rozmowa. Ale to jest serio dziwne.. nie potrafimy złapać wspólnego języka..
Jedząc śniadanie patrzeliśmy sobie w oczy. No cóż.. czułam się strasznie dziwnie w tak drętwej sytuacji. W dodatku niedługo ma przyjechać Kayla z Adamem na ferie. Nie wiem jak to przeżyję. Kiedy skończyłam Harry złapał mnie za rękę, a ja upadłam prosto ja jego kolana. Po chwili po mieszkaniu rozniósł się mój chichot. Taka prosta sytuacja, a dała.. odrobinę szczęścia?
-Mam coś dla Ciebie.. - szepnął mi do ucha.. - za niedługo dowiesz się o wszystkim. -Zrobiłam smutną minkę. Jak ja nie lubię niespodzianek.. są takie.. no.. nigdy nie wiesz czego się spodziewać.
I po raz pierwszy.. od miesiąca.. zaczęliśmy rozmawiać normalnie. Bez warczenia na siebie i wgl. Mój stary Hazza powrócił.
Louis.Eleanor widać już brzuszek! Eleanor już widać brzuszek! Byłem po prostu w niebowzięty! Przez tydzień nie było mnie w domu, bo wpadłem na małe odwiedziny do rodzinki. Nawet nikt nie wie jak bardzo stęskniłem za szatynką i.. naszym maleństwem, które za parę miesięcy.. będzie już z nami. Jak okaże się, że to chłopczyk, upieram się na imię Tom. Mały Tommo.. rajciu! W międzyczasie sprawdziłem co się dzieje u Harolda. Po operacji.. zachowywał się dość dziwnie. Zamknął się w sobie.. co raz częściej dochodziło do sprzeczek pomiędzy nim a Werą. Podziwiam ją, wytrzymała z sfochowanym Stylesem. My zazwyczaj.. dawaliśmy Harremu ochłonąć. Ale dzisiejszego dnia.. dostałem od niego sms "Tommo! Miło, że wracasz.. słuchaj.. czuję się jak nowo narodzony. Była lekka deprecha, ale po wczorajszej rozmowie z Liamem coś do mnie dotarło. Wpadnij do nas jutro :D!" Uhu.. czyli pan "foch" sobie poszedł.
Otwierając drzwi wziąłem swoją dziewczynę w ramiona, i okręciłem wokół własnej osi. Mooja El.
-Gdzie byłeś? - zapytała podając mi kawę.
-Jesteś kochana.. u rodziców.. wiesz.. siostry się stęskniły, nie mogłem odmówić. Co tam u Haronicy?
-Przestań.. kłótnie.. nie ma o czym gadać..
-A właśnie, że jest. Pogodzili się, Harry mi napisał. To.. co teraz robimy?
-Oglądamy film? - zaproponowała.
-Kocham Cię, wiesz? - pocałowałem dziewczynę w czoło. Pożyjemy zobaczymy. Następnego dnia miałem iść z nią do lekarza. Tak jakoś.. nie lubię tam przebywać. brr.. na samą myśl mam ciarki. Potrząsnąłem głową i skupiłem się na filmie. Czyli.. jutro wizyta w szpitalu, odwiedziny Harolda. Będzie się działo.

Tydzień później, Weronika.
Od paru dni nie czuję się najlepiej. To co zjadam.. zaraz wraca z powrotem. Przecież uważam na siebie i nic takiego nie jem, żeby mogło mi zaszkodzić. Ale.. coś jest na rzeczy. W dodatku te wymioty są nagłe. Nigdy nie wiem kiedy mam się ich spodziewać. Najdziwniejsze jest to, że jestem zdrowa.. tak myślę, albo złapałam grypę żołądkową. Kiedyś tak miałam w gimnazjum.. strasznie było. Sporo schudłam, prawie zapadłam na anoreksję i musiałam się ratować. Teraz też trzeba pilnować masę. Głupia niedowaga.
Harry ciągle przebywa z Louisem, co nie znaczy, że mnie zaniedbuje, tylko przyjaciele również tęsknią za sobą, lub jak to oboje określili "rodzeństwo". Gdy Lou wyciągał gdzieś Hazzę, ja zostawałam z Eleanor. Nigdy nie przypuszczałam, pewnej sprawy. Przez ten cały czas zaufałam El jak nikomu innemu, to znaczy.. mam drugą przyjaciółkę? Pewnie tak. Całe One Direction ma wolne, więc za bardzo nie wiemy co słychać u reszty. Zayn z Perrie podróżują.. Niall jest chyba w Mullingar, a Li z Dan.. gdzieś w Anglii. A za niedługo.. nagrywają materiał na czwartą płytę. Głos Loczka powrócił do normy. Taka radość była.. masakra.
Dzisiaj po raz kolejny rozmawiałam z dziewczyną Louisa o różnych rzeczach, kiedy znowu popędziłam do lazienki. Co się dzieje?
-Wera, wszystko ok? - usłyszałam głos za drzwiami. Spojrzałam na lustro. Jestem cała blada na twarzy. Cholera..
-Tak.. nie.. nie wiem.. - oparłam się o ścianę. Dłużej tego nie wytrzymam. Po paru minutach drzwi się otworzyły i zoabczyłam w nich zatroskaną szatynkę.
-Jesteś pewna, że to grypa żołądkowa, a nie coś innego? - zapytała. W odpowiedzi wzruszyłam ramionami. To powoli mnie wykańcza. -Gdybyś ją miała, to wystąpiłyby inne objawy, takie jak gorączka, katar, zapalenie gardła, a ty tylko wymiotujesz, chodź - podała mi rękę. Wstając lekko się zachwiałam. Fuck.
-Co to.. nie, nie nie.. - cofałam się przed El. -Nie zrobię tego.. nie ma mowy.
-Ale musisz. Jeśli okaze się, że jest ok, to jedziemy do twojego lekarza rodzinnego, niech Cię zbada, a gdy..
-Eleanor.. proszę Cię.. do tego nie mogło dojść..
-W końcu robiłaś to z Harrym tak? Migiem do łazienki i nie słyszę żadnych jęków. Robisz to dla swojego dobra. - uśmiechnęła się do mnie i podała.. test.. ciążowy. Głośno przełknęłam ślinę.. ja.. w ciąży? N..niemożliwe. Uff.. raz kozie śmierć.
-C..czy możesz tutaj przyjść? - krzyknęłam z góry. Po chwili podeszła do mnie.
-I jak?
-Dwie kreski.. to znaczy, że..
-Jesteś w ciąży. Będziesz miała z Harrym dziecko! - rozpłakałam się w jej ramionach. Boże.. chciałam zostać matką i wgl. ale po skończeniu 18! Jestem na to za młoda.. przecież.. Hazza ma 20 lat.. zrujnowałam jego karierę. Głupia ja, to wszystko moja wina! Z płaczem wbiegłam do sypialni, zakluczyłam drzwi i dałam upust emocjom. Tylko.. jak ja mam mu to powiedzieć? Ratunku..
Harry.
Kręgle.. o tak, uwielbiam je. Razem z Liamem i Louisem właśnie wygrywałem kolejną rundkę. Ma się tego cela. Po jakimś czasie usiedliśmy przy stoliku. Na całe szczęście nie było żadnych fanek, więc mogliśmy normalnie się zachowywać. Gdy jedliśmy pizzę.. zastanawiałem się, czy czasami Louis nie zamienił się w Nialla, bo większą część zjadł sam. Nasz wypad przerwał telefon do Louisa.
-No cześć kotku... ale co się dzieje.. spokojnie... powinniśmy dotrzeć za 10-15 minut.. aha.. postaram się.. ok nic nie powiem.. to poczekaj chwilę, zaraz będziemy.. - Mina Boobeara nie świadczyła o niczym dobrym. Zdezorientowany spojrzał na nas. -Chłopaki.. zmywamy się stąd. U dziewczyn był Paul.. podobno coś się stało, jedziemy. - wziął swoją kurtkę, a my ruszyliśmy za nim.
Nawet w aucie nie odzywał się. Ciekawe co porabia Wera.. biedaczka.. ma grypę czy.. coś podobnego. Za każdym razem, gdy coś zjadła.. eh.. beznadziejna sytuacja. Nim się otrząsnąłem z zamyślenia, już dotarliśmy pod moje mieszkanie. Za szybko. Wchodząc do środka, było słychać cichy szloch. Chciałem iść do swojej dziewczyny, ale Paul natychmiastowo mnie zatrzymał.
-Uważaj, przygotuj się na najgorsze. To co usłyszysz, może wywołać u Ciebie nie mały szok. - ostrzegł mnie. Nie przejąłem się tym zbytnio, tylko wbiegłem do sypialni. Koło łóżka znalazłem swoją zgubę. Miała oczy opuchnięte od płaczu.
-Kotek.. co się stało? Powiesz mi? - objąłem ją, a dziewczyna wtuliła się w mój tors, zaciskając ręce na koszulce.
-J..ja.. m..my musimy porozmawiać. W sumie to chcę Ci coś powiedzieć - szepnęła. Jej głos.. łamał się. -Ale t..to jest takie trudne.. nie potrafię Harry.. - mocniej ją objąłem. Ona się bała. Na pewno. Tylko.. czego? mnie? chwyciłem ją za podbródek tak, żeby spojrzała mi w oczy.
-Cokolwiek mi powiesz, to i tak nadal Cię kocham. - zapewniłem ją, po czym złożyłem na jej ustach pocałunek. Odetchnęła i wzięła głęboki oddech.
-No bo ja.. - zauważyłem, że na palcach policzyła do trzech. -Jestem w ciąży.. - zakryła twarz dłońmi.
Byłem w szoku. Naprawdę.. Weronika jest w ciąży? Nie mogłem w to uwierzyć. Za dziewięć miesięcy ja Harry Styles zostanę ojcem. Nieprawdopodobne. Mały dzidziuś.. nasze maleństwo..
Po chwili trzymałem w ramionach zaskoczoną dziewczynę. Na mojej twarzy zagościł uśmiech.
-Czyli się nie gniewasz? - zapytała wystraszona.
-A miałbym? Przed chwilą usłyszałem najwspanialszą wiadomość na świecie. Dziewczyna, którą kocha będzie matką mojego dziecka! Nawet nie wiesz jak bardzo jestem szczęśliwy!
-A co z mediami? Rozpęta się burza.. o to, że w tak młodym wieku i..
-Nie przejmuj się nimi, mam ich.. głeboko gdzieś. To moje życie.
-Harry.. wiesz.. Paul też się cieszy.. - ze zdumienia otworzyłem szeroko usta. Nasz menager nie czepia się? Wow.. widzę przemianę. -Tylko jak połączysz wychowanie dziecka i tegoroczną trasę koncertową?
-Oto się nie martw. Mamy jeszcze czas. - złapałem ją za rękę i zeszliśmy na dół. W salonie krzyknąłem.
-ludzie! Zostałem ojcem!


A jak życie Weroniki i Harrego potoczy się dalej? Tego dowiecie się dokładnie za tydzień :)
Szczerze mówiąc robię sobie małą przerwę od pisania.. bywało tak, że ja zamiast się uczyć, to pisałam rozdział, pojawiły się małe problemy w szkole.  Nie może tak być. Tą "tygodniową przerwę" robię tylko raz, a następne rozdziały będą się pojawiały częściej, obiecuję :)

Weronika zaszła w ciążę.. czyli wszystko świadczy, że do końca opowiadania zostało mniej więcej 7-8 rozdziałów. Przynajmniej na razie tak zakładam.
Trzymajcie się do kolejnego piątku <3

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 28 - Wypadek..

Czułam się w jak najprawdziwszym koszmarze. Panował zamęt, panika, a ja byłam uwięziona w aucie. Pomocy!! krzyczałam na cały głos. Czy ktoś mnie do jasnej cholery widzi? Oczywiście, że nie. Przyciemnione szyby. Ludzie no.. przesuńcie się chociaż. A jak to Harrego zastrzelili? Nie, nie jeszcze raz nie. Tylko jak mam się stąd wydostać?! Myśl Weronika.. rozejrzałam się po samochodzie. Tutaj nie ma niczego, zebym mogła się wydostać. W witrynie zobaczyłam przerażoną twarz Horana. od razu chwyciłam za komórkę. Pięć sygnałów i nic. Trzymajcie mnie! Nerwy mną porządnie miotały. Zostało mi tylko napisanie do Louisa. Może on jedyny wie co się dzieje.

Czyli.. przez głowę przechodziły najczarniejsze scenariusze. Boże.. miej go w swojej opiece. Zdesperowana zaczęłam walić pięścią w szybę. Nagle.. pojawiła mi się myśl. Jeśli to rozbiję.. będę wolna. No i co, że rozwalę sobie dłoń. Tam coś się dzieje! Ludzie płaczą i zero reakcji. A jeśli ktoś zginął? (pffu) No to na trzy.. raz.. dwa.. trzy! Ból był niemiłosierny, ale przed moimi oczami wszystko się rozsypało w kawałki. Wygramoliłam się na chodnik i zaczęłam biec. Musiałam się przepchać, żeby dobrze widzieć.
-Szukajcie tą Weronikę! On potrzebuje ją, szybko! - m..m.. moje imię.. o nie. Przyspieszyłam.
I.. zamarłam. Zaczęłam krzyczeć, żeby wezwali karetkę. Byłam roztrzęsiona. Jak te debilki mogą spokojnie stać, gdy ich.. idol został ranny?! Nawet nie zdążyłam chociaż dotknąć Harrego, gdy przyjechała karetka i lekarze kazali wszystkim oddalić się. Widziałam tę ranę.. była tak blisko serca. Oczy Hazzy.. przepraszająco patrzały na mnie. To ja powinnam go przeprosić, ze go zostawiłam. To on wtedy szedł do mnie. Ktoś.. postanowił się zemścić. Ale kto normalny postrzela chłopaka w biały dzień?! Nie wiem, ale.. zaczęło mi się kręcić w głowie. Usiadłam na chodniku. Dlaczego ja nie byłam na jego miejscu? Za mną nie tęskniłby cały świat. Nie jestem nikim ważnym. Tak bardzo teraz chcialam, żebym to była ja. Poświęcenie się dla miłości.. to jest dopiero coś.
Ukryłam twarz w dłoniach. Eh.. zapomniałam, że leci mi z prawej krew. Po chwili.. otarłam łzy i zaczęłam biec. W końcu zabrali go do szpitala. Nie wiem którego, ale znajdę.
Co chwilę się potykałam o własne nogi, ale nie dawałam za wygraną. Kiedy tylko dotarłam do pierwszego, okazało się, że trafnie.
-Przepraszam, tu przywieźli Harrego Stylesa i..
-Żadnych informacji nie mogę udzielić.
-Jestem jego dziewczyną.
-Tak jak każda inna fanka, żegnam panią.
-P..proszę mi pomóc.. - spusciłam głowę. Jestem już skonczona tak? Jakby na "zbawienie" do recepcji wpadła reszta zespołu. -Oni mnie znają, proszę.. mój.. ja go bardzo kocham.. - po raz kolejny się rozkleiłam. Po krótkiej rozmowie pielęgniarka wskazała nam pokój w którym znajduje się Loczek.
-Prosze wchodzić pojedyńczo - uprzedził nas lekarz dyżurujący.
-To może niech Wera pierwsza wejdzie - powiedział Liam i uśmiechnął się lekko do mnie.
-Dziękuję  - szepnęłam i popchnęłam drzwi. Weszłam do niedużej sali ze sprzętem. Na przeciwko.. leżał Harry poprzypinany do wielu kabelków. Cały czas pikała maszyna, która kontrolowała pracę jego serca. Nie wiedziałam co zrobić. Po prostu usiadłam na krzesełku obok niego. Wdech wydech.. wdech.. wydech. Jest źle. Bardzo źle.
 Miał zamknięte oczy. Delikatnie ścisnęłam jego dłoń. W myślach pomyślałam.. wszystko będzie dobrze. Już niedługo z tego wyjdziesz. Po chwili poczułam, że odwzajemnił mój uścisk i otworzył powieki. Nie było już tego samego blasku w szmaragdowych tęczówkach co wcześniej. Lekko się uśmiechnął.
-Proszę Cię nie płacz - wychrypiał. Ale moment.. co się stało z jego głosem. Zdaje mi się, że ledwo co mówi.
-Będę.. to nie miało się stać..
-Nie obwiniaj siebie. Możliwe, że ktoś od dawna planował.. nie mogę.. - było widać, że Harry z trudem wypowiadał kolejne słowa. Pokręciłam głową żeby nie mówił już nic. Przecież nie wiem co mu się dokładnie stało. Z nadzieją wpartywał się we mnie. Czemu ja w takich sytuacjach nie wiem co robić? Nie wytrzymałam.. łzy pociekły mi po policzkach i delikatnie przytuliłam go.
-Będzie dobrze.. - szepnęłam. Potarł lekko moje plecy.. a jeśli ten wypadek przeszkodzi mu w karierze? Za trzy miesiące lub cztery rozpoczyna się trasa "Where we are".
Nagle ciszę przerwał ostry kaszel Harrego. Maszyny zaczęły dziwnie piszczeć, więc wybiegłam z sali i zaczęłam wołać lekarza. Co do jasnej cholery się znowu dzieje?! Nie wiadomo z jakiego powodu zaczęłam się trząść. Chłopcy zaciągnęli na krzesła i próbowali uspokoić. Ja.. nigdy nie znajdowałam się w takiej sytuacji. Świadomość, że mogę stracić najważniejszą osobę w swoim życiu dobijała mnie najbardziej. Najgorszym widokiem było to, jak zabierali Hazzę na blok operacyjny. Mogę przysiądz, że wyglądałam jak wariatka, bo przez cały czas krzyczałam. Na tę sytuację Zayn razem z Liamem zaprowadzili mnie do samochodu Louisa. Na nic.. dalej panikowałam. Po wzięciu kilku głebokich oddechów oraz w oczekiwaniu na Lou przejrzałam wiadomości sms w komórce. Parę było od Kay.


chwilę później rozmawiałam z przyjaciółką. Opowiedziałam jej o tym zdarzeniu. Czemu jak wszystko jest dobrze, zawsze musi się coś psuć. Kayla próbowała mnie pocieszyć, ale wątpię żeby mój humor miał zamiar się zmienić. Jestem smutna, zdołowana, zła.. zero radości, kompletnie nic. Z czego mam sie cieszyć? Że kurde ktoś zrujnował Harremu karierę i może już nigdy nie zaśpiewa? Przecież słyszałam! On nie mógł spokojnie mówić. To tak jakby.. każdy wyraz.. był ciężki.. nie do przebicia.
Nerwowo zaczęłam stukać palcami. Ile czasu mam na niego czekać? Jak na moją odpowiedź Tommo wsiadł do auta.
-No co tak długo? - zapytałam. Nie będzie miła atmosfera.
-Czemu usiadłaś z tyłu? Wolne jest..
-Uwierz mi, że nie chcę.. - odparłam, a chłopak ruszył. Byłam zdezorientowana, gdy minęliśmy mój dom. O co chodzi? -Gdzie jedziemy? -czy to porwanie? Ugh.. jasne, że nie, tylko jestem tak zmieszana i czuję się jakbym była w horrorze! To wszystko mnie wykańcza...
-Do mnie. Nie pozwolimy tobie siedzieć samej w tak dużym domu.
-Nie okaleczam się i w ogóle.. więc w czym problem?
-Słuchaj.. (zatrzymał się na parkingu) wiem, że przechodzisz teraz ciężki okres. Twój chłopak, a mój przyjaciel został ciężko ranny. Mi też nie jest łatwo. Jesteśmy jak bracia, a gdy dowiedziałem się, że omal nie dostał kulą w serce.. - w tym momencie przerwał. P..prawie w serce? Dzięki Ci Boże, że ocaliłeś tego chłopaka od śmierci. Szybko pokręciłam głową, żeby odgonić gromadzące się łzy. Jednak dobrze, że Tomlinson postanowił przygarnąć mnie na jakiś czas. Może po rozmowie z Eleanor.. trochę się uspokoję. Czuję sie jakby.. dla mnie już nie było ratunku..

(perspektywa Louisa)
Nie mam zielonego pojecia jak doszło do tego zdarzenia. To był zwyczajny wypad do kawiarenki. Mieliśmy tylko kupić coś do żarcia, a potem na basen. Paul nas ostrzegał, że jeśli wybieramy się sami, to mogą być kłopoty. Niestety nie przewidzieliśmy tego..
Najdziwniejsze było to, że gdy dowiedzieliśmy się, że nie ma szans na wydostanie się, to Harry i Zayn wpadli na pomysł "dopchamy się do samochodu, będzie dobrze" Ale czy wiedział o tym szaleńcu, co go prześladuje od roku? No właśnie. Jedno zranione serduszko nastolatki i już nie mógł się czuć bezpieczny. Co za..
Rozumiem.. Hazza jak najszybciej chciał się dostać do Weroniki, ale to było chore! Zamknęliśmy ją tak? Jest mądrą dziewczyną, a w dodatku są od tego sms. Napisałaby, gdyby coś się działo.
Jak siedzieliśmy w tym sklepie.. nie słyszęliśmy huku. Zorientowaliśmy co się dzieje, po mojej rozmowie sms z Werą, oraz po panice naszych fanów. Nie zważałem na to, że muszę się przepchać przez tłum. Kiedy tylko zobaczyłem Loczka trzymającego się za klatkę piersiową wrzasnąłem, żeby wszyscy się odsuneli. Niall zadzwonił na pogotowie. Patrzyłem prosto w przerażone oczy mojego najlepszego przyjaciela. Szok.. jedyne słowo opisujące idealnie to zajście. Do przybycia karetki pomagałem zatamować mu krwotok. Moje ręce były w jego krwi.. Cały czas szeptałem.. Boże.. nie odbieraj mi go, nie teraz. Na nasze szczęście został szybko zabrany na pogotowie. A nas? Paul, także kilkoro innych ochroniarzy zabrali do jakiegoś pomieszczenia. Menager powtarzał, żebyśmy byli silni. Mamy udowodnić światu, że staramy się nie załamać. Ale ja tak nie mogłem! Zatelefonowałem do Eleanor. Byłem roztrzęsiony, chociaż tak bardzo nie było tego po mnie widać. Kazałem jej na wszelki wypadek przygotować miejsce dla dziewczyny Harrego. Nie chciałem być w jej skórze. Kiedy wpadliśmy do szpitala zobaczyliśmy płakającą brunetkę. Wybita szyba w aucie, zakrwawiona ręka. Takim oto sposobem musiała się wydostać...
-Louis.. przynieś mi apteczkę z łazienki, dobrze? - poprosiła mnie El. Niechętnie podniosłem się z kanapy. Zdaje mi się, że w kółko analizuję to co się stało. Zbyt łatwo wpadam w stan zamyślenia. Przechodząc obok kuchni, widziałem jak bardzo jest pokaleczona dłoń 17-latki. To musiało boleć.
-Proszę - odpowiedziałem podając pudełko. -A właściwie.. jak ty to rozbiłaś? - te pytanie nurtowało mnie od dłuższego czasu.
-Ja.. no nie wiem.. bardzo chciałam się wydostać.. jeszcze.. te omamy, że Harry.. - spuściła głowę. Też bym o tym nie rozmawiał.
-Rozumiem, ale.. my się tobą zaopiekujemy, wszystko będzie dobrze. W końcu masz naszą trójkę tak? - po tych słowach dziewczyna wysiliła się na lekki uśmiech. -Uwaga.. jam jest Louis Tomlinson i nikt nie ma prawa się smucić, jasne? - pogroziłem palcem, następnie dziewczyny zachichotały.
-.. macie już imię dla dziecka?
Oo.. pytająco spojrzałem na Eleanor. No..ee.. ja jeszcze nie wiem..
-Jak bedzie blizej porodu - dziękuję! Podeszłem do narzeczonej i pocałowałem ją w policzek. Uratowała mnie przed odpowiedzią.
30 minut później oglądaliśmy telewizję. Takie nudy, że masakra. Skakałem z kanał, na kanał. Nie ma nic ciekawego do ogladania.
-Czekaj! - pisnęła Wera, gdy akurat był kanał informacyjny. -Mówią o Harrym.. -Złapałem mocno El za rękę. Proszę o dobre wiadomości..
"Dziś około godziny 13:00 na ulicy Klinginton doszło do strasznego wypadku! Członek boy bandu Harry Styles został postrzelony, podczas próby przedostania się do auta. Według wstępnych informacji, napastnik to nie jaki Bill Summer, ojciec młodej aktorki Clary S . Jak wiadomo, jeszcze niecałe dwa lata temu Styles i Summer tworzyli niemal idealną parę. Od czasu ich zerwania parę razy członek 1D uszedł z życiem. Ale tym razem sprawca został ujęty, trafił do aresztu. A co z poszkodowanym? Czy jego kariera jest już skończona i być może nigdy nie zaśpiewa? W najbliższym czasie postaramy się was o tym poinformować. A teraz The Vamps..."
-Mają go.. nie zagraża już Harremu. Boże.. - Weronika popłakała się na kanapie. Szybko podeszłem do niej i przytuliłem. Każdemu z nas przyda się teraz wsparcie.
Tylko.. co mamy robić dalej? Około godziny 20:00 napisałem do Zayna. On nadal siedział w szpitalu.



Wchodząc na górę po schodach w pokoju gościnnym zauważyłem dziewczyny. Drzwi były lekko uchylone, więc trochę podsłuchałem ich rozmowę. Głównie Eleanor pocieszała załamaną Werę. Wiele razy padło imię mojego przyjaciela.
No właśnie.. trzeba do niego jechać. Moment.. ma mieć operację. Podrapałem się w głowę i skierowałem w stronę sypialni. Mała drzemka nigdy nikomu nie zaszkodziła. Ustawiłem sobie budzik.. tak na wszelki wypadek. Eh.. czemu ciągle myślę o związku Hazzy i Weroniki? Boję się, że coś ich rozdzieli. Oby tak nie było. Jeszcze przed zamknięciem powiek odczytałem sms'a, że jutro możemy wpaść zobaczyć Stylesa.

Przyjacielu.. jestem z tobą cały czas. Proszę Cię.. masz silny organizm. Przetrwasz wszystko. Nie zostawiaj nas.. fanów i dziewczyny, która Cię kocha. Wierz mi, po paru miesiącach będziesz znowu śpiewał. Przed tobą jest jeszcze całe życie!

Czy operacja Harrego się uda? Czy wystąpią komplikacje? To już w następnym rozdziale, który pojawi sie w granicach czwartek - sobota.
Chciałam dodać ten rozdział wczoraj, ale miałam problemy z internetem ://
No nic, ważnie, że dzisiaj jest :D

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 27 - Szczęście, plany.. i coś jeszcze?

Następnego dnia obudziłam się w ramionach Harrego.. ale w innym pomieszczeniu. No tak.. głupia ja.. przecież my.. mieszkamy razem.. wczorajszej nocy.. doszło między nami do czegoś więcej. Ogólnie.. stwierdzam, że było gorąco... bardzo.. wnioskując, że bokserki Hazzy leżały no em.. na podłodze. Ciekawe jak się tam znalazły.. zaśmiałam się w myślach. My.. naprawdę to zrobiliśmy. Wczoraj. Wow.. czuję się tak jakoś.. inaczej.. dziwnie, ale zarazem lepiej. Takie.. mega motylki w brzuchu, które.. w końcu.. znalazły wyjście? Nie wiem.
Kiedy Harry poruszając się przez sen połaskotał moje ramię zachichotałam. Ogólnie dzisiaj od samego rana świat widzę "przez różowe okulary". Mam ochotę wstać i krzyknąć całemu światu, że jestem najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. Boże.. boskie uczucie. W oczy zaczęły mi wchodzić mgiełki, więc je przetarłam. Chyba na zawsze moim ulubionym widokiem będzie śpiący "Tarzan". Nazywam go tak.. odkąd ma takie długie włosy. Z tego co się orientuje.. to dawno nie był u fryzjera. Nawet na twitterze parę razy dostałam zdjęcia Harrego w kiteczce. Śmiesznie tak wygląda.. ale.. jak loczki przeszkadzają, to trzeba coś z nimi robić. Przecież.. nie wezmę nożyczek, i nie obetnę mu ich. Hmm.. ale.. nie najgorszy pomysł. Musimy o tym pogadać. "Baby you light up my world like nobody else.." w tym momencie zachciało mi się śmiać. Czyli.. zmieniam swoje nastawienie do piosenek One Direction. Kto by pomyślał, że odnajdę w nich jakikolwiek sens. Tak tu jest ciepło.. eh ta przerwa świąteczna.. niestety.. musiałam wstać z wygodnego łóżka, założyć szlafrok i zejść na dół zrobić śniadanie. Posiadam owe umiejętności w gotowaniu, dlatego nie mogę tego marnować. Powoli ciągnęłam nogi jedna za drugą. No dalej.. od dobrych kilku minut nie śpię. Nie powinno być aż tak źle.
Gdy otworzyłam lodówkę natychmiast dostałam "mini zawał" spowodowany dzwonkiem mojego telefonu. "You're giving me a heart attack".. zanuciłam. Kurde.. to był kawałek piosenki 1D, a ja go znam. Postęp? Jak najbardziej. Szybko spojrzałam na wyświetlacz. Oo.. numer zastrzeżony.. Bez dłuższego przeciągania, kliknęłam na "odbierz" Nigdy nie wiadomo kto dzwoni.
-Słucham?
-Weronika? Od samego rana próbuje się do was dobić. Nawet Louis dzwonił do Harrego, ale.. a tak właściwie, to czemu żadne nie odebrało? - ton głosu Eleanor.. przybrał barwę.. jakby coś podejrzewała..
-Ee.. ja zostawiłam telefon na dole. Wybaczysz?
-O ile.. (chwila ciszy) Lou, no nie! Hahahah przestań, rozmawiam z Werą.. ej, przepraszam mój chłopak mnie dopadł. - El prawie piszczała. Ałć.. moje uszy. Wzięłam komórkę ciup dalej od ucha.
-Tak samo ja Hazza.. wczoraj.. - rozmarzyłam się.
-Nie mów, że wy.. zrobiliście to! Wiedziałam, po prostu intuicja mnie nigdy nie myli! No to kiedy ślub, oświadczył Ci się?
-Ejejej przystopuj. Żadych zaręczyn jeszcze nie było..
-Ale tak niedługo się stanie. Uwierz mi.. słuchaj.. trzeba się spotkać i na spokojnie.. po plotkować.
-No właśnie.. wpadniecie do nas na obiad? Harry miał takie plany, żeby was zaprosić. Mam nadzieję..
-Nie martw się! Będziemy! Ojaa.. trzeba zobaczyć jak mój Hazzuś, Loczuś się urządził. Jaaram się - usłyszałam przez słuchawkę w oddali głos Louisa.
-El.. jak ty z nim wytrzymujesz? Ja bym po paru minutach bym zwiała.
-Nie wiem.. to nazywa się miłość. Mimo tego, że zachowuje się jak.. no jak.. nastolatek, nadal go kocham. Kończę.. trzeba Tommo przypilnować. Do zobaczenia.
-Papa - kliknęłam "zakończ połączenie" i odstawiłam komórkę na stół. Czy ten dzień nie może być piękniejszy?
Przyrządzając śniadanie.. cały czas nuciłam jakąś melodię pod nosem. Za żadne skarby świata nie mogłam przypomnieć sobie tytułu. Są dwa wyjścia.. albo leciała w radiu.. albo.. kiedyś tam wpadła mi w ucho. Em.. ile jajek on może zjeść.. mnie wystarczą dwa na tym toście. Kładąc talerzyki na stole.. w samym ręczniku na biodrach.. zszedł Harry. Policzki.. czy możecie się aż tak nie czerwienić? Pff.. zdradziłam się tylko.
-Nie masz się w co ubrać? - powiedziałam nieśmiało. Ajajaj.. zawstydziłam się.
-Kotku.. jeśli człowiek jest głodny, to najpierw karmimy żołądek, a później przejmujemy się.. problemami. - wepchnął sobie całego tosta do buzi. Bruudasek.
-Problemami? Czy nałożenie spodenek, to aż taki wielki kłopot?
-Werciu.. a dasz mi zjeść to przepyszne śniadanko, które nam zrobiłaś? W domu tak ładnie pachnie, że nie mogłem się powstrzymać. - posłał uśmiech. Ok.. odpuszczę mu. Następnym razem nie będę taka miła.
Po zjedzonym posiłku, jak się ubraliśmy w normalne ciuchy.. pojechaliśmy do sklepu meblowego. No to.. czas na tzw. wybór mebli. Nie znam się na takich rzeczach, więc zaufałam w tej kwestji Harremu. Ostateczny kolor ścian.. ustalimy.. niedługo.
-Zobacz na ten zestaw - powiedział chłopak, wskazując na "pokój". Na samym środku stała czarna, skórzana kanapa, po bokach po dwa pasujące do tego fotele. Na przeciw wisiał duży telewizor plazmowy, który w sam raz nadawał się, nad kominek.. lub do naszego salonu. Zgodziłam się na wszystko z tego kompletu, po za obiciem kanap. Wolałam bardziej.. no nie takie skórzane. Bez przesady. Gdy skompletowaliśmy jeden pokój.. trzeba było postąpić tak z pozostałymi. Emm.. Louis i Eleanor wpadają do nas na obiad tak? Spojrzałam na zegarek. Zbliża się godzina 14. Czyli rozumiem, że ja nie będę nic robić.. zamówimy.. pizzę. to myślenie Harrego czasami mnie powala.
-Czy możemy tutaj jutro przyjść? - lekko szarpnęłam Loczka za ramię. Tik tak, tik tak.
-Momencik.. - machnął ręką i wrócił do rozmowy z sprzedawcą. -Co się dzieje skarbie?
-Lou.. El.. przyjście do nas.. zapomniałeś? - zapytałam. Obawiam się, że jego odpowiedź.. mnie załamie.
-Fuck.. przepraszam. To zamówimy coś? Żeby nie było przypału..
-I mówi, to chłopak, który nie pamięta o swoim przyjacielu. Oj Styles same z tobą kłopoty. - poklepałam go po ramieniu.
-A panna Maj niech lepiej nie podskakuje.. - przysunął się bliżej.
-Boo? - uśmiechnęłam się.
-Chodź tu do mnie.. - przyciągnął mnie do siebie i nasze usta.. "spotkały się ze sobą". Jednak szybko oderwałam się od pocałunku.
-Nie przy ludziach - skarciłam go. Halo.. paparazzi.. nowe plotki.. chyba oboje tego nie chcemy co nie?
-A w domku? - smutna minka, głowa spuszczona. Co z nim Louis zrobił?! Nie zamierzam się "urzerać" z kopią Tomlinsona.
-W domku czekają na nas znajomi..
-Wiem, zbierajmy się już. Jutro.. dalsza część zakupów. Tak tylko mówię - po chwili obejmował mnie. Moment później zakrył mnie płaszczem. Ktoś dał cynka dziennikarzom, że tutaj jesteśmy. Fanki? Nie.. nie widziałam żadnej.. ktoś z przechodniów? Bardziej możliwe.
W mieszkaniu znaleźliśmy się dopiero po godzinnej jeździe (żeby zgubić paparazzo.. nie mogli się dowiedzieć gdzie mieszkamy). Jestem zmęczona tym wszystkim. No ale.. nie poddam się. Teraz.. spotkanie i.. dziwna sytuacja. Wchodzimy sobie do salonu cali w skowronkach.. nagle.. wstraszył nas Louis. Skąd do jasnej cholery on się u nas wziął?! Na El się nie gniewam, bo to nie jej sprawka. Przysięgam.. na ile zawałów ja mam jeszcze paść? Wzięłam głęboki oddech, chwilowo się uspokoiłam, obróciłam do Harrego.
-Skarbie.. czy chcesz mi coś powiedzieć? - ten mój "głosik" chyba aż za bardzo przesłodziłam.
-Emm.. no bo tak jakby..
-No Harry.. nie gryzę, a więc.. masz pewną rzecz na sumieniu, i chcesz ją teraz ujawnić? - błagam.. czuję się jakbym była jego sumieniem. Kooszmar.
-Wiesz..
-Ej.. mówisz czemu dałeś Lou klucze do naszego mieszkania czy nie? - musiałam to powiedzieć, bo nie lubię wyciągać spraw z kogoś. Aż taka straszna jestem?
-Obiecaj, że nie pogniewasz się na mnie dobrze? - złapał mnie za rękę, po czym usiedliśmy na kanapie. Jak dobrze, że jutro przybędą nowe. Po chwili wyjaśnil wszystko, że chłopaki razem wybierali dom. Louis chciał się wcześniej o tym wygadać, dlatego żeby był cicho.. dostał.. kluczyki. Zero prywatności? Trzeba ustalić pewne warunki z Eleanor. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać o ślubie Elounor (tak chyba fanki nazywają związek Lou i El.. u nas wychodzi.. Haronica? Ojej..) wywróciłam oczami. Mnie to nie kręci, ale z chęcią im pomogę. Podczas tego (proszę o werble...) nasze gołąbki ogłosiły chrzestnych. Jako, że w Anglii może być kilka par rodziców chrzestnych, to.. ja i Niall.. jesteśmy.. no tymi rodzicami. Poród jest dopiero za co najmniej pięć miesięcy, a oni już tyle planują.
-Macie plany na sylwestra? - zapytał Tommo. Spojrzałam na Hazze.. jego mina.. pokazywała, że nie.
-U nas brak, a u was?
-Też za bardzo nie możemy wyjść.. moment.. Nialla nie będzie.. spędza sylwka z tą jakąś modelką Barbarą czy jak jej tam..
-Barbara Palvin! - ups.. zwróciłam na siebie uwagę.. -No co.. ja też czasami czytam fanfiction o was.. no i na jednym była ta modelka.
-Moja mądra Wercia - Harry cmoknął mnie w policzek. Czemu zawsze po tym nerwowo chichoczę.. ah.. nie opanowałam jeszcze tego.
-Baardzo..
-Czekajcie. Liam z Dan wyjeżdżają.. Zayn z Pezz też.. to może tak zorganizujemy tutaj? - zapytała El. Zgadzałam się z nią w 100%, a przy okazji.. chłopcy mogliby wypić sobie trochę więcej alkoholu, a ja nie piłabym ze względu na szatynkę. Hm.. nie taki zły pomysł. Oby tylko nie przegieli za bardzo.
~*~
Następnego dnia dopóki reszta 1D była na miejscu, rozpakowywaliśmy, ustawialiśmy meble. Na kolejne zakupy nie chciało mi się iść, więc.. cały wystrój został w rękach Harrego. Mogłam na to nie pozwolić, ale nasz Harold ma.. niezły gust. Ogólnie.. wszystko wygląda.. tak nowocześnie. W tym miejscu popełniłam malutki błąd. Loczek wydał.. (moim zdaniem) za dużo pieniędzy. 'To przecież gwiazda, ma kupę kasy.. haalo - krzyczała moja podświadomość. Niby tak.. ale..
-Wiecie co.. ten sprzęt w kuchni sprawił, że będę tu częstym gościem - powiedział Niall rozgladając się po kuchni. Od trzech lat.. on myśli o jedzeniu. Ni nieźle.. widać niektórzy ludzie się nie zmieniają.. przez dłuższy okres.
-A kto Ci będzie gotował? - zapytał Liam opierając się o blat. Czy Danielle poszła do sypialni porzadkować moją garderobę.. ? A niech to. Momentalnie się zerwałam z miejsca i pobiegłam na górę.

(oczami Harrego)
Właśnie przesuwałem z BooBearem stół, gdy moja dziewczyna zrobiła zdziwioną minę i krzyknęła "Zaraz wracam!". No tak.. wcześniej Dan razem z Pezz poszły.. chyba poukładać ciuchy.. ale patrząc na reakcję Wery, to chodzi o coś więcej. Co do wczorajszego "zdarzenia".. nie ma słów zeby to opisać. W największym skrócie.. było bosko.
Zmęczony opadłem na kanapę. Oby to była nasza ostatnia przeprowadzka, moje plecy wołają ratuku. A gdy towarzystwo sobie pójdzie.. kpani urocza zrobi mi masaż. Jestem taki spięty.
-Hazzuś, przesuniesz swoje cztery literki, nie mieszczę się..
-Pewnie LouLou.. siadaj - wskazałem ręką.
-Ah.. dziekuję.. - poruszył brwiami. Jak my uwielbiamy wygłupiać się razem. Tylko.. że to nie jest już tak jak dawniej. Dzisiaj.. nawet na ulicy nie możemy iść sami, bo fanki piszczą "Larry". Ok.. kocham je wszystkie, ale.. niektóre to wzięły na poważnie. Mam wspaniałą dziewczynę (za niedługo może żonę, zobaczymy co da się zrobić ^^), Louis jest zaręczony z El, a te nadal się upierają, że to ustawka. Czy nie zauważyły, że trochę zniszczyły naszą przyjaźń? Niestety.. dla firmy Modest! jesteśmy "chwytem marketingowym" Niedługo tak nie będzie. Jak skończy się nam umowa.. pożyjemy, zobaczymy.
Nie wiem czy to ja się zamyśliłem, ale chciałem położyć rękę na oparciu fotelu, gdy.. usłyszałem huk.. oo..
-Czy ty chcesz mnie zabić?! - pisnął Louis, a Niall płakał ze śmiechu. Co by Lou nie powiedział, to blondyn ma z niego beke.
-Nie miałem zamiaru..
-Eh.. ty cały czas jesteś w myślach z Werą.. ej.. ty serio serio się w niej zadużyłeś. Chłopie! Zobacz jak ona na Ciebie wpływa. A jakie korzyści są z tego.. ohohoh na przykład jesteś w dobrym humorze, lepiej nagrywasz piosenki, promieniejesz, gdy ktoś wymawia imię "Weronika" o rajciu.. żebyśmy oboje nie brali czasem ślubów.. nie taki zły pomysł. No Hazza, kiedy ślub z piękną polką? Mam nadzieję, że tego samego dnia co ja z El.
-N..nie myślałem o tym..
-To pomyśl! Pierścionek, rachu ciachu i po strachu - zaklaskał z dłonie. Łatwo mu powiedzieć. Znasz kogoś 3-4 miesiące i od razu zaręczyny? Chciałbym się zdecydować na ten krok, ale..
-Ok, to ja.. - nie skończyłem mówić, ponieważ z góry po schodach zbiegła roześmiana Dan, a za nią moja ślicznotka z grymasem na twarzy. O co poszło?
-Liam powiedz swojej narzeczonej, żeby nigdy więcej nie grzebała mi w ciuchach, bo nie wiem co jej zrobię..
-Ej, skarbie o co chodzi? - zapytałem
-O co? Nie mogę nic znaleźć - przytuliła się do mnie. Pocieszająco potarłem ją po plecach. Też nie był bym zadowolony tym faktem.
-Poprawić Ci humorek? - podniosłem jej brodę lekko do góry. Te niebieskie tęczówki są takie hipnotyzujące. A podobno to ja mam takie oczy, które czarują..
W odpowiedzi kiwnęła głową na tak. Zawołałem głośno, że zabieram całą naszą paczkę na lody. Trzeba się wyluzować. Kazałem też im "zaopatrzyć się" w stroje kompielowe i rzeczy na basen. W końcu to Zayn marudził, że potrzebuje relaksu, to go dostanie.
W drodze do kawiarenki.. Wera przysneła. Na miejscu nie miałem serca aby ją budzić, dlatego postanowiłem, że kupię jej jakiegoś shake'a i zaraz wrócę do auta.
Niestety.. pojawiły się małe komplikacje z powrotem.

(Weronika)
Ugh.. przeciągnęłam się na siedzeniu. Utnęłam sobie małą drzemkę. No może.. taką trochę większą, bo nikogo nie było w samochodzie. Zdezorientowana przybliżyłam się do zaciemnionej szyby. Kurde mnóstwo ludzi.. fanki.. a oni byli uwięzieni w lokalu. Może z jednej strony to dobrze, że to mnie zostawili? Nie byłabym tego taka pewna. Zdawało mi się, że.. w tłumie dostrzegłam Harrego i Zayna, gdyby nie przeraźliwy huk.. dźwięk ten przypominał jakby.. ktoś strzelił z pistoletu? Ludzie zaczęli panikować. Ej co się dzieje? słyszałam pojedyńcze słowa.. "strzał".. "ranny". Zaczęłam panikować. Z całej siły szarpałam za klamkę. Na nic. Zakluczone! Jezu! Ja muszę wiedzieć co się wydarzyło! Kto kogo postrzelił?! A jeśli to był Harry?! (nie daj Boże) Na twarzach Directionerek pojawiały się łzy. Nie.. tytlko nie to! Ratunku! Wypuśćcie mnie stąd! Pomocy..


Kto został postrzelony? Kogo to była sprawka? Jak to wpłynie na dalsze losy głównych bohaterów? 
Tego dowiecie się w następnym rozdziale, który pojawi się najwcześniej w niedzielę, a najpóźniej we wtorek :)
Przepraszam was, że tak późno dodaję, ale byłam jeszcze u koleżanki, a także musiałam dokonczyć ten jakże dramatycznie kończący się rozdział :D
Trzymajcie się do następnego ( istnieją duże szanse, że next będzie już w niedzielę.. ale niczego nie obiecuję)

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 26 -Święta, święta.. i po świętach.

Po tym jak ta "gromadka" dołączyła do nas na wigilię, to.. szczerze? Współczuję rodzicom Kayli.. tyle osób.. pod jednym dachem? Mnie to nie przeszkadza. Gdy wszyscy się przywitali, usiedliśmy pod choinką. Ogień w kominku tak przyjaźnie wygląda.. daje takie szczęście. W tym roku.. zauważyłam, że.. jest trochę więcej prezentów niż zazwyczaj, ale może dlatego, że dziewczyny przywiozły je ze sobą. Ciekawe gdzie zapodziali się Zayn z Perrie.. no cóż.. gołąbki spędzają razem święta. Spoglądając na Danielle zazdroszczę jej takich włosów.. nie to co moje zniszczone przez ciągłe prostowanie.
-No co tak siedzimy.. ja chcę już prezenty! - Louis udał lekko obrażonego, a El schowała twarz w dłonie, po czym usłyszeliśmy jej chichot.
-A byłeś grzeczny? - zapytałam wstawając.. ok.. to ja rozdaję prezenty.
-Czy mogę już dostać? - spojrzał na mnie ze smutną miną. Oj.. na mnie to już nie działa.
-Louis.. - Eleanor zgromiła go wzrokiem. Chcąc nie przedłużać podeszłam do toreb i zaczełam rozdzielać. Z misiami jest dla Eleanor.. czerwona dla Kayli.. i dużo by tu wymieniać. Hazza dostał ode mnie.. nową parę jeansów.. z lekko poszerzanymi nogawkami. Uwielbiam jego styl, ale.. jak tak patrzę na komentarze od fanek, to on cały czas chodzi w swoich ukochanych dziurawych spodniach. Kiedy otworzył aż powiedział "Ooo" i mnie przytulił.. a.. gdzie jest coś dla mnie? Harry jakby czytając mi w myślach wręczył mi małe pudełeczko. Ok.. wygląda trochę podejrzanie.. z małym niepokojem otworzyłam je.
-K..kluczyki do mieszkania? -O co kaman? ... -Naprawdę.. nie musiałeś, ja..
-Muszę Ci oznajmić.. bedziemy mieszkać razem. Są to klucze do naszego gniazdka. -Ze zdziwienia otworzyłam buzię. Byłam w szoku. Tak niedawno wróciłam do Polski.. teraz mam znowu wyjechać? Ale on to zrobił dla nas. Westchnęłam. -Kotek, nie przejmuj się, nadal będziesz sie przygotowywała do matury ze swoją klasą.. może niedosłownie, tylko.. online. A maturę napiszesz spokojnie w Londynie pod okiem nauczyciela, który nas uczył. - uśmiechnął się.
-Serio? - rzuciłam się mu na szyję. Taka propozycja mi się podoba. Kontakt z klasą.. co było na lekcjach.. wszystko na bierząco. Chwilę później poczułam, że.. coś.. raczej parę ktosi mnie przytula. Ach tak.. grupowy uścisk.
-Czy zrobiliśmy by państwu kłopot, gdyby nasza piątka mogłaby zatrzymać się na dwa dni? - Liam zapytał się rodziców Kay.
-Zostańcie na ile chcecie.. jest mały problem ze spaniem - zastanawiała się pani Caren.
-Mamo, mogą spać w moim pokoju, a ja pójdę do Adama - odezwała się kayla. Może to był dobry pomysł.. ale nie wyobrażam sobie, żeby Louis spał w pokoju, gdzie jest pełno rzeczy o The Wanted.
-Ej.. zły pomysł - wskazałam na Lou. -Albo zróbmy tak, że na dzisiejszą noc wszyscy będą spać w salonie, a na następny dzień coś się wymyśli - zaproponowałam. Ja się naprawdę martwię o przyjaciela.
Po tym jak chłopaki zostali wysłani do kuchni, zostałam z dziewczynami przy choince. Czasami dziwnie się czuję w "gronie dziewczyn One Direction". Na całe szczęście przyzwyczaiłam się do tego towarzystwa. Eleanor przyglądała się swojej torbie.
-co tam może być - szepnęła jakby sama do siebie.
-Jak nie sprawdzisz to się nie dowiesz - zaśmiałam się do szatynki. Powoli zaczęła rozpakowywać. Sukienka, zestaw do makijażu, słodycze i..
-Boże jakie to słodkie! - pisnęła Dan, gdy zobaczyła śpioszki dla dziecka.. z twarzą Louisa. Zgaduje.. nasz wesołek to kupił. -Patrzcie na to! -Muszę pogadać z Liamem.. Danielle bardziej ekscytuje się tymi prezentami niż sama El.
-Jeszcze te słodycze.. Weronika, chcesz? - wskazała na reklamówkę. Hmm.. czekolady mleczne z Milki.. mikołaje.. batoniki.. baardzo kuszące.
-Jasne, jeśli.. czekaj.. a nie dasz ich Niallowi?
-Mogłabym.. ale ty musisz przybrać na wadze.
-Przestań.. - zarumieniłam się. Rzeczywiście.. chcialam przytyć.. niestety należę do osób, które dużo jedzą, a waga stoi w miejscu.
Po północy zaciągnęłam Kayle po materace. Czy ktoś nam pomógł? Oczywiście, że nie. Nasi panowie nawet palcem nie kiwneli. Ugh.. czy to wszystko musi być takie ciężkie? Albo ja dawno nie ćwiczyłam.. ehe.. wf by mi się przydał.
Kiedy znosiłam ostatni materac, wpadłam na Nialla. Biedaczek.. przeze mnie.. kakao wylało mu się na koszulę. Em.. ze mną to jest normalne. Często się przewracam, potykam. Niby to było nic takiego, ale roześmiał się na cały głos. Zdezorientowana spojrzałam na blondyna. Ok.. dzisiaj w ogóle nic nie ogarniam. Kiedy tak każdy się rozsiadł włączyłam po cichu telewizor. Było do wyboru film lub spanie. Po półgodzinnym oglądaniu filmu na HBO poczułam, że coś mnie łaskocze w szyję. No tak. Harry postanowił "odlecieć do krainy snów". Westchnęłam. Około godziny 2:00 cała nasza gromadka odpłynęła
~*~
-Nie, no proszę przestań, obudzisz Weronikę! - piszczała Eleanor. Ludzie.. dajcie mi pospać.. a tak ogólnie głowa mi pęka. Powoli otworzyłam oczy. Louis i Harry byli ubrani w kurtki, a Eleanor i Danielle właśnie się ubierały. Rozglądając się po salonie wywnioskowałam, że moja przyjaciółka nie wytrzymała i poszła spać do swojego pokoju. Boże.. która jest godzina..
-Dzień dobry, wyspana? - zapytał Lou.
-Eh, spadaj - zakryłam się kołdrą.
-Hazzusiuu twoja dziewczyna ma lenia, pomożesz jej wstać, czy sam mam jej pomóc? - denerwuje mnie już jego głos. -Heej Weera pora otworzyć oczkaa, bo zaraz ktoś dostanie śnieeżką - zanucił.
-Tylko spróbuj! - odskoczyłam jak poparzona. Ok.. to na mnie zadziałało. Nawet nie wiem jak szybko, ale po 15 minutach byłam gotowa, aby wyjść na podwórko. Jak jestem zastraszana, to wolę, żeby nikt nie testował swojej groźby.
-Robimy bałwana, taką pogodę trzeba wykorzystać! - krzyknął Lou. I niby on ma za 7 miesięcy zostać ojcem? Powiedzcie, że to żart. Niestety to fakt.
Nie wiem jakim cudem Directionerki o niczym nie wiedzą. Musieli to dobrze zaplanować, albo Zayn ich kryje.
Bałwan powoli.. powstawał. Pomijając ten moment, gdy Liam wtaczał drugą kulę, a Harry został popchnięty przez Louisa.
I wtedy się zaczęło. Jedna rzucona śnieżka, rozpoczęła wielką bitwę. Chłopaki na dziewczyny. Nie fair.
-Chodź tu do mnie - powiedział Harry. Nie dam się mu. Myśli, że jestem na tyle głupia aby nie zauważyć śniegu na jego ręce. Ktoś tu chce mnie natrzeć. W takim razie.. odpłacę się tym samym.
-Idę misiu - podbiegłam do niego i.. natarłam go. Potem była tylko gonitwa. Zmęczeni wróciliśmy do domu Kay. Ups.. zrobił się mały bałagan. Od razu poszłam z Eleanor do salonu. Uu.. plotki lecą. Jestem ciekawa co tym razem wymyślili.
-Jak wszyscy wiemy, niektóre gwiazdy mają przerwę podczas świąt. A w szczególności boyband One Direction. Harrego Stylesa widziano ostatnio na lotnisku na początku grudnia. Podobno jak i reszta zespołu poleciał do rodzinnego miasta, aby spotkać się z rodziną, ale czy na pewno? Według zeznań świadków, wcale nie leciał do Homles Chapel, tylko w stronę Europy. A może do swojej dziewczyny, Weroniki, córki ich stylistki? Kto wie.. więcej wiadomości już po..
-Co to było? - zapytał Loczek. Z lekkim zmieszaniem spojrzałam w górę.
-Emm.. media zastanawiają się gdzie jesteś.. skomplikowane?
-Niee.. ale.. oni nie decydują za mnie gdzie jestem. Ekhem.. 27 grudnia lecimy gdzieś.. - obrócił się do tyłu. Ee.. chyba się domyślam.
-Londyn.. i tam spędzę z tobą sylwestra?
-Nie tylko ze mną. Będą tam wszyscy, obiecuję - pocałował mnie w czoło. Motylki w brzuchu znowu się obudziły..

Dwa dni później.
Pakowanie się.. żegnanie z Kaylą. Po raz kolejny wracam "na stare śmieci". Długo w Gdańsku sobie nie pobyłam. To jest trochę dziwne. Uciekłam.. teraz.. powrót. Właśnie siedziałam oparta o ramię Nialla. Niestety.. Harry źle się poczuł i prawie cały lot przesiedział w toalecie. Ej.. mnie zawsze dopadała choroba lokomocyjna. Wow.. postęp.
Gdy dolecieliśmy na miejsce.. chłopak "porwał mnie" i ruszyliśmy w stronę.. nowego mieszkania. Miejsca gdzie mieliśmy zamieszkać razem. Jak to on powiedział idziemy do naszego wspólnego gniazdka, w którym nikt nie będzie nam przeszkadzał.
-Zamknij oczy - szepnął mi do ucha, przed apartamentem. Sam budynek zrobił na mnie ogromne wrażenie, a co dopiero będzie w środku. W myślach liczyłam kroki. Jeden.. dwa.. trzy.. (...) dziesięć. -Możesz już otworzyć. Pierwsze co zobaczyłam to kremowe ściany, oraz kręcone schody prowadzące na górę. Z podekscytowania wstrzymałam oddech. Boże.. to nie dzieje się naprawdę. Ja śnię i zaraz się obudzę.. piękny sen. Harry po kolei oprowadzał mnie po pomieszczeniach. Nie wszystkie były wykończone, ponieważ mieliśmy wspólnie podjąć decyzję co do wyboru mebli. Jaki on jest kochany. Tyle zrobił. Oszołomiona usiadłam na krześle w kuchni.
~Harry~
Patrząc na Weronikę, widziałem, że się jej spodobało mieszkanie. Po tym jak nas opuściła szukałem w internecie lokum, które będzie schronieniem dla mnie i dla niej. Teraz będę miał ją zawsze przy sobie. i nie pozwolę jej wyjechać no.. chyba, że ze mną. W samolocie ustaliliśmy, że jej przyjaciele Kayla i ten blondyn.. którego imienia nie pamiętam przylecą do nas na ferie. Nie będę jak mama Wery.. ona ma prawo utrzymywać kontakt z kim chce.
Tak bardzo lubię oglądać ją gdy myśli. Jest taka piękna. Nawet z tym brakiem w ślicznych ząbkach. Uroczo wygląda. Trzymam kciuki, że nie zetnie swoich brązowych włosów. Uwielbiam jak są długie.
W tym momencie siedzieliśmy w kuchni. Była tak zaskoczona, że.. nie poruszyła się przez dobre 5-10 minut. Drgnęła dopiero gdy dotknąłem jej dłoń.
-T..to wszystko jest nasze? - niepewnie zapytała, zaglądając mi prosto w oczy. Ah ten błekit. Tonę.. -Harry! - machnęła mi przed twarzą -Haalo żyjesz? - zaśmiała się.
-może.. oj zagapiłem się - objąłem dziewczynę, a on pisnęła.
-Na co?
-No na Ciebie głuptasku, wiesz, że Cię koocham - specjalnie przeciągnąłem ostatni wyraz.
-Ja Ciebie też.. - szepnęła.
-Jesteśmy sami.. powtórz bo nie usłyszałem. - obróciłem ją twarzą ku mnie.
-Eh Styles.. Kocham cię! - posłała mi szeroki uśmiech.
-I to rozumiem - cmoknąłem ją w nos. -Chodź trzeba rozpakować te walizki, a potem zaprosić Louisa..
-Musimy dzisiaj? Jest późno.. - spojrzała ze smutną minką. -Jutro też jest dzień.. -Niech mnie ktoś uszczypnie! Czy.. Wercia właśnie zadziornie się uśmiechnęła? Uu.. Hazza lubi.. Fuck. Opanuj się! - skarciłem w myślach samego siebie. Wziąłem głęboki oddech, i podeszłem do toreb.
-Faktycznie.. jutro do nas wpadną.. no to.. czas tylko dla nas? - zapytałem z nadzieją. Błagam zgódź się..
-Mhm - kiwnęła głową na tak a ja pełen radości wziąłem ją na ramiona. Pewnie skończy się na tym, że będziemy oglądać komedię romantyczną, ale.. kto wie.
-Jesteś cuudowna - szepnąłem jej w włosy. Walizki weźmie się potem...

Co wydarzy się potem? Jak Harry i Weronika spędza sylwestra? To już w rozdziale 27, który pojawi się w okolicach czwartek/piątek
Eh.. na serio.. mam już dosyć szkoły. Nie mam nawet czasu na pisanie.. ale.. jakoś dzisiaj znalazłam i.. ta daa :) Przepraszam za błędy stylistyczne.. bo takie występują. 
Trzymajcie się do następnego ♥

czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział 25 - Koszmar i.. przygotowania?

Czas strasznie szybko leci. Zdaje się, że tak niedawno Harry przyleciał do Polski.. do mnie. A tu proszę minęły dwa tygodnie. Może były małe sprzeczki, ale to w związkach jest normalne. Czasami już mam dosyć śniegu i w ogóle, bo kto by się spodziewał, że na święta tyle napada. Ze szkołą.. pojawiły się problemy. Rozważałam nad tym, żeby jednak nie wrócić do klasy gastronomicznej w Londynie. Tu.. jest strasznie trudno. Nauczyciele powiedzieli mi, że nie potrafię nadążyć z materiałem. Ugh.. wiele razy się denerwowałam z tego powodu. Powiedziałam, że potrzebuję.. miesiąc? Ale nie. Ten głupi system edukacyjny. Hm.. gdybym wróciła do Londynu.. potrząsnełam głową. Harry patrzał się na mnie uważnie. Właśnie byliśmy w drodze.. no.. nie wiem gdzie jechaliśmy. To miała być niespodzianka. On trzymał mnie za rękę, a ja wodziłam wzrokiem po przechodniach, którzy robili już zakupy na święta. Jakoś ostatnio między nami panowała cisza. Nie odzywałam się za dużo. Po prostu wplątałam się w sytuację bez wyjścia. I co ja mam zrobić? Kolejna ucieczka? Ugh. Spuściłam głowę. Czy mógłby się łaskawie odezwać, żebym nie myślała o tym? Oczywiście, że nie.
-Zamknij oczy - nakazał mi Harry, gdy wysiedliśmy z auta.
-Boję się..
-Zaufaj mi - szepnął, a po chwili już nic nie widziałam. Opaska oddzielała mnie od tego co się dzieje po za moją świadomością. Moje stopy powoli stawiały kolejne kroki. Gdzie mnie prowiadzi? Dokąd? Chciałabym się tego dowiedzieć. Im dłużej ta droga się odbywała, tym bardziej się bałam. Ratunku? To jest porwanie? -Jesteśmy na miejscu - kilkakrotnie zamrugałam. Znajdujemy się w jakiejś.. dużej sali. Przede mną był stolik.. ze świecami.. ale klimat. Harry jak przystało na gentelmana odsunął mi krzesło, ale zaraz po tym.. zniknął. Zdziwiłam sie trochę. o co chodzi? Nerwowo odwróciłam się do tyłu. Nie ma go. Muszę czekać. Jaka szkoda, że nie mam przy sobie komórki.. eh.. czas zdawał się przedłużać.. spojrzałam na swoje ręce.. no co tak długo?
I jakby na moją odpowiedź zgasły światła. Na końcu sali dostrzegłam chłopaka w garniturze. Z uśmiechem zbliżał się w moją stronę. Czy to sen, a ja mogę zemdleć? On wygląda.. po prostu bosko. Oczarowana jego widokiem nie mogłam się poruszyć. Nagle.. uklękł przede mną.. i wyciągnął pudełko.. t.. to nie możliwe.
-Weronika.. czy wyjdziesz za mnie? - zapytał. Ze łzami kwinęłam na głową na tak. Gdy nałożył pierscionek na mój palec.. zdziwiłam się, gdy wszystko wokół zaczęło wirować, a ściany zmieniły swój kolor na krwisto czerwony. Próbowałam wstać. Bez skutku. Byłam w pułapce.. krzyczałam, szamotałam sie na krześle.. w tle było tylko słychać złowieszczy śmiech Harrego.
-Nieeeeeeeeeee! - krzyknęłam, budząc się ze snu. Migiem zerwałam się z łóżka.. boże.. nigdy wiecej nie będę jadła chipsów przed zaśnięciem. Po kilku głębokich oddechach podeszłam do kalendarza. 24 grudzień.. wigilia. Przetarłam zaspane oczy. Jeśli Hazza zamierza gadać do późna z Louisem, a mi pozwoli samej spać, to nie wiem co mu zrobię. Tak jakby.. boję się teraz zasnać. Wzięłam z szafy dresy, szarą koszulkę i podreptałam do łazienki. Zgaduję, że Harry jest na dole i pomaga Kate i Adamowi z choinką. Wczoraj tak się nam nie chciało, że przełożyliśmy wszystko na dzisiaj. Gdy tylko się przebrałam, zeszłam na dół do kuchni.
-Adam.. podaj mi tę bombkę.. nie.. tak, tą niebieską - dyrygowała Kayla stojąc na stołku. Przechodząc obok nich, wpadła mi myśl.. dlaczego mamy tak dużą choinkę? Ok.. ja nie wybierałam, więc się nie odzywam.
Otworzyłam lodówkę.. co tu by można zjeść na śniadanie.. pewnie nie jogurt, bo za bardzo się przyzwyczaję. Oo.. mamy żółty ser, to zaserwuję sobie tosty. Przy okazji zrobię trochę więcej dla reszty. Wow.. chyba jestem niewidzialna, jestem cały czas w kuchni, a żadne z nich mnie nie zauważyło. Harry podskoczył, gdy usłyszał minutnik.
-Dzień dobry słońce - przytulił mnie mocno. Uu.. stęsknił się?
-Dobry - pocałowałam go w usta.
-Mm.. będzie coś dla nas?
-Hm.. o ile tego nie zjem, to tak - posłałam mu uśmiech.
-A no właśnie.. krzyczałaś z rana?
-Ta.. miałam koszmar.. - Loczek spojrzał na mnie zdziwiony. Już raz miałam koszmar.. i to w dodatku gdy mieszkałam z 1D w Londynie.. nie było za fajnie. -Ale wybudziłam się tak?
-Nie strasz mnie, dobra? - odszedł do moich przyjaciół. No to.. ja widzę to tak.. ta cała trójka się skumplowała..
Żeby bardziej mi zająć czas.. zostałam wysłana na "małe zakupy". Pff.. co oni kombinują? Do domu Kay wróciłam dopiero około godziny 14. W salonie wszyscy sie krzatali, ale.. stół był trochę za duży.. mieliśmy spędzić w 8- osobowym gronie (wliczając rodziców Kayli i Adama). A tu proszę.
-Psst, Wera chodź do sypialni na chwilę - zawołała z góry blondynka. Kiedy dotarłam do pokoju, to wszystkie rzeczy były porozrzucane. Eh.. no i.. pełno sukienek. -Słuchaj, przypadkowo usłyszało mi się, że będziemy mieć gości..
-Ale skąd ty..
-Cii.. powiedziałam, że mi się usłyszało.. musimy jakoś wyglądać.. jak się ubierasz na wieczór?
-No.. ee.. jeszcze nad tym nie myślałam - podrapałam się w głowę.
-Wspaniale! - pisnęła. -Ja ubiorę tą czerowną sukienkę, a dla Ciebie mam.. (wyciągnęła czarny pokrowiec) Ta daa.. to zielone cudo.
-Będziemy wyglądać jak elfy.. przynajmniej w twoim wypadku. - odparłam.
-Ej, ale o co chodzi, ma być zabawnie tak? Więc nie masz to nic do gadania. - ach ta Kay.. wszystko musi być na "tip top". -Harry nie podglądaj! - krzyknęła i zamknęła drzwi, a ja wybuchłam śmiechem. Czy tylko ja musiałam trafić na tak zwariowaną osobę?
W końcu doszła godzina 18:00 rodzice moich przyjaciół przyszli przed czasem. Ja.. "podglądnęłam" Harrego, gdy ubierał się w marynarkę, białą koszulę. Wcześniej nalegałam, żeby jechał do Holmes Chapel, do swojej rodziny, ale uparł się, że już na obgadane i zostaje ze mną. Nie ma żadnego sposobu, żeby go przekonać.
-Wera! Co ty jeszcze robisz w dresach, już przebieraj się, w trymigach! - ona nie da mi spokoju..
-Już biegnę. - Po przebraniu się w zieloną kieckę, zrobieniu lekkiego makijażu oraz upięciu włosów w wysoki kucyk zeszłam na dół. Miałam lekkie poczucie winy, że nie pomagam w przygotowaniach, ale cytując mamę Kay "Jesteś gościem w naszym domu". Eh..
-Kotku cudownie wyglądasz - objął mnie od tyłu Hazza, a ja się zarumieniłam. Jeju..
-Ty też..
-Dzieci, pierwsza gwiazdka już na niebie, zbierzmy się w około wokół stołu - klasnął w dłonie pan Spark. Jego córka się zawstydziła, a Adam pomasował jej ramiona.
Po podzieleniu się opłatkiem, złożeniu życzeń zasiedliśmy do wieczerzy. Kiedy z Harrym składaliśmy sobie nawzajem życzenia, na naszych twarzach gościły uśmiechy. Moje pierwsze święta.. z.. moim chłopakiem. Tylko mamy mi tu brakuje. Westchnęłam.
Spojrzałam na innych. Czy jestem jedną osobą, która nie tknęła jedzenia. Już to nadrabiam.
Podczas spożywania posiłku zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Czyzby, jakiś zbłąkany wędrowiec? Pójdę..
-Nie, niech pani siedzi, ja otworzę - przerwałam pani Spark. Z jakiegoś powodu serce waliło mi jak oszalałe. Kto to moze być? Ok.. wdech.. zamarłam otwierając drzwi. Louis.. Eleanor.. Niall.. Danielle i Liam właśnie stali przede mną.
-Wesołych świąt! - rzucił się na mnie Lou i mocno wyściskał.
-Co wy tu robicie.. i to jeszcze w twoje urodziny..
-Jesteśmy! El tak dużo mówiła o tobie, że.. - szatyn nie dokończył, bo dostał sójkę w bok od swojej dziewczyny.
-Tak naprawdę, to chcieliśmy zrobić wam prezent na święta. Harry powiedział nam, że nie wraca, to my przylecieliśmy do was - Eleanor uściskała mnie.
-Ojej.. nie wiem co powiedzieć.. zapraszam - cała piątka, po przytuleniu mnie weszła do mieszkania. -Ej.. potrzebne nam dodatkowe miejsca do spania.. ktoś postanowił nas odwiedzić - krzyknęłam.
Zapowiada się ciekawie...


Jak spędza wszyscy święta? Czy jeszcze coś się wydarzy? 
Strasznie was przepraszam! Miałam dodać rozdział wczoraj, ale uczyłam się na sprawdzian, który jest dla mnie bardzo ważny.. od niego zależy moja ocena na semestr.
Nie wiem.. ten rozdział.. chyba mi się udał, ale uważam, że jest za krótki.. i w dodatku pisałam go w miarę szybko, ponieważ obiecałam wam go na środę.

Kolejny rozdział pojawi się dopiero w weekend, lub trochę później.
Jak na razie odpuszczam sobie pisanie, ponieważ moja sytuacja na I semestr.. nie wygląda za fajnie.
Niestety.. na next zapraszam w weekend, może najpóźniej w poniedziałek.

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 24 - Niespodzianka.

"I'm friends with the monster ,that's under my bed, get along with the voices inside of my head, you're trying to save me, stop holding your breath, and you think I'm crazy yeah, you think I'm crazy" Ugh.. ten budzik Kayli mnie wykończy.. albo ona ma głęboki sen, albo celowo go ignoruje. W każdym bądź razie po paru minutach jej komórka ucichła. Powoli przekręciłam się na drugi bok, twarzą do okna. Jeju.. na podwórku znowu pada śnieg. Co się stało? No.. normalnie tak nie było.
Dzisiaj w planie jest pięć lekcji, więc zdecydowałam się, że na nie pójdę. Tak teraz bez kontroli mamy.. chodzę przeważnie kiedy chcę, żeby nie było nie opuszczam zajęć. Podeszłam do szafy. Połowa rzeczy była moja, ale.. i tak nie wiedziałam co dzisiaj ubrać. Najchętniej zostałabym w domu. Po chwili zastanowienia, wzięłam czarne jeansy, żółtą bokserkę i duży, zielony sweter z reniferem. W końcu niedługo święta.
-Co ty tam tak długo robiłaś? Za 10 minut idziemy z Adamem do szkoły.. zdążysz to zjeść? - Kay wskazała na kanapkę. Czas leciał, a ja nadal byłam bez śniadania.
-Po drodze skonsumuję jogurt - uśmiechnęłam się i poszłam do przedpokoju ubierać kozaki. Znając jej chłopaka, to przyjdzie przed czasem. Eh.. czasami mam dość, że oni są tak blisko, a ja z Harrym.. oddzieleni przez miejsce zamieszkania.
-Dobry! - powiedział blondyn wchodząc do mieszkania. Czy te spodnie na nim.. no.. ee.. nie są zaciasne?... - Cześć Wera, wiesz gdzie.. Kayla! - rozłożył szeroko ramiona, żeby przytulić blondynkę. Gdzie znajduje się najbliższy kubeł? Chyba mi się cofa...
-Idziemy? - zachichotała.
-Emm.. to wy już wyjdźcie, zaraz was dogonię, tylko muszę coś zabrać - odpowiedziałam, a oni skinęli głowami i poszli. Tak naprawdę, to zaczęłam "poszukiwania" komórki. Co by było gdyby Hazza napisał, albo zadzwonił, a ja nie mogę nic zrobić? Miałabym przechlapane.
Przeszukałam prawie cały dom i.. okazało się, że.. mój telefon cały czas leżał w łazience.
Nie zdążyłam na pierwszą lekcje, ale na drugą już spokojnie dotarłam. Kurde.. nie wzięłam jogurtu.. któreś z moich przyjaciół musi mnie poratować jedzeniem. Jestem zdana na nich.
-O rudolf już jest! - pisnał Adam, a Kay szturchnęła go w ramię.
-Uważaj, bo na gwiazdkę kupię Ci taki sweter, tyle ze gorszy - zaśmiałam się. - Ominęło mnie coś?
-Taa.. kazanie o nowych równaniach z trygonometrii.. jak to będzie na maturze.. nie zdam!
-Kotek.. zdasz.. - przybliżył się do niej i objął od tyłu.
-Ekhem.. zapomnieliście? Jak chcecie, to mogę pójść do biblioteki.. bo czułości sobie nie szczędzicie nawet w szkole - wywróciłam oczami. Gdy tak na nich patrzałam.. zazdrościłam im. Ja tak bardzo tęsknię za Loczkiem. O boże.. z każdym dniem.. staję się coraz bardziej zrzędliwa. Ups?
-Nie idź.. emm.. puścisz mnie? - Kay zachichotała i "przedarła" się do mnie. Jak zwykle nasza rozmowa zeszła na to co będzie robić The Wanted i czy czasami nie grają gdzieś w pobliżu jakiś koncert. Niedawno przeczytałyśmy, że ich kolejna piosenka to "Daytime Memories" .. czy kopia tytułu od 1D? No chyba nie.. teraz artyści zżynają od siebie itd. Żadna nowość. Nasz przyjaciel stał obok i udawał, że wie o czym gadamy. Nie wiem, jak on z nami wytrzymuje.. tym bardziej, bo jest w związku z Kaylą..
Gdy tylko skończyły się lekcje, wybiegłam z budynku. "Przypadkowo" zdarzyło mi się podsłuchać, jak Adam namawiał się z Kamilem na małą bitwę na śnieżki. I.. nie myliłam się. Zaczęłam się śmiać, gdy chłopcy zaatakowli biedną blondynkę. Ojej.. w koło jest tak wesoło.
Do domu wracałyśmy razem, niestety.. na widok zakochanych par, przemieszczających się po ulicach Gdańska.. mój dobry humor prysł.
-Możemy ich wyminąć? - westchnęłam, kiedy skręcałyśmy w stronę osiedla. -Przy okazji trzymaj mnie, bo mogę wywinąć orła.
-Ok.. Wera.. marnie wyglądasz? Tylko mi nie mów, że się czymś przejmujesz. Głowa do góry i jedziesz dalej. - Ona.. mnie rozgryzła przed chwilą?
-To.. nie jest takie proste.. może mogłam wtedy zostać?
-Co ty za głupoty pleciesz?! - Kay prawie piszczała. -Harry, jest daleko, ale.. rozmawiacie ze sobą.. (otworzyła drzwi) dzwonicie..
-Kayla.. ja już nie wytrzymuję.. te uczucie.. jest większe ode mnie.. zaczynam wariować..
-Tylko ty tak uważasz.. burczy Ci w brzuchu? Masz - rzuciła w moją stronę kanapkę.
Chwilę potem usiadłam w salonie i włączyłam telewizor. Polska telewizja.. nie ma ciekawej oferty.. w Londynie.. był większy wybór. Dalej.. dalej.. dalej.. dalej.. Canal+ Film.. już tu zostawię.
Nie wiadomo kiedy, ale doszła godzina 17:00. Właśnie zawzięcie dyskutowałyśmy na temat akcji na twitterze, gdy w przedpokoju rozległ się dzwonek. Kogo tu niesie?

(kilka minut wcześniej, Harry)
Lot do Polski.. nie był prosty. Już na lotnisku w Londynie musiałem się przebrać tak, aby fanki mnie nie rozpoznały. Wcześniej moje przebrania były marne, ale tym razem nie. Z małą pomocą pani Kasi, wyglądałem jak student, który.. trochę się zaniedbał. Najgorsze było po wylądowaniu. Zdezorientowany wyszedłem z portu i.. rozglądałem się na wszystkie strony. Gdzie mam iść? W którą stronę? Wzrokiem szukałem pojazdu z napisem "Taxi". Kiedy odszukałem, w duchu się modliłem, żeby kierowca znał angielski. Gdy wsiadłem do auta, podalem mu kartkę z adresem zamieszkania przyjaciółki Wery. Mam nadzieję, że wie gdzie to jest. Eh Styles.. jeśli ten człowiek tu mieszka, to pewnie zna okolicę, w końcu jest taksówkarzem. Jadąc przyglądałem się temu wszystkiemu. Boże.. ja nic nie rozumiem. Przydadzą mi się małe korepetycję. Ten język musi być bardzo trudny. Po drodze napisałem sms'a do panny W. " :) " oj.. z tym będzie miała niewielki kłopot.
Kiedy dotarliśmy na miejsce uważnie rozejrzałem po okolicy. Oby tu nie było żadnych Directionerek.. modliłem się w duchu. Stanąłem niedaleko wejścia i z plecaka wyciągnąłem potrzebne mi rekwizyty. Założyłem czerwoną czapkę z "Pizza Hut" i wziąłem pudełko do rąk. No to.. czas zaskoczyć dziewczyny. Jestem ciekawy ich reakcji. Nacisnąłem dzwonek. Ta daa..
(Weronika)
Lekko zezłoszczona otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu ukazał się chłopak z pizzą. Dziwne..
-Em.. a co pan tu robi?
-Pizza! - tylko to odpowiedział, a głowę miał spuszczoną. Co z tym kolesiem jest nie tak? Pomylił domy czy coś?
-Ee.. Kay.. zamawiałaś może pizze? - zwróciłam się w stronę salonu.
-Niee - usłyszałam krzyk przyjaciółki.
-Przykro mi, ale my nic nie zamawiałyśmy.. zgubił się pan? - zapytałam, ale on nadal tylko stał.
-Nie zgubiłem się, zostałem nakierowany na właściwy adres.. panna Weronika, tak? - jego odpowiedź była powiedziana po angielsku.. jeszcze z tym brytyjskim akcentem. Chwila moment..
Podeszłam do chłopaka bliżej, ściągnęłam mu czapkę i.. zamarłam.
-H..H.. Harry? - zapytałam, a on uniósł głowę. -Boże to naprawdę ty! - rzuciłam się mu na szyję i o mało co nie przewróciliśmy się razem. W końcu.. nareszcie razem. -Co ty tu robisz? - ale mi się zrobiło gorąco..
-Jak widzisz kwiatuszku jestem! - znowu wziął mnie w ramiona oraz obrócił mnie wokół własnej osi. -Już nic nas nie rozdzieli, obiecuję - wzmocnił uścisk. w oczach zebrały mi się łzy.. te szczęścia.
-Chodź, zapraszam - wzięłam jego torbę do przedpokoju. -Kayla.. masz chyba miejsce dla jeszcze jednej osoby co? - zawołałam.
-O co ci.. - zamiast mówić dalej, moja przyjaciółka szeroko otworzyła buzię. -Łoo.. no to muszę wam znaleźć podwójne łóżko - szeroko się uśmiechnęła.
-A to moje.. nie jest na dwie osoby? - wspomniałam. - Eh bym zapomniała.. Harry to jest Kayla, Kayla to jest Harry. - śmieszne zapoznanie. A oni tylko podali sobie dłonie. Po paru minutach pomogłam zanieść Harremu bagaże. Gdybym mogła teraz krzyczeć, to zrobiłabym to z wielką chęcią. W końcu.. mój ukochany, wspaniały, cudowny itd. chłopak.. przyleciał z Wielkiej Brytani specjalnie dla mnie. Mogłabym wiecznie skakać z radości, że nic już nie dzieli mnie i Hazze.

-Jak reszta się dowie, to mam przechlapane - powiedział Harry, gdy zaczęłam przygotowywać kolację. Dziś zrobię tosty z warzywami.. takie typu light, ale za to smaczne.
-Czemu? A w ogóle ktoś wie, że wyjechałeś?
-Tylko Louis, znając go.. pewnie komuś już wygadał.. mm.. co tak pachnie?
-Tosty z.. - nie dokończyłam, bo poczułam, że Loczek obejmuje mnie. -Gotujemy razem? - szepnął mi do ucha, a ja zachichotałam.
-Możemy.. nie będzie to łatwe..
-No już dobrze.. kiedyś.. w niedalekiej przyszłości.. będziesz gotować dla mnie i dla naszych dzieci. - Zrobiłam zdziwioną minę.. ja..on.. dzieci.. ojej.. to takie.. słodkie? Już zaczął tyle planować.
-Nasze dzieci.. - powtórzyłam za nim. -Em.. masz już propozycje imion? - czemu ja oto pytam? ...
-Jak będzie dziewczynka, to Darcy, a jak chłopiec.. - wyraźnie popatrzał na mnie. To teraz ja mam coś wymyślić? Przystanęłam na chwilę, kładąc kolejnego tosta na talerzyk.
-Chłopiec będzie miał na imię Tom.. albo William..
-Ej dlaczego jak Louis? Nie podoba Ci się Edward?
-Haha.. przepraszam, że się śmieję, ale za bardzo kojarzy mi się z sagą Zmierzch.
-No już dobrze, wybaczam.
Później na kolację wpadł też Adam. Akurat każda z nas ma parę. Oj biedny Adam.. niestety Kayla musiała mu co chwilę tłumaczyć o czym rozmawiamy, bo gadaliśmy ze względu na Harrego po angielsku. Dowiedziałam się od niego, że Eleanor powoli widać brzuszek. Padło pytanie.. kiedy.. my będziemy mieć dzidziusia.. Em.. jak na razie nie spieszno mi z posiadaniem dziecka. Nie chciałabym obchodzić 18-nastki będąc w ciąży. Może trochę później.. Obiecałam Harremu, że jeśli tylko dobrze zdam maturę, to.. na taki krok możemy się zdecydować, czemu nie.
Po zjedzonym posiłku poszłam z Hazzą na górę do pokoju, żemy zostawić drugą parę na dole. Oboje położyliśmy się na łóżku. Harry cały czas bawił się moimi włosami. Uwielbiam tak poleżeć w ciszy.. w dodatku z nim.  Nareszcie razem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłem.. - odezwał się po chwili.
-Ja jeszcze bardziej..
-Serio? - podparł się na ręce. -A kto w taką śnieżyce leciał specjalnie do Ciebie? Wiesz jakie było ryzyko, że fanki mnie rozpoznają? To był mój najgorszy lot. Nigdy jeszcze się tak nie bałem. - patrzac w jego zielone oczy.. zauważyłam, że jego wzrok.. pada na jeden punkt.. mój brzuch.. czyżby.. . Ha! Przewidziałam to!  Loczek zaczął mnie łaskotać, a ja już płakałam od śmiechu. Już dawno tego nie robił.
-P..p..przestań! - wydukałam.
-A magiczne słowa?
-Jeśli przestaniesz, to dostaniesz buziaka.. - nie mogę oddychać...
-Nawet dwa? - poruszył śmiesznie brwiami.
-T..tak! - pisnęłam. Ojej.. przez dłuższy moment nie mogłam złapać tchu. Co za uparciuch. Gdy odwróciłam głowe w jego strone, to właśnie pokazywał na swoje usta. Aha.. czyli teraz chce nagrodę. A niech se poczeka.
Wstałam z łóżka po pidżame, następnie poszłam się przebrać. We włosach miałam pełno kołtunów. Masakra.
-Oo myszka Mini.. czy zamierza wskoczyć do łóżeczka, bo myszka Miki czeka na nią - Hazza i te jego teksty. Zaśmiałam się i "rzuciłam się" na łóżko, i poczochrałam Harrego po włosach, a on tylko pokręcił głową. Kiedyś to mówiłam.. hmm.. wiem! Tarzan.
-Co ty zrobiłaś? - zapytał udając lekko oburzonego.
-Nic Tarzanie - przytuliłam się do niego. Oczy zaczęłi mi się powoli kleić.. W objęciach ukochanej osoby.. od razu lepiej się zasypia..


A co będzie dalej? Tego dowiecie się już w środę :)
Jejejejej Weronika w końcu jest z Harrym :D W planach miałam, żeby Hazza przyjechał do niej trochę później, ale.. no cóż tak wyszło.
Trzymajcie się do środy ♥

czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 23 - Rzeczywistość oraz.. kombinacje?

*Tydzień później*
"Powrót do rzeczywistości był początkowo trudny. Liceum.. brak zajęć związanych z kuchnią, które zaczęłam lubić. Trochę dziwnie bez nich, ale za to doszły normalne lekcje.. eh.
Jeszcze ta moja popularność wzrosła wśród Directionerek.. masakra. Pierwszego dnia nie dawały mi tak spokoju, że krzyknęłam na cały korytarz o tym, że nie powiem jaki Harry jest naprawdę, bo sama tego nie wiem. Każdy zachowuje się inaczej przy innych. Jest też.."
-Psst, Wera lepiej jej słuchaj, inaczej będziesz miała przechlapane - szepnęła do mnie Kayla na fizyce.
-Ok ok.. - zamknęłam zeszyt. Od tygodnia coś pisałam, nie wiem co się ze mną stało, ale już połowę zeszytu zapisałam. Jakiś nagły przypływ weny czy coś? Możliwe.
Czy nadal noszę bluzki z TW? .. przynajmniej staram się. Powoli próbowałam wrócić do normalnego życia.. kurde.. o dziwo wiele osób stało się dla mnie miłe. Ugh.. chciałam być niezauważalna. Przez ten wyjazd moja popularność tylko wzrosła.
Gdy skończyła się lekcja, od razu poszłam do swojej szafki po rzeczy. Tak, ja Weronika uciekam do domu po trzeciej lekcji. Ogólnie dziś nie czuję się zbyt dobrze.. może leciutko przeginam, ale taką wersję przekazałam po drodze wychowawczyni. Wychodząc z budynku, trzeba było uważać na latające śnieżki. Już jedną z rana oberwałam, następne unikałam.
Idąc osiedlem w stronę mieszkania państwa Spark, wpadłam na wysokiego blondyna, niosącego siatki z jedzeniem. Muzyka w słuchawkach + zamyślenie = wpadniecie na kogoś. Szybko podniosłam się z ziemi i pomogłam mu pozbierać produkty. Chłopak przez chwilę przyglądał mi się, ale po chwili zrobił zdziwioną minę.
-Wera? Co ty tutaj robisz? Przecież byłaś w LA..
-Byłam, ale się zmyłam - Uu.. zrymowało mi się.
-A co na to twoja mama? - Eh.. nienawidzę cieżkich pytań.. nie wymigam się z odpowiedzi..
-Ona.. no tak jakby..
-Nic nie wie? Cała ty.. - poklepał mnie po ramieniu.
-No raczej.. - chuchnęłam w dłonie. Zapominalska ja nie wzięłam rekawiczek.
Adam to mój i Kayli sąsiad. Jak już wspominałam.. jest wysoki i.. on ma niebieskie oczy. Wiele dziewczyn z nim było, ale.. odkad wyjechałam, to zaczął spotykać się z moją przyjaciółką. ten kawałek drogi przegadaliśmy. Zabawne.. Kay nic mu nie mówiła o moim przyjeździe, dlatego był zaskoczony na mój widok.
-Emm.. może tak wpadniesz do mnie z blondi na kawę lub herbatę? Oczywiście jak będziecie miały czas - powiedział przed domem.
-Damy Ci jeszcze znać - uśmiechnełam się. O boże.. jak dobrze jest być w ciepłym mieszkaniu. Po ściągnięciu kozaków podłoga wydaje się taka miła.. wygodna..

Po zostawieniu plecaka w pokoju, usiadłam na kanapie w salonie. Na szczęście wczoraj zostawiłam tu laptop. Już mija 3 grudzień.. pięć dni temu.. Harry zrobił coś pięknego na premierze "Midnight Memories". Został zapytany oto, czy chce coś powiedzieć i.. pozdrowił mnie. No.. na samą myśl aż się uśmiecham. Ta rozłąka nie jest nawet taka zła. Codziennie piszemy ze sobą smsy, ale.. czy wytrwamy? Nie wiem.
Wchodząc na Skype nagle.. (miałam mały zawał, pomińmy to) pojawiła się ikonka mojej mamy, oraz komunikat, że dzwoni. Pewnie chce wiedzieć gdzie jestem.. ups? Po chwili kliknęłam "odbierz"
-Cześć mamo.. - kamerkę od razu wyłączyłam.
-Czy masz mi coś do powiedzenia? - ach ten ostry ton..
-Ee.. no tak jakby..
-Kto Ci pozwolił jechać do Polski?! Niedługo byśmy wracali do Londynu i..
-Ale nie do Gdańska! - przerwałam.
-No i co z tego? Wiesz jak się teraz Harry czuje? Nie zależy Ci na nim. - że what?
-Skąd ta pewność? Nic nie wiesz.
-Nie pożegnałaś się.
-Ale zostawiłam listy! Wiedziałam, że jeśli się z wami nie pożegnam, to nie będę w stanie normalnie wyjechać..
-Tylko powiedz mi dlaczego.. dlaczego chciałaś wrócić? Było Ci tu źle? Miałaś wszystko. Kochającego chłopaka, przyjaciół..
-Ale najważniejszych zostawiłam tutaj.
-A niby kto to taki? (serio mamo nie wiesz? jpd..)
-Emm.. Kayla i Adam? - Trzymajcie mnie, bo zaraz nie wyrobię...
-No coś ty, znalazłabyś nowych..
-Mamo czy dobrze się czujesz, czy od tak jesteś taką zołzą? Bo inaczej nie mogę tego nazwać.. nie pamiętasz moich najlepszych przyjaciół.. ta kariera diametralnie Cię zmieniła. Nie martw się. Mieszkam u Kayli, chodzę z powrotem do liceum. Jest ok. Harrego się nie czepiaj.. nadal jesteśmy razem.
-Ale..
-Paa. - zakończyłam rozmowę. Wyrzuciłam z siebie wszystko. Prosto z mostu. Ja.. czasami nie rozumiem mojej mamy.. ok, praca.. ale powinna interesować się mną co nie? Ekhem.. nie ma mnie w LA od tygodnia i dopiero dziś się obudziła. Cudownie. Już chciałam wejść na internet i sprawdzić twittera, gdy dostałam powiadomienie na Skype, w sumie to wiadomość i.. od Eleanor. Klinkęłam w nią żeby zobaczyć o co chodzi.
Czytając zaśmiałam się. Louis od pewnego czasu stał się bardzo opiekuńczy w stosunku co do El, a jej się to nie podoba. Miewa też humorki, więc ciąża jej służy. Bardzo się cieszę, że między nimi tak dobrze się układa. Napisane było też coś o Harrym..
Podobno zaczyna coś kombinować i nikt nie wie co. Ja.. zaczynam się domyślać, bo wczoraj się nie odezwał.
Po pół godzinnym sprawdzaniu co dzieje się na świecie, postanowiłam że zrobię obiad. Państwo Spark wracają po 15, Kay też więc mam jeszcze trochę czasu.
Hmm.. coś prostego.. jednocześnie smacznego. Spaghetti nie chce mi się, to może risotto? Dużo rzeczy nie potrzebuję. Po piersi kurczaka skoczę do sklepu, ryż, ser, pietruszka oraz przyprawy są. Jak ja dawno tego nie jadłam. Na samą myśl zrobiłam się głodna.

Wracając ze sklepu minęłam się z małą Directionerką, bo rozpoznała mnie jako "dziewczynę Hazzusia". Chwilę z nią pogadałam i wróciłam do domu. Ta szkoła w Londynie z jednej strony przydała mi się. Rozpakowując torby w kuchni spojrzałam na zegarek. Dopiero jest po 12:00, nie muszę się spieszyć z przyrządzaniem potrawy. Na samym początku pokroiłam pierś kurczaka w kostkę, potem zajęłam się ryżem, następnie wszystko na patelnię. Żeby uzyskać jak najlepszy smak, powoli wszystko sporządzałam. Akurat skończyłam przed 15:00.
-O boże.. co tak pysznie pachnie! Nie mów, że coś zamówiłaś - powiedziała przyjaciółka wchodząc do salonu.
-A tu się mylisz, bo zrobiłam to sama - uśmiechnęłam się.
-Nie wiem co ty robiłaś w tym londynie, ale dziewczyno.. przed wyjazdem nie umiałaś gotować!
-Teraz.. ta daa - obydwie zaśmiałyśmy się. Ten zapach jedzenia był strasznie kuszący, niestety.. musiałyśmy poczekać na jej rodziców. Gdybyśmy zaczęły jeść, wyszłaby nie fajna sytuacja.
I kto dostał pochwałę za smaczny obiad? Ja. W międzyczasie zrobiłam zdjecie risotto, wysłałam Harremu. Po chwili mi odpisał "Same pyszności gotujesz, a ja właśnie czekam na Paula aż coś zjemy. Ej.. zaraz się do Ciebie teleportuję :D". Ach.. chciałabym.
Po godzinie 17:00 poszłam z Kay na lodowisko. Mówię wam.. nigdy więcej.
Jechałam sobie spokojnie, gdy nagle ona zaciągnęła mnie na sam środek i.. bum. Zaliczyłam glebę. Z tego powodu trochę się podenerwowałam, ale przeszło mi. Kiedy w głośnikach leciało "One way or another" to udawałyśmy, że tańczymy przy tym. Eh.. wariatki. Na solówkach Harrego.. chyba nam najbardziej odbijało. Czy my kiedyś będziemy normalne?

(w tym samym czasie u Harrego)
Londyn.. kocham to miasto, ale.. kogoś mi tu brakuje.. pewnej szatynki..
Nikt nic nie wie.. o moim małym planie.. skończyliśmy już wszelkie nagrania do programów, wywiady też są za nami i.. mamy wolne do końca roku. Trwają jeszcze rozmowy, żeby przedłużyć to do marca. Trzymam kciuki za to, że tak będzie.
-Harry.. em.. pytanie.. co tu robią te torby? - zapytał Louis, gdy wszedł do sypialni. Nadal mieszkamy w tym kompleksie co na początku. Kurde.. jedno łóżko nie powinno być puste..
-Wiesz.. robiłem porządki i.. - myśl Styles, myśl!
-I ? Nie chcę się wtrącać.. kombinujesz coś prawda? - ah ten Tomlinson. Zna mnie na wylot.. taki.. starszy brat.
-Może.. co tam u Eleanor? - spróbuję zmienić temat..
-A właśnie się położyła. Ona teraz tyle je.. ej!
-Tak, przecież ta ciąża.. gratulacje tatusiu - poklepałem go po plecach i wyrzuciłem bluzkę z szafy na łóżko.
-Odchodzisz od tematu, nie ma tak!
-U mnie jest.. czy czasami nie wołał Cię ktoś?
-Harry Edward Styles, czy ty się pakujesz i chcesz wyjechać? Oczekuję na szczerą odpowiedź, inaczej będzie kara. - pogroził mi palcem. Zaśmiałem się.
-Ha ha niby jaka?
-Będziesz spał obok Nialla.. - Tylko nie to.. jak nasz Nialler ma dobry sen, to przez całą noc opowiada co w nim robi. Yy.. przerażające trochę..
-No już dobra, ja..
-Bilet do Gdańska?! - pisnął Lou - Ty do Weroniki jedziesz! Wiedziałem, nie wytrzymałbyś dłużej!
-Zamknij się gamoniu, bo Cię wszyscy usłyszą. Tak jadę do niej, ale to będzie niespodzianka, więc buzia na kłódkę. - syknąłem. Przyjaciel na znak, że rozumie, udał jak "zaklucza sobie usta i wyrzuca kluczyk".
-A kiedy lecisz?
-Jutro.. poleciałbym dziś, tylko nie mogłem wcześniej zdobyć adres przyjaciółki Wery. Jakąś godzinę temu jej mama dała mi go.
-Aaa.. na długo u niej zostaniesz?
-Skąd ja to mogę wiedzieć? Chciałbym święta spędzić w jak największym gronie..
-Oto się nie martw. Coś wykombinujemy później. Pakuj się, ja idę do El.. muszę przy niej czuwać..
-Tak , tak.. czekaj.. na 100% nikomu nie wygadasz?
-Przysięgam na słowo honoru. Mam powiedzieć, że lecisz do rodziny?
-Coś w tym rodzaju - Chwilę potem zostałem sam. Przebranie.. jest. Ciuchy, bilet są. Ok.. walczę o naszą miłość. Już jutro.. odwiedzę moją ukochaną. Tak bardzo się stęskniłem. W końcu zobaczę.. te szaro-niebieskie oczy.. wesoły uśmiech.. brązowe włosy.. zakochałem się w fance The Wanted. Ona należy do mnie. Do nikogo więcej. Oh.. czyżbym był zazdrosny? Przypomniała mi się sytuacja, kiedy Wera chodziła tu do szkoły.. . Kazałem jej wsiąść do auta, a jednak.. sprzeciwiła się i poszła z przyjacielem w stronę parku. W tamten dzień.. pocałowałem ją po raz pierwszy. Doszło do sprzeczki.. poniosły mnie emocje.. wszystko.. wyszło jednak na dobre.
Ostatnie zadanie na dziś.. wysłać do niej sms'a w którym.. napiszę coś, ale.. nie domyśli się o co chodzi. Chyba..

(powrót do perspektywy Weroniki)
*Biip* *Biiip* *Biiip* aż się wystraszyłam, gdy telefon zaczął wibrować na szafce.
-Ej.. sms dostałaś - powiedziała Kayla zakrywając się poduszką. Przed nią ciężki dzień, dlatego wcześniej się położyła, a ja czytałam w tym samym czasie książkę.
-Emm.. od Harrego.. - wydukałam.
-Co? - przyjaciółka wstała ze swojego łóżka i usiadła obok mnie. - Pokażesz?
-Masz - podałam jej telefon.
"Nadal bardzo tęsknię.. niedługo to się zmieni. Będziemy.. Proszę Cię nie wysyłaj mi już zdjęć z twoimi potrawami. Staję się wtedy strasznie głodny. Śpij dobrze słońce :**"
-Co to jest? - zapytała Kay.
-On zawsze pisze takie nie zrozumiałe rzeczy. Gdybyś widziała jego tweety.. masakra. Zauważyłaś, że nie dokończył zdania?
-O które Ci chodzi?
-O te "Będziemy" i wielokropek. Reszta jest ok. Coś się wydarzy czuję to.
-Może.. nie ogarniam nadal dlaczego z nim jesteś.. jak wy się dogadujecie?
-Normalnie? A jak ty z Adamem.. ups.. miałyśmy iść do niego na kawę.. zapomniałam - opadłam na łóżko. Ratujcie mnie, bo kiedyś zapomne jak się nazywam!
-Ej, nie histeryzuj.. z Adasiem załatwię to jutro.. teraz.. idę spać.. dobranoc.
-Dobranoc - odpowiedziałam jej, następnie wyłączyłam lampkę. Czyli.. mam nie spać całą noc, zastanawiając się co wymyślił Loczek? Wygląda na to, że tak.
Przewróciłam się na drugi bok.. ciekawe co robi.. eh.. czas odpłynąć w krainę snów i.. czekać na nowe jutro...

Czy niespodzianka Harrego dla Weroniki się uda? A może jednak coś stanie na przeszkodzie? Tego dowiecie się w niedzielę :)
 Mamy rozdział 23, a ja nawet nie pomyślałam o zakładce "Bohaterowie" za moją małą gapę, zaraz to nadrobię :D

Szablon by S1K