Statystyka

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 14 - Tylko nie to...

Patrząc na szatyna wywnioskowałam, że nie jest w najlepszym nastroju. Ale czym ja zawiniłam? Po prostu wolałam wrócić z kolegą niż z nimi. Przecież.. mam własną wolę, tak?
-Weronika! - groźnie krzyknął Harry wyrywając mnie z chwilowego zamyślenia.
-No co ty ode mnie chcesz?
-Właź do auta..
-To, że jestem młodsza od Ciebie o dwa lata, to nie znaczy, że możesz mi mówić co mam robić - wycedziłam przez zęby i rzuciłam się biegiem w stronę Kevina.
-Zaczekaj! - zawołałam go.
-Jednak wracasz ze mną? - zapytał zdziwiony.
-Tak - w kierunku Harrego posłałam gniewne spojrzenie. Wyraźnie powiedziałam, że nie mam ochoty na wracanie z nimi. Tym razem.. zachował się jak jakaś zapyziała gwiazdka. Dobrze, że Kev na mnie poczekał. Inaczej.. byłabym zmuszona tak?
-O co poszło? - zapytał, gdy trochę oddaliliśmy się.
-E tam, mała sprzeczka, to u nas normalne - uśmiechnęłam się. Coś czuję, że.. znalazłam przyjaciela - uśmiechnęłam się na duchu.
-No tak, fanka The Wanted, mieszkająca z One Direction, ja na twoim miejscu bym nie wytrzymał.
-Ja też, ale..  - Nie dokończyłam ponieważ ktoś (czyt. Harry) nas dogonił.
-Weronika, nie będę nalegał.. - powiedział Hazza, ale.. brzmiało to bardzo surowo.
-Czy możesz się w końcu ode mnie odczepić? - Czemu on jest taki uparty? Nie może mi odpuścić? Po chwili spojrzałam na Kevina i zaczęliśmy biec. Szkoda, że wcześniej nie wpadłam na ten pomysł. Chyba lepsze to niż nic.
Nasz bieg nie trwał długo, bo dobiegliśmy do parku. Czemu ja wcześniej nie pomyślałam, żeby zdjąć z pleców ten ciężki plecak.. no tak.. w sytuacjach awaryjnych nie za bardzo myślę. Z powodu zmęczenia opadłam na ławkę. Nigdy więcej tego nie zrobię. Nigdy.
-On.. Cię.. prześladuje czy coś? - zapytał Kevin z trudem łapiąc oddech. Jego czarne włosy opadały mu prosto na twarz.. hmm.. jak ma je takie nie postawione do góry to fajnie wygląda.. Halo? Ziemia do Wery, zostało zadane Ci pytanie!
-Nie.. tylko.. chciałam dziś z tobą wracać, a nie z nimi. Nie kończymy zawsze równo lekcje, bo są grupy, a jutro mogę wrócić autem - oparłam głowę o ławkę i spojrzałam w niebo. Świat się kręci? Nie.. to chyba mi w głowie.. takie są skutki biegania..
-W takim razie rozumiem, ale wiesz, że chyba musisz niestety już wracać?
-Wiem.. jeszcze chwila i pójdę - uśmiechnęłam się do niego. Ale ten czas leci. W pewnym momencie gwałtownie się obróciłam. Uff.. miałam dziwne przeczucie, że ktoś mnie śledzi. Posiedziałam jeszczę trochę, a potem.. kierunek kompleks. Miejmy nadzieję, że żadne kazanie się nie szykuje.
Wchodząc do domu starałam się jak najmniej zrobić hałas. Mój plan byl taki, że ściągam buty, a następnie gazem do pokoju mojej mamy. Ale zastanówmy się.. czy on by wypalił? Kiedy ja siedziałam w parku, to oni mogli wrócić tutaj.
-Gdzie byłaś? - zapytał Harry wchodząc do przedpokoju. Nie mogłam ciup szybciej ściągać te trampki? No chyba nie.. ale przy okazji.. Witamy pana nadopiekuńczego. Biję ukłony.
-No.. w parku
-Z kim? - Nie żartujesz sobie ze mnie? Nie widziałeś jak uciekam od Ciebie razem z kolegą z klasy? ...
-Z Kevinem.
-Po co? - czy to zamienia się w wywiad?
-Harry, wyluzuj, czy mogę..
-Wytłumacz mi to.
-Ale co mam Ci wytłumaczyć?
-Tą. sytuację. teraz. - powiedział wyraźnie każde słowo.
-Nie wiem tylko co.. mam Ci wyjaśnić, że uciekłam przed tobą i chłopakami, żeby mieć chwilę wytchnienia? To chcesz wiedzieć? - trzymajcie mnie, zanim coś mu zrobię..
-Kłamiesz. - on się na mnie uparł czy co?
-No właśnie, że nie!
-Nie podnoś głosu!
-Ty też go podnosisz!
-Wcale, że nie! - serio?...
-Jesteś taki ślepy czy mi się tylko wydaje? - odparłam sarkastycznie.
-Zamknij się!
-Ty też! - próbowałam koło niego przejść, ale bez szans. Zatrzymał mnie przed sobą.
-Przestań. się. ze mną. kłócić. do jasnej cholery - znowu oddzielił każdy wyraz..
-To ty zacząłeś!
-Skończ już z tym.. - pokręcił głową i złapał mnie za rękaw bluzy i przyciągnął w swoją stronę.
-Niby z czym! - krzyknęłam. Wkurzał mnie już..
-A wiesz co? Z tym! - I w tym momencie stało się to co nie miało się nigdy stać. Harry pociągnął mnie za ten rękaw, tak że o mało co na niego wpadłam, potem.. objął moją twarz rękoma i.. on.. mnie pocałował.  Motylki w moim brzuchu momentalnie się obudziły. Po dosłownie kilku sekundach oddalił się ode mnie. Ja stałam.. oszołomiona, a on patrzał się na mnie przepraszającym wzrokiem. Żadne z nas nie wydobyło ani jednego słowa. Jakby nie mogłoby być gorzej akurat w tym momencie wrócił Louis.
-Hejo! Siemka.. oh.. przerwałem wam w czymś? - zapytał.
-Ee.. to było.. nic takiego.. - odpowiedział Harry.
-Nie okłamujesz mnie? Weronikę jakby coś mocno zatkało..
-Uwierz mi, że nic się nie stało.. - Z niedowierzaniem spojrzałam na Hazze. Czy on słyszy co przed chwilą powiedział?...
-Ty.. mnie.. właśnie.. pocałowałeś.. - wydukałam, chwyciłam za plecak i pobiegłam na górę. Wpadłam do pierwszego lepszego pokoju, usiadłam na łóżku, a łzy pociekły mi po policzkach. Wdech.. wydech.. Nie no.. jak dla mnie to.. za dużo emocji jak na jeden raz.Halo, mam 17 lat, a mój pierwszy pocałunek był z.. kimś kogo wcześniej się brzydziłam, nie lubiłam, bo był w zespole, który nie lubi The Wanted? Ugh.. pytania zbierały się w mojej głowie. Dlaczego on to zrobił? Czy musiało dojść do tej całej kłótni? Przecież mógłby mnie normalnie przepuścić i do niczego by nie doszło. Ale przepraszam.. ja się tutaj nie liczę. A może tak.. gdybym go posłuchała i.. stop! Czemu obwiniam siebie.. to on to zrobił nie ja. Teraz czuję się jakbym była.. nikim.
Załamana tymi faktami rozejrzałam się po pokoju w którym się znajduję. Czy jakaś ślepa jestem? Ugh.. trafiłam do dużej sypialni.. No ale.. to wszystko.. nie miało się nigdy stać. Do mojego idealnego świata bez One Direction właśnie jednym pocałunkiem wtargnął Harry. Wszystko się sypie. To znaczy też, że.. nic nie będzie już tak jak dawniej. Niestety.
Gdy tak się użalałam na sobą, do pokoju wszedł ze spuszczoną głową "sprawca mej rozterki". Chyba nawet mnie nie zauważył, bo usiadł na łóżku (które jest obok mnie, a tak dokładnie to po mojej lewej stronie) i schował twarz w dłoniach. Nikomu nie życzę, żeby ktoś zobaczył Harrego w takim stanie. Było mi go naprawdę szkoda. Tyle rzeczy dzieje się w jego życiu.
-Jestem debilem.. - powiedział po chwili.
-Wcale nie jesteś - wyszeptałam.
-Serio tak myślisz? A to moje debilskie zachowanie na dole to co? Widzisz, bo ja.. - zawiesił głos. I wyprostował się, przy okazji spoglądajac z boku na mnie.
-Harry, czy możesz mi powiedzieć, co się z Tobą dzieje? W sumie to.. zawsze możesz mi się zwierzyć, jeśli masz jakiś problem. - Ok, wychodzę z inicjatywą.
-To nie jest takie proste..
-No ej, wywiadu nie zamierzam z Tobą przeprowadzać, więc co w tym takiego trudnego - zaśmiałam się. Hm.. przy okazji zrobiło mi się trochę weselej.
-No tak, ale.. eh..
-A więc? - coś go gryzie, wiedziałam.
-Chodź tu - poklepał swoje łóżko, abym usiadła na przeciwko niego. Kiedy usiadłam po turecku, to on swój wzrok skierował na palce, którymi nerwowo się bawił.
-Czym się denerwujesz, przecież już trochę mnie znasz - próbowałam nadal go jakoś zachęcić, żeby się otworzył. Ej.. ja też zaczęłam się denerwować, bo panowała między nami krępująca cisza. Po chwili wział głęboki oddech i spojrzał mi prosto w oczy.
-Bo.. ja się w tobie zakochałem.
Yy.. niedosłyszałam.. że co? To mnie teraz zatkało. I co ja mam teraz zrobić?

Jak teraz postąpi główna bohaterka? Czy podejmie słuszną decyzję? To już w niedzielę :)
Pada śnieg, pada śnieg tytyrytyty, drogi są zasypane, więcej czasu mam :)
Wyjątkowo dzisiaj zrobiłam wam prezent i.. ta daa! Na tyle mi się nudziło, że postanowiłam w ramach mikołajek opublikować wam ten rozdział :)
Następny już w niedzielę (Dzisiaj jest tak.. no wyjątkowo c: )

1 komentarz:

Szablon by S1K